Translate

piątek, 24 lipca 2015

Ogłoszenie

Kolejny rozdział już na dniach, pojawi się na pewno do końca lipca. Przepraszam, że teraz znów trochę zaniedbuje, ale są wakacje, nie było mnie przez miesiąc w Polsce, ale nadrobię to. Mam nadzieję, że wszyscy czytelnicy do mnie wrócą. 
No i życzę udanych wakacji. :)

sobota, 4 lipca 2015

10. He was the love of your life.

 Dorośli mówią, że zazdroszczą nastolatkom bezstroskiego, swobodnego życia. Powtarzają każdego dnia, że nie musimy się o nic martwić, przecież rachunki nas nie obchodzą, jedzenie nas nie obchodzi, sprzątanie nas nie obchodzi. Czasami wolałabym się martwić nad tym co zrobić jutro na obiad i czy wszystkim będzie smakowało niż to, co przeżywam w tegoroczne wakacje. Historia ta może wydawać się niektórym ciekawa, pełna przygód, wyborów... Właśnie, wybory są tutaj najtrudniejszą częścią. A gdy jesteś jeszcze zupełnie bezradna, bez żadnych pomysłów to wszystko zaczyna tracić magię, a przeradza się w koszmar. Gdy tylko wrócę do Nashville, do moje szkoły, do moich znajomych to wszyscy będą opowiadali "Wow, jak super było w Hiszpanii tego lata. Wybawiłam się na całego", "Ja spędziłam całe lato na podróży po Afryce", "Ja zostałem w Stanach, ale poznałem niesamowitą dziewczynę, zakochaliśmy się w sobie i jesteśmy razem". Moim marzeniem też jest opowiedzieć historię w ich stylu. A gdy mnie zapytają, " Alison, co Ty robiłaś tego lata?" to co ja im opowiem? "Słuchajcie, nic ciekawego. Pojechałam do Stratford do babci na całe lato, Spotkałam starą przyjaciółkę przed którą ukrywałam większość wydarzeń, również spotkałam dawnego przyjaciela, zakochałam się w nim, ale i w jego przyjacielu również. Zresztą, sama nie wiem czy to była miłość czy zauroczenie, a może po prostu wakacyjny flirt. Spotykałam się i z jednym i z drugim. NUDA." Ta.. w życiu bym tego nie powiedziała znajomym ze szkoły. Tak jak uznałam na początku tego lata, to co darzy się w Stratford to i tutaj zostanie. Na zawsze.

- Witam moją najpiękniejszą dziewczynę- wypowiedział męski, stanowczy głos dochodzący zza moich pleców, który przerwał mój wewnętrzny monolog. Obróciłam głowę w tył i zauważyłam zbliżającego się do mojego łóżka Ryana.
- Cześć... ale co to jest?- zapytałam zaskoczona widokiem ogromnego bukietu czerwonych róż w jego dłoniach. Chłopak przysiadł obok mnie i wręczył mi do rąk kwiaty.
-Zapomniałaś? A kto dzisiaj kończy 17 lat? - klepnęłam się dłonią delikatnie w czoło. Faktycznie. Dzisiaj, 22 lipca są moje urodziny. Przez te wszystkie wydarzenia, które miały miejsce przez ostatnie dni, zapomniałam na śmierć o tym, że dzisiaj jest moje święto.
- Nie uwierzysz, ale zapomniałam. Ryan, te kwiaty są takie piękne- spoglądałam na nie niedowierzając, że naprawdę istnieją aż tak piękne róże. Były koloru krwisto-czerwonego.- Tak bardzo Ci dziękuję.- Kwiaty odłożyłam na bok, przesunęłam się bliżej chłopaka, chwyciłam delikatnie dłonią jego kark i złożyłam na jego ustach subtelny pocałunek. Miałam już się oderwać, gdy on chwycił moją szyje delikatnie w dwie dłonie i pogłębiał coraz bardziej każde subtelne musnięcie naszych ust.
-Czy ja wam nie przeszkadzam w czymś?!- gwałtownie oderwaliśmy się od siebie, rękawem swojej za dużej, szarej bluzy z GAPa wytarłam moje mokre usta, a Ryan spuścił wzrok na dół i bacznie przyglądał się swoim śnieżnobiałym skarpetkom, lecz pod jego nosem można było usłyszeć cichy śmiech.
-Nie babciu, fajnie.. naprawdę fajnie, że wpadłaś- powiedziałam rozbawiona do kobiety stojącej u progu mojego pokoju. Wzrokiem wypalała na naszych głowach dziury, po to, abyśmy poczuli się zawstydzeni, przyłapani, lecz doskonale wiedziałam, że nie miała nic za złe. Robiła to dla własnej rozrywki, aby potem wypominać mi to przez kolejne 10 lat.
-Nie będę przeszkadzać zakochanym, po prostu Alison jak skończycie te swoje całuski to przyjdź do mnie na dół- powiedziała z nutką ironii wyczuwalną w jej głosie.
-Tak jest babciu- miała już wychodzić, lecz coś nią drgnęło i zawróciła znowu spoglądając na Ryana, który w końcu oderwał swój wzrok z ziemi.
- Mam Cię na oku -wyszeptała mrużąc przy tym oczy i dopiero poczuła, że jej misja jest już zakończona i może wyjść.
- Ona nie mówiła serio?- zapytał lekko przerażony Ryan wskazując kciukiem na miejsce, gdzie przed chwilą stała moja babcia.
-O nie, mówiła całkiem poważnie. Radzę Ci usiąść na końcu pokoju, bo poszczuje Cię psem jak tylko jeszcze raz mnie pocałujesz- starałam się wyglądać przy tym bardzo poważnie.
-Mówisz serio? - otworzył szerzej oczy.
-No nie przecież - uderzyłam go delikatnie w ramie z uśmiechem wypełnionym na mojej twarzy. Ryan na te słowa uśmiechnął się, przyciągnął mnie za lewe biodro bliżej siebie
- Więc nie traćmy czasu- jego usta zbliżały się ponownie do moich. Położyłam na nich swój wskazujący palec, aby zaczął mnie słuchać.
- O nie kochany, tak miło to dzisiaj nie będzie - delikatnie się zaśmiałam, a mój chłopak zrobił minę smutnego pieska, która zawsze do mnie przemawiała w takich chwilach, ale nie dzisiaj.- Powiedz mi lepiej jakie plany masz dla nas dzisiaj.
- Jak Ci powiem teraz to nie będzie żadnej niespodzianki - położył się na łóżku opierając się na jednym łokciu, a drugą dłonią bawił się końcówkami moich kręconych włosów.
- Doskonale wiesz jak ja nienawidzę niespodzianek Ryan. Powiedz mi, powiedz mi, powiedz mi- męczyłam go tymi słowami przez dobre kilka minut, ale chłopak był nieugięty.
-Dobra- usiadłam pół metra dalej od niego i ścisnęłam ręce na wysokości klatki piersiowej udając wielce obrażoną panią.
- Jesteś taka słodka, gdy udajesz obrażoną. Niestety nic Ci nie powiem, nie teraz przynajmniej. Wszystko zobaczysz wieczorem. Napiszę jeszcze do Ciebie - zbliżył się do mnie opierając swoje dłonie po bokach mojego ciała, złożył na moim policzku delikatny pocałunek i wyszedł.

- Babciu! Wołałaś mnie- krzyczałam schodząc po schodach chwilkę później po wyjściu Ryana.
- W salonie jestem!-usłyszałam odpowiedź. Kobieta stała i grzebała się w pięknej, starodawnej szkatułce, która odkąd pamiętam stała na kominie.
- Mam coś dla Ciebie. Wiem, że może nie będzie to tak piękny prezent jaki dzisiaj dostałaś od Ryana, ani nie będzie to coś nowoczesnego, ale będzie to coś, co ma dla mnie wartość sentymentalną.
- Co to takiego?- spytałam w pełni zaciekawiona. W tym samym momencie wyłożyła dłoń w moją stroną złożoną w pięść i powoli ją otworzyła.
- Babciu, przecież to...
- Pierścionek zaręczynowy, który dostałam od Twojego dziadka jak byłam nieco starsza od Ciebie... - przyglądałam mu się uważnie. Od śmierci dziadka babcia go już nigdy nie nakładała. Mówiła, że przywraca to jej pamięć o nim, a wraz z wspomnieniami przychodzą łzy tęsknoty za najwspanialszym człowiekiem, którego poznała.
- Jest on taki piękny, ale ja nie mogę go wziąć- był srebrny, a w środku był błyszczący kamień, który mienił się w blasku słońca.
- Właśnie Alison możesz. Zależy mi na tym abyś Ty go miała. Aby była to pamiątka po mnie i po Twoim dziadku. Abyś nigdy nie zapomniała jak bardzo Cię kochamy - złapała delikatnie moją lewą dłoń i wsunęła na mój wskazujący palec pierścionek. Prawą dłoń przyłożyłam do swoich ust ze zdumienia, że po tylu latach, wzbudza on tyle samo zachwytu co kiedyś.
- Dziękuję babciu. Jest cudowny. To najlepszy prezent jaki mogłam kiedykolwiek dostać - przytuliłam kobietę mocno do siebie.
- Cieszę się, że Ci się podoba. Powiem Ci nawet taką ciekawostkę. Może to bajka, a może nie -przełknęła głośno ślinę i wpatrzona w moją dłoń zaczęła opowiadać.- Zawsze, kiedy Twój dziadek chwytał mnie za dłoń, na której nosiłam ten pierścionek to zaczynał się mienić na fioletowo. Wtedy William mówił, że ta błyskotka czuje prawdziwą miłość i dlatego się mieni - z jej oka spłynęła jedna łza, którą szybko wytarła. - To tylko taka bajka, ale zawsze miło się wspomina.
- Dziękuję Ci babciu jeszcze raz. I jestem pewna, że dziadek miał racje. Byłaś miłością jego życia - przytuliłam ją mocno ponownie do siebie i ruszyłam na górę. W trakcie mojego powolnego wchodzenia po schodach usłyszałam jak mój telefon dzwoni. Pobudziło to pracę moich nóg i szybko pobiegłam do pokoju. Telefon leżał na komodzie z ubraniami. Szybko przesunęłam zieloną słuchawkę po ekranie.
- Halo - powiedziałam zdyszana.
- Maraton właśnie przebiegłaś, że tak dyszysz.
- Mało śmieszne Bieber - powiedziałam sucho.
-Tylko się tak droczę skarbie - wywróciłam oczami na słowa 'skarbie', mimo tego, że nazywał mnie tak bardzo często i czułam zawsze przy tym ciepło w moim brzuchu to starałam się je wybić ze swoich wszelkich myśli i uczuć. 
- Powiedz lepiej dlaczego dzwonisz. Coś się stało?
- Czekam na Ciebie tam gdzie zawsze. Pośpiesz swój tyłek.
- Ale..- nie skończyłam jeszcze zdania, a już w słuchawce usłyszałam dźwięk zakończonego połączenia. Z powrotem zbiegłam ze schodów i szybkim krokiem ruszyłam w stronę ulicy Oleander, która była tuż za rokiem na której znajdował się dom mojej babci.
Mimo tego, że relacje między Justinem, a Ryanem znów są dobre to ja i Bieber ukrywamy naszą przyjaźń przed wszystkimi. Cóż, może nie przed wszystkimi. Emma wie... ale przed nią nic się nie da ukryć. Momentami bywa ciężko, musimy się wymykać aby porozmawiać, usuwamy smsy z telefonów, lecz gdybyśmy tego nie robili.. zepsulibyśmy relację z osobą na której nam obojgu bardzo zależy - Ryanem.

- Co było tak ważnego, że kazałeś mi śpieszyć - powiedziałam znudzonym głosem otwierając drzwi do auta.
- Chciałem Cię zobaczyć - powiedział z szarmanckim uśmiechem na twarzy. Przyzwyczaiłam się już do jego czasem słodkich odzywek, lecz czasem budziły one we mnie irytację i wstręt. Mimo wszystko między nami jest coś większego. Coś większego niż przyjaźń.
Odwzajemniłam uśmiech do chłopaka, a on przypatrywał mi się jeszcze moment, klepnął dłońmi o kierownice, przekręcił szybko kluczyk w stacyjce samochodu i ruszył.
- Gdzie jedziemy?
- Zobaczysz.
- Justin, czy Ty widzisz jak ja wyglądam? Jestem w dresie, nie pokaże się tak wśród ludzi - chłopak przyjrzał mi się przez chwilę, a potem znów odwrócił swój wzrok na jezdnie i zaczął się śmiać.- Co Cię tak bawi Bieber?
- Gdybyśmy mi tego nie powiedziała to bym nie zauważył jak beznadziejnie dziś wyglądasz - zaśmiał się jeszcze raz po cichu, a następnie przygryzł delikatnie dolną wargę i czekał na moją reakcję.
- Dzięki Bieber. Nie musiałeś mnie już dobijać.
- Hej.. przecież się przyjaźnimy - spojrzał na mnie spod łba swoimi czekoladowymi tęczówkami, które nie równały się blaskiem żadnym innym oczom. Gdy tylko zobaczyłam jego twarz i słodką minę spoglądającą na mnie, to całe napięcie, które było we mnie nagle wyparowało. Nie wiem co ten dzieciak miał w sobie, ale właśnie tak na mnie działał. Uspokajająco.
- A przyjaciele są ze sobą szczerzy - dopowiedział.
- Masz rację - wyszeptałam, przyglądałam się jeszcze moment jego skupieniu jakie wkładał w jazdę samochodem, a następnie przerzuciłam swój wzrok na jezdnie i spoglądałam w odległe nam punkty. Jedna z rzeczy, która najbardziej podobała mi się w relacji z Justinem to było to, że nawet długotrwała cisza nie budziła między nami krępacji. Uważam to za coś wspaniałego. Jest to znak, że czujemy się przy sobie w 100% swobodnie. Przynajmniej ja tak uważam.
Wybudziłam się z własnych myśli, gdy silnik samochodu nagle zgasł. Spojrzałam dookoła. Staliśmy na parkingu. Jedyne czego byłam pewna w tej chwili to to, że na pewno nie jesteśmy już w Stratford.
- Gdzie jesteśmy?- zapytałam jakby wybudzona ze snu.
- Kitchner. Nie bój się, to niedaleko Stratford - odparł ze spokojem. Wyszedł z samochodu, przebiegł szybko dookoła auta, otworzył drzwi z mojej strony, podał mi rękę, którą delikatnie chwyciłam i wyskoczyłam z jego dużego SUVa. Jedna z kolejnych zalet Justina - potrafi być gentelmanem. Oczywiście jeżeli chce. 
- Dlaczego tutaj jesteśmy? Gdzie idziemy? -zadawałam kolejne pytania podążając małymi krokami za chłopakiem.
-Czemu zadajesz tyle pytań. Po prostu idź.
Szłam obok niego w ciszy, ponieważ wiedziałam jak łatwo go można zdenerwować, gdy zadaje się wiele pytań. Doszliśmy w końcu do celu. Było to po prostu jezioro. Prawie pusta plaża. Niektórzy tylko spacerowali wśród niej, niektórzy biegali. My jednak poszliśmy na molo. Zdjęliśmy buty, które postawiliśmy obok siebie siadając na samym końcu. Nasze nogi zwisały, a same końce stóp stykały się z wodą, która była nagrzana od słońca. Justin zaczął się grzebać energicznie po kieszeniach swoich spodni aż w końcu znalazł to co wydawało mi się, że chciał znaleźć.. Wyciągnął z niej niewielkie, ciemnoniebieskie pudełko. Spojrzałam na niego tajemniczo.
- Co to jest? - zapytałam lekko zaskoczona.
- Chyba nie myślałaś, że zapomniałem o Twoich urodzinach - uśmiechnął się do mnie promieniście wręczając mi pudełko. Szturchnął mnie delikatnie w ramie - no otwórz.
Przyglądałam mu się jeszcze raz w pełni zaskoczona, ścisnęłam swoje usta w cienką linię, aby powstrzymać się od szerokiego uśmiechu i w końcu otworzyłam. Leżała w niej z prawdziwego złota bransoletka, na dosyć mocnym łańcuszku, a do niej doczepiona zawieszka z literą "J".
- J jak Justin? spytałam.
- Um.. no wiesz.. no tak - powiedział niepewnie drapiąc się przy tym w kark.
- Zapnij- powiedziałam cienkim głosem wyciągając dłoń w jego stronę. Justin delikatnie chwycił bransoletkę z pudełka aby nic się jej nie stało, wziął ją w obie ręce i zaczepił mi ją wokół mojego kościstego nadgarstka. Przyglądałam się jej jeszcze chwile. Była naprawdę przepiękna.
- Justin, ona jest taka piękna. Nawet nie wiem jak mam Ci dziękować - pochyliłam się nad nim i dałam delikatnego buziaka w policzek pod którego uczuciem Justin delikatnie przymrużył oczy.
- Nie ma za co. Mam nadzieję, że się nie obrazisz, ale kupiłem sobie bardzo podobną, tylko z literą "A" - wyciągnął swoją lewą dłoń w moją stronę abym mogła się jej lepiej przyjrzeć. Miał racje, różniły się wyłącznie zawieszką.
- "A" jak Alison? - zapytałam w pełni zaskoczona.
- Um.. no tak - powiedział z miną speszonego chłopca.- Bo wiesz, doszedłem do wniosku, że chciałbym Ci coś dać, co będzie Ci zawsze przypominało mnie. Uznałem to za najlepszy pomysł z tą bransoletką.
-Justin, to takie urocze..- mówiłam ze wzruszeniem. Jeszcze nikt inny w życiu tak się nie starał dla mnie.- tylko musiało to wiele kosztować.
- Pieniądze nie są ważne. Nasza przyjaźń jest cholernie ważna i mam na dzieje, że będzie trwała na wieki - mówił spoglądając przed siebie. Przysunęłam się o kilka centymetrów bliżej chłopaka i objęłam jego ramie swoimi rękoma i złożyłam na nim delikatny pocałunek.
-Tak bardzo Ci dziękuję -wyszeptałam. I nikt teraz mi nie powie, że mój przyjaciel jest cudowny.
Siedząc jeszcze chwile tak w ciszy i spoglądając na wszystko dookoła Justin szturchnął mnie swoim ramieniem mówiąc
- Jakie plany na dzisiejszy dzień? Jak do tej pory Ci mija? - spojrzał na mnie z góry wzrokiem innym niż zawsze jak o coś pyta. Tym razem można było z nich wyczytać jedną rzecz: że zna już odpowiedź na swoje pytanie. 
- A czepiałeś się do mnie, że to ja zadaje wiele pytań - podniosłam wzrok ku górze, by na niego spojrzeć i oboje delikatnie się zaśmieliśmy.
- Mam go spędzić z Ryanem. Mówił, że coś przygotował, ale nie chciał się przyznać co. Może Ty coś o tym wiesz?- Justin złożył swoje usta w delikatny dzióbek, zaczął po cichu wygwizdywać najróżniejsze melodie i kręcić głową w każdą stronę.
- Ty coś wiesz!-powiedziałam nieco głośniej. Wygięłam swoje usta do dołu, aby wyglądać na małą dziewczynkę.- Justin, proszę, proszę powiedz mi. Błagam.
- Zapomnij - zaśmiał się.- nie wkopię przyjaciela.
- Czemu oboje jesteście tacy uparci? - pokręciłam głową, a Justin jedynie wzruszył ramionami. Spoglądał przez moment na moją lewą dłoń, która wciąż była spleciona o jego umięśnione ramie i niespodziewanie rozplótł ją ze swojego ramienia i chwycił ją w swoją prawą dłoń.
- Nowy pierścionek?
- O tak, dostałam go od babci dzisiaj. To pierścionek zaręczynowy, który dostała od dziadka. Piękny, czyż nie? Nawet mogę Ci opowiedzieć ciekawą historię o nim - dodałam. 
- Piękny - powiedział Justin przyglądając się mu, a wtedy zauważyłam coś co mnie w pełni zaskoczyło. Pierścionek zaczął mienić się na kolor fioletowy. Dosłownie tak, jak wspominała mi o tym babcia. Moje plecy automatycznie wyprostowały się, a moje oczy były otwarte bardziej niż zwykle. Przyglądałam się jeszcze przez chwilę Justinowi oglądającego dokładnie moją dłoń.
- Więc jaka to historia? -zapytał niczego nieświadomy.
- Zresztą... nie ważne.
_________________________________________________________________


Mamy za sobą 10, niedługi(ale jest!:)) rozdział. Wybaczcie, że czekaliście tyle czasu, ale nie byłam gotowa na pisanie. Mam nadzieję, że moje pismo jest teraz bardziej obrazowe i mam również kolejną nadzieję, że będzie ono coraz lepsze z kolejnymi rozdziałami. Jak Wam się podoba? Pozostawiajcie swoje komentarze oraz wszelkie uwagi. Kolejny rozdział 14 lipca:)
NA KONIEC


mam do Was taką prośbę. Ze mnie jest bardzo słaby informatyk, nie umiem bawić się w programach ani tworzyć fajnych rzeczy. Miałabym do Was ogromną prośbę. Czy miałaby któraś z Was jakąkolwiek chęć w pomocy mi zrobieniu ładnego nagłówka na bloga? Oraz wymyślenia w końcu nazwy dla opowiadania? Jeżeli tak to proszę piszcie mi propozycje, pytania na email - hellofreehugs@gmail.com
Z góry od razu dziękuje i do zobaczenia 21 lipca. :)

sobota, 30 maja 2015

UWAGA UWAGA

Wiem, że ostatnio zawaliłam z tym powrotem. Niestety szkoła nie dawała mi czasu wolnego, ale tym razem planuje wrócić. Jest tutaj ktoś jeszcze? Jeżeli dostanę przynajmniej 3 komentarze pod tym postem to kolejny rozdział pojawi się 5.06.2015r. 

czwartek, 5 marca 2015

POWRÓT!

Przepraszam Was najmocniej, że nie było mnie tu jakiś kawałek czasu, ale mam dużą ilość zajęć w szkole. Co chwile dochodzą mi kolejne i kolejne, dużo nauki... liceum to niestety nie jest obijanie się.
Ale przyszłam Was powiadomić, że rozdział kolejny pojawi się 8.03.2015r.
Do kolejnego Kochani :)
P.S. Ktoś tu jeszcze jest? 

środa, 4 lutego 2015

OGŁOSZENIE

Przepraszam Was najmocniej, ale dzisiaj rozdziału nie będzie z powodu takiego, że kończą mi się pomału ferie i okazało się, że wyjeżdżam na kilka dni. Więc dopiero kolejny rozdział pojawi się 14.02.2015 :)
W zamian za tak długi czas czekania postaram się świetnie go dopracować :)
Buziaki :)

poniedziałek, 2 lutego 2015

9. The biggest mistake.

Gwałtownie podniosłam głowę w górę.
- Znowu mam popieprzone sny - przejechałam palcami po włosach. Spojrzałam na zegarek. 4 nad ranem. Tak jak we śnie. Chwyciłam butelkę wody, która stała obok mojego łóżka. Zaczęłam szybko ją pić i nim obejrzałam się to z 2 litrów wody, został już chyba jeden. Gdy się denerwuję to lubię pić dużo wody. Najśmieszniejsze jest to, że zdenerwowałam się jakimś głupim snem.
Było jeszcze wcześnie, a więc bez sensu było jakiekolwiek wstawanie z łóżka. Nachodziło mnie tysiąc myśli na minutę co mam zrobić z własnym życiem. Muszę to wszystko uporządkować. Całą sytuację z Justinem, Ryanem, dość kłamstw dla wszystkich. To jest moje postanowienie na dzisiejszy dzień. Tylko jest jeden problem? Co ja mam im powiedzieć? I tu się zaczęły schody...
- Nie śpisz kochanie? - uchyliły się delikatnie drzwi do mojego pokoju.
- Nie, jakoś nie potrafię - uśmiechnęłam się delikatnie w stronę mojej babci.
- Mogę wejść? - zapytała.
- Jasne - zaśmiałam się. - Przecież to Twój dom. Kobieta jedynie uśmiechnęła się i usiadła z drugiej strony mojego łóżka.
- Chyba czas porozmawiać, dawno tego nie robiłyśmy - zasugerowała.- A chyba masz mi wiele do opowiedzenia.
Spojrzałam na nią tajemniczo. Co ona ma na myśli?
- Alison, widziałam Cię wczoraj z Justinem u nas w ogrodzie - chciałam już zacząć coś mówić, ale szybko mi przerwała. - I z Ryanem również wczoraj Cię widziałam.
Głowa opadła mi delikatnie w dół. Było mi wstyd. Naprawdę, cholernie wstyd. Wiem, że między mną, a Justinem nic nie było, ale jak to mogło wyglądać? Czułam się brudna. Brudna od środka. Nieczysta.
Babcia chwyciła moją dłoń i ścisnęła ją na znak, że mogę być z nią szczera. Zawsze tak robiła., gdy byłam w podobnej sytuacji. Zaczęłam podgryzać delikatnie dolną wargę oraz drugą dłonią bawiłam się skrawkiem mojej koszulki. Sama nie wiedziałam od czego zacząć.
- Dlaczego nie śpisz o tej porze? - wyrwałam, a babcia spojrzała na mnie całkiem zdezorientowana.
- Codziennie wstaje tak wcześnie, bo po 6 idę na targ. Mimo wszystko, nie zmieniaj tematu Alison.  Powiedz mi, co się dzieję. Co jest między Tobą, a Ryanem... co jest między Tobą i Justinem Bieberem.
- Gdybym tylko wiedziała babciu - złapałam głęboki oddech.
- Co to oznacza Alison?
- Nie wiem, naprawdę nie wiem- zaczęłam przecierać twarz rękoma. - Tylko jak tutaj przyjechałam i poszłam na pierwszą imprezę z Emmą to tam poznałam Justina i uważałam go wtedy za największego dupka jakiego ten świat widział. Nie mogłam nawet na niego spojrzeć, bo miałam ochotę krzyczeć na cały głos. Następnie ta moja złość przeszła w coś zupełnie innego. I nie wiem zupełnie co to jest. Już nie mam ochoty na jego widok krzyczeć, a wręcz przeciwnie. Na jego widok ciesze się. Po prostu ten chłopak daje mi szczęście i zupełnie nie wiem jak on to robi. Z Ryanem jest jeszcze ciekawiej. Myślę o nim bardzo często, za często czasem. Gdy się spotykamy to czuje jak wszystko w środku przewraca mi się do góry nogami. Uwielbiam z nim przebywać i chcę tego 24/7. Niestety gdy robimy krok w przód to myślę wtedy o Bieberze i przez to zamiast zrobić ten krok w przód to czuję jakbyśmy robili dwa w tył. Dodatkowo nie mówię nic o tym Emmie, bo mam wrażenie, że stracę szacunek w jej oczach. Czuje się z tym tak cholernie źle.
- Oh, kochanie - przyciągnęła mnie bliżej siebie i ścisnęła w swoich ramionach, a po policzkach zaczęły mi spływać łzy. Łzy bezradności.
- Powiedz mi co jest grane - mówiłam błagalnie przez łzy.
- Zacznę od tego - odciągnęła mnie od siebie i zaczęła wycierać palcami spływające łzy z mojego policzka. -Nie potrzebnie boisz się reakcji Emmy. Przyjaciele zawsze chcą swoim przyjaciołom jak najlepiej i Emma będzie chciała tego dla Ciebie. Z nią również o tym porozmawiaj, ponieważ ona lepiej powinna się znać na tych sprawach niż ja. Powiem Ci jedynie, że masz przechlapane - zaśmiała się, a ja wraz z nią.
- Nie pomagasz - powiedziałam z delikatnym uśmiechem na twarzy, ponieważ przez moment udało mi się zapomnieć o tej beznadziejnej sytuacji.
- Przynajmniej przez chwile się uśmiechnęłaś - odgarnęła moje włosy do tyłu. - Po prostu zakochujesz się w dwóch facetach na raz.
- Świetnie - wyszeptałam lekko poirytowana.
- Plus jest taki kochanie, że serce zawsze wybierze jedną osobę. Poczekaj jakiś czas, a poczujesz z kim naprawdę chcesz wiązać przyszłość - pocałowała mnie delikatnie w czoło i zaczęła odchodzić.
- Babciu - wyszeptałam, a na słowa kobieta się odwróciła w moją stronę.
- Dziękuję Ci za rozmowę i doceniam to. I chyba moje serce wie, kto dla niego jest najlepszy.
- Nie masz za co dziękować. Zawsze będę tu dla Ciebie - powiedziała i zniknęła z pola mojego widzenia.
Więc teraz czas porozmawiać o wszystkim z Emmą.


- Co tak wcześnie chcesz? Nie mogło to poczekać chociaż do godziny 9?- jęczała Emma prowadząc mnie do swojego salonu.
- Po prostu muszę wszystko sprostować. Tobie, wszystkim, a sama nie daje rady - opadłam na kremową, skórzaną kanapę w salonie dziewczyny.
- O matko, Alison. Nie mów, że zrobiłaś to wczoraj z Ryanem? - jej gałki oczne wyglądały jak ogromne monety.
-Co?- pokiwałam głową.- Zgłupiałaś?!
- Oh, czyli nie. Całe szczęście - Emma usiadła obok mnie i oparła łokieć na oparcie. - Więc mów co jest grane.
- Zacznijmy od tego, że Ryana u mnie wczoraj nie było.
- Jak to nie było? - spojrzała podejrzliwie.
- Po prostu nie na niego czekałam - zaczęłam przebierać nerwowo nogami. - Czekałam na Justina.
- Dlaczego na Justina? Zupełnie nie rozumiem.
Opowiedziałam dziewczynie tą samą historie co mojej babci tylko bardziej szczegółowo. Emma jest moją przyjaciółką, a więc zasługiwała na całą prawdę.
- O matko - zakryła usta z podekscytowania - Alison Fitzgerald zakochała się w dwóch chłopakach na raz!- krzyknęła.
- Nie zakochałam się - rzuciłam w nią poduszką. - Po prostu mam mieszane uczucia co do nich obydwu.
- Delikatnie przerąbana sprawa - skrzywiła się, a ja skarciłam ją szybko wzorkiem.
- Ani trochę mi nie pomagasz - zaśmiałam się.
- Alison - zaczęła mówić z pełnym skupieniem.- Mówiłam Ci, Ryan to świetny chłopak i uwielbiam go, ale nie jest dla Ciebie. Zaufaj mi.
- Dlaczego nie dla mnie?
- Po prostu nie dla Ciebie. Przekonasz się wkrótce sama.
- Dlaczego robisz z tego tak wielką zagadkę?
- Życie byłoby zbyt łatwe wtedy. Całe życie to jedna wielka gra.
- Słucham? Teraz to ja nic nie rozumiem.
- Nie ważne - pokręciła głową. - Mimo wszystko, uważam, że Justin jest chłopakiem dla Ciebie.
Przełknęłam głośno ślinę i zaczęłam się zastanawiać nad wszystkim. Czemu to wszystko musi być tak cholernie trudne? Dlaczego nie mogłam po prostu na wakacjach poznać kilku koleżanek i po prostu spędzać z nimi czas. Ba, byłoby zbyt pięknie. Moje życie składa się z miliona komplikacji, dlatego musiałam trafić do miłosnego trójkąta.
- Wiesz co Emma, chyba wiem co zrobię - chwyciłam jej lewą dłoń, a ona ścisnęła mi ją mocniej i pokiwała głową na znak, że pomimo każdej mojej decyzji ona będzie ze mną. Przytuliłam Emmę mocno do siebie i po chwili wyruszyłam w drogę.
- Czeka mnie dzisiaj ciężki dzień - wyszeptałam pod nosem i ruszyłam dalej. Szłam podziwiając wszelkie widoki Stratford. Mimo, że nie było tu budynków sięgających chmur i setki galerii to miało swój wewnętrzny klimat. Ludzie wyglądali tutaj na bardzo przyjaznych, wszyscy się znali. Na każdym placu zabaw można było zauważyć grupki grających dzieci w najprzeróżniejsze gry. Po kilku minutach znajdowałam się w dosyć znanym mi miejscu. Stanęłam na tarasie przed domem, w duszy prosiłam Boga, by dał mi siłę i zadzwoniłam do drzwi.
-Tak?- powiedział zaspanym głosem i przecierał oczy.- Alison, co Ty tutaj robisz?
-Cześć. Ja.. ja przepraszam. Nie powinno mnie tutaj być -wydukałam ledwo kilka słów.
- Coś się stało? - podrapał się chłopak za tył głowy. - Wejdź tak w ogóle.
Otworzył na oścież drzwi i wpuścił mnie do swojego salonu.
- Ostatni raz jak tu byłam to stało tutaj z 30 osób - zaśmiałam się delikatnie na co chłopak odpowiedział mi tym samym. Teraz dopiero zauważyłam, że Justin był bez koszuli i świetnie się tak  reprezentował. Miał na sobie czarne, zwężane dresy ze złotymi zamkami. Jego włosy było całe mokre, z czego można było wywnioskować, że wyrwałam go spod prysznica.
- Przerwałam Ci chyba w kąpieli - powiedziałam i wskazałam dłonie na jego mokrą, klatkę piersiową. Justin również na nią spojrzał i delikatnie się zaśmiał.
- Miałem i tak już kończyć, ale nie przyszłaś raczej po to, aby rozmawiać o tym, że się kąpałem. To nie żaden wyczyn. Wiesz, robię to dosyć często - zaśmiał się chłopak. Cały Justin, kiedy myślę, że powaga wzięła w górę i będzie normalna rozmowa to on próbuje wtedy żartować na każdy sposób.
- Justin.. usiądź - skinęłam głową na kanapę i sama na nią usiadłam. Justin szybko wykonał moje polecenie i przyglądał mi się ze skupieniem.
- Co chcesz mi powiedzieć? - powiedział cichszym głosem.
- Nie wiem jak to powiedzieć, dlatego powiem Ci prostu z mostu.
- No to proszę, czekam.
- My nigdy nie będziemy razem Justin - jego uśmiech na twarze zmienił się szybko w minę w stylu "ale o co ci chodzi".
- Hola, hola... nikt nie mówił jeszcze tutaj o związku.
- I nikt z nas nie powie nigdy o naszym związku - wzięłam dużą ilość powietrze do płuc z nadzieją, że pomoże mi to trochę rozluźnić całe moje ciało i umysł. Justin obrócił głowę na bok i wbił wzrok w przypadkową rzecz. Bił się z własnymi myślami.
- Myślałem, że jesteśmy na dobrej drodze - powiedział nie odrywając wzroku dalej z innego punktu niż ja.
- Justin, posłuchaj mnie. Tak będzie dla nas najlepiej.
- Chyba dla Ciebie - przerzucił wzrok na mnie i wypalał we mnie dziury. Przełknęłam głośno ślinę, a gula w gardle przesuwała mi się z góry na dół.
- Uwielbiam Cię, ale to Ryan jest tym, z którym chce coś wiązać. Z którym chce wiązać przyszłość.
- Dlaczego ten idiota? - krzyknął i  wstał gwałtownie z kanapy chodząc wte i wewte.
- Justin, uspokój się - automatycznie sama podniosłam głos do lekkiego krzyku.
- Po prostu nie mogę tego zrozumieć - chwycił za czubki włosów i pociągnął je do góry. Nic mu na to nie odpowiedział, bo sama nie znałam na to odpowiedzi. Justin jeszcze przez moment chodził niespokojnie po salonie, a następnie usiadł na stoliku, który stał przede mną.
- Dobra, rozumiem, To jest Twój wybór, a ja nie mogę z tym dyskutować. Jeżeli tak chciałaś to oznacza, że tak będzie dla Ciebie dobrze, a teraz tylko to się dla mnie liczy - po jego słowach, w moich oczach stanęło morze łez, których za wszelką cenę nie chciałam wypuścić. Nie chciałam mu pokazać, że jestem słaba, a co najgorsze... zagubiona.
- Dziękuję Ci, że rozumiesz. Ale powiem Ci jeszcze jedno, chce się z Tobą przyjaźnić.
- Alison, nie wiem czy będę potrafił - wyszeptał i położył prawą dłoń na moim kolanie, a przez całą moją prawą część ciała przeszły dreszcze.
- Spróbuj. Proszę Cię - czułam, że jestem na skraju, aby wszystkie emocje w postaci łez zaraz ze mnie wypłynęły.
- Nie jestem teraz w dobrym kontakcie z Ryanem i uważam, że on miał by wiele przeciwko, że przyjaźnisz się teraz ze mną. Za wiele dla mnie znaczysz - szybko przerwał wypowiedź, złapał oddech i zaczął mówić dalej. - Po prostu to nie będzie łatwe dla niego, dla mnie, a przede wszystkim dla Ciebie. Naprawdę nie wiem czy chcesz się w to wpakować.
- Ryan nic nie musi wiedzieć o naszej przyjaźni - starałam się przekonać chłopaka, by na żaden sposób nie chciał mnie opuścić. Nie wybaczyłabym tego.
- Chcesz się ukrywać? - zaśmiał się delikatnie z całej paranoi tej sytuacji.
- Wiem, że to dziwnie zabrzmiało, ale jeżeli tyle mogę zrobić by zostawić Cię ku siebie to jestem tego świadoma i tego chce - dotknęłam jego dłoni, która leżała na moim kolanie. Była ciepła. Tak jakby krew przepływała przez nią o wiele szybciej niż inne części jego ciała. Justin jeszcze chwile myślał.
- Jeżeli tyle mogę zrobić, by mieć chociaż trochę Ciebie obok siebie to jestem w stanie to zrobić.
- Naprawdę? - uśmiechnęłam się delikatnie na co chłopak pokiwał głową. Objęłam Justina wokół szyi. Chłopak niepewnie objął mnie w pasie i przyciągnął bliżej siebie. 
Myślałam, że poczuje w tym momencie ulgę, że gdy Justin zgodzi się na naszą potajemną przyjaźń to będzie to czego chciałam. Prawda jednak okazała cię całkiem inna. Ani trochę lepiej nie poczułam się na duszy. Czułam jak coś mnie kuje w serce. Pomału odsunęłam się od Justina i usiadłam znowu na kanapę.
- Wszystko w porządku Alison? - zapytał zmartwiony. 
- Um, tak, tak. 
I od tej pory uświadomiłam sobie, że prawdopodobnie zrobiłam największy błąd swojego życia. 
__________________________________________________________
 Rozdział 9 za nami.
Wiem, że miał być wczoraj i przepraszam za to mocno, ale jestem właśnie w połowie ferii i po prostu korzystam z nim, a więc dlatego mnie nie było. 
Jak wam się podoba? Zostawcie w komentarzach wszystkie swoje opinie co do rozdziału.
Jeżeli opowiadanie wam się podoba to polecajcie go znajomym. Im więcej nas tym lepiej.
Kolejny rozdział postaram się dodaj 4.02 późnym wieczorem.
Do kolejnego :)
PS. przepraszam za jakiekolwiek literówki lub inne błędy, ale miałam mało czasu na sprawdzenie

środa, 28 stycznia 2015

8. I can't wait any longer

- Chyba ja Ciebie powinienem o to zapytać. Późno jest, niebezpiecznie...- odparł Ryan chowając dłonie w szare, zwężane dresy. Jedyne co mi chodziło po głowie, to to, jak wiele widział. Nie mogłam mu powiedzieć, że tak po prostu spotkałam się z Justinem, ponieważ ostatnio nie dogadują się oni najlepiej. A po drugie, jakby to wyglądało? 
- Um, ja... wiesz... wyszłam się przewietrzyć - cholernie słabe kłamstwo, ale tylko tyle potrafiłam wymyślić w tak krótkim czasie.
- Nie mogłaś zrobić tego u siebie na podwórku? Tam jest takie samo powietrze jak tutaj na ulicy - popatrzył chłopak na mnie lekko marszcząc prawą brew i zaczął powoli zbliżać się w moją stronę.
- Chciałam tylko zajrzeć. Nie musisz na mnie tak najeżdżać - powiedziałam ostrym głosem. Chciałam się bronić za wszelką cenę.
- Spokojnie Alison. Ja tylko się martwię o Ciebie. Ostatnio się nie wykazałem i ktoś inny musiał ratować Twój mały tyłek - Ryan stał już o krok ode mnie. Teraz byłam pewna, że nie zauważył auta Justina, ani nas razem, a więc mogłam być spokojna.
- Hej! Nie mam małego tyłka - skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej i tupnęłam lewą nogą udając obrażoną, małą dziewczynkę.
- Oh, naprawdę? W takim razie jaki masz tyłek? - podszedł do mnie bliżej i złapał mój prawy łokieć w takim miejscu, że ręce opadły mi na boki.
- Hm..- przerzuciłam usta na jedną stronę, aby wyglądało jakbym nad tym chwile myślała. - Mam odstający, duży i seksowny!
- Czyżby? - spojrzał na mnie z rozbawioną miną i lekko marszcząc czoło.- Jesteś tego pewna?
- Jak najbardziej - odpowiedziałam próbując nie uśmiechać się. Chciałam wyglądać poważnie. Ryan jedynie zaśmiał się i złapał w jedną dłoń mój pośladek i ścisnął. Szybko skarciłam jego dłoń, którą szybko zabrał.
- Co to miało być? - zaśmiałam się.
- Miałaś rację. Jest idealny - puścił oczko. Czułam, że moje policzki zaczynają się robić różowe, a więc szybko wzrok przerzuciłam  na nasze stopy. Nagle poczułam silną, męska dłoń na moim policzku, która podnosi mój wzrok ku górze. Lekko przejechałam wzrokiem po ręce Ryana, a następnie wbiłam wzrok w jego perfekcyjną twarz.
- Przepraszam, że robię to teraz, ale nie mogę dłużej z tym czekać - wyszeptał i namiętnie wbił swoje namiętne usta w moje. Czułam jak płuca mi rosną od nadmiaru powietrza i dopiero po kilku sekundach zrozumiałam co tak naprawdę się dzieję. Ryan po krótkim czasie oderwał usta od moich i chciał zabrać dłoń z mojej szyi, która była tam od początku naszego pocałunku. Szybko ją chwyciłam i znów przyłożyłam w to samo miejsce. Przygryzłam delikatnie wargi i powiedziałam desperacyjnie
- Błagam, nie kończ tego teraz- i tym razem ja wbiłam się w jego wargi, a Ryan co moment pogłębiał nasz pocałunek. Nim zorientowałam się, a w środku nasze języki toczyły ze sobą walkę, która nie chciała się nigdy zakończyć. Oplotłam ręce o jego kark, a Ryan jedną dłoń trzymał na mojej szyi, a drugą na moim lewym biodrze. Podejrzewam, że długo to trwało, ale żadne z nas nie potrafiło tego przerwać. Poprawka! Zdecydowanie żadne z nas nie chciało tego przerwać! Zaczęłam już nieco marznąć w ramiona i mimo żadnej chęci zakończenia tego musiałam to zrobić.
- Muszę już lecieć - wyszeptałam nierównym oddechem, który próbował znaleźć swój spokojny rytm.
- Ja też - powiedział chłopak opierając nasze czoła o siebie z niespokojnym oddechem jak moje. Musnął delikatnie moją skórę za uchem i odszedł chowając ręce w kieszeniach szarych dresów. Przechodząc przez furtkę bramki do domu mojej babci, czułam jak na twarzy mam wymalowany uśmiech od ucha do ucha. Czułam się pierwszy raz, od naprawdę długiego okresu czasu na niesamowicie szczęśliwą. Szkoda, że to uczucie minęło tak szybko jak i przyszło. Gdy tylko zaszłam do swojego pokoju i usiadłam na łóżko. Chwyciłam poduszkę i wbiłam w nią głowę z całej siły. Próbowałam poskładać w całość dzisiejszy cały dzień. Najpierw dziwna wizyta Emmy, następnie cholernie szczera rozmowa z Justinem, a teraz pierwszy pocałunek z Ryanem. Najgorsze we wszystkim jest to, że okłamuje z nich każdego po kolei.
- Tak bardzo chciałabym, aby to wszystko było proste - wyszeptałam pod nosem i nim obejrzałam się, zasnęłam.

Przebudziłam się i przetarłam oczy, aby lekko je rozbudzić. Spojrzałam na zegarek wiszący na przeciwnej ścianie. Właśnie wybiła 4:00 rano. Promienie słońca już zaglądały przez okna i zapowiadały kolejny dzień. Poczułam wibracje mojego telefonu. No tak.. przecież to mnie obudziło. Szybko chwyciłam go do ręki i przesunęłam zieloną słuchawkę po ekranie.
- Halo - powiedziałam zaspanym głosem.
- Alison, musimy się zobaczyć. Teraz.
- Ryan? Jest 4:00 rano. Co Ty do cholery chcesz ode mnie o tej porze - zaczęłam znów przecierać oczy.
- Po prostu wyjdź przed dom.
- Coś się stało? - zaczęłam panikować.
- Nie, po prostu zrób to, o co Cię proszę - rozłączył się. Nie miałam czasu na rozmyślaniem nad tym czego on chce ode mnie o tak wczesnej porze. Wyszłam przed dom i tylko jak nastąpiłam na kamienie przed domem, poczułam, że jestem bosa. Podskoczyłam delikatnie z bólu.
- Co było tak ważne, że kazałeś mi wyjść z domu o 4 rano? - zapytałam lekko zmieszana. Nie wiedziałam czy mam się bać czegoś, czy cieszyć w jakikolwiek sposób, a jego wyraz twarzy... no właśnie był bez wyrazu.
- Ty w ogóle się przebrałaś na noc? - przejechał mnie wzrokiem z góry na dół z lekkim uśmieszkiem na twarzy.
- Przestań- stuknęłam delikatnie go w klatkę piersiową. - Powiedz co jest na rzeczy.
- No tak - oblizał delikatnie dolną wargę.- Nie mogłem zasnąć od tamtej pory, kiedy się całowaliśmy. Nie mogłem przestać myśleć o Tobie jeszcze bardziej.
Chwycił w swoje obie dłonie moją szyję i przemawiał mi prosto w oczy. 
- Od małego mi się podobałaś. Jak biegałaś w tej żółtej sukience po ulicy i grałaś w głupie, nic nie znaczące gry, jak wspinaliśmy się razem po drzewach i chwytałem cię za każdym razem za rękę po to abyś z niego nie upadła i teraz... kiedy tutaj jesteś podobasz mi się sto razy bardziej i nie mogę już tego wytrzymać. Muszę zadać Ci cholernie ważne pytanie - przełknął głośno swoją ślinę, a ja wmurowana w niego patrzyłam i czekałam na ten moment.
- Zostaniesz moją dziewczyną?
_________________________________________________

Rozdział 8 więc za nami! Bardzo krótki niestety...
Jak wam się podoba? Bardzo liczę na wasze obiektywne opinie i uwierzcie, są one dla mnie bardzo ważne w tym wszystkim. Zostawiajcie ich jak najwięcej.
Mamy się czym pochwalić, ponieważ mamy już ponad 2 tysiące wejść z czego jest mi niezmiernie miło.
Kolejny rozdział 1.02.2015 r :)
I powiem Wam tyle, że zadziwi on was bardzo
Do następnego... :)