Translate

środa, 4 lutego 2015

OGŁOSZENIE

Przepraszam Was najmocniej, ale dzisiaj rozdziału nie będzie z powodu takiego, że kończą mi się pomału ferie i okazało się, że wyjeżdżam na kilka dni. Więc dopiero kolejny rozdział pojawi się 14.02.2015 :)
W zamian za tak długi czas czekania postaram się świetnie go dopracować :)
Buziaki :)

poniedziałek, 2 lutego 2015

9. The biggest mistake.

Gwałtownie podniosłam głowę w górę.
- Znowu mam popieprzone sny - przejechałam palcami po włosach. Spojrzałam na zegarek. 4 nad ranem. Tak jak we śnie. Chwyciłam butelkę wody, która stała obok mojego łóżka. Zaczęłam szybko ją pić i nim obejrzałam się to z 2 litrów wody, został już chyba jeden. Gdy się denerwuję to lubię pić dużo wody. Najśmieszniejsze jest to, że zdenerwowałam się jakimś głupim snem.
Było jeszcze wcześnie, a więc bez sensu było jakiekolwiek wstawanie z łóżka. Nachodziło mnie tysiąc myśli na minutę co mam zrobić z własnym życiem. Muszę to wszystko uporządkować. Całą sytuację z Justinem, Ryanem, dość kłamstw dla wszystkich. To jest moje postanowienie na dzisiejszy dzień. Tylko jest jeden problem? Co ja mam im powiedzieć? I tu się zaczęły schody...
- Nie śpisz kochanie? - uchyliły się delikatnie drzwi do mojego pokoju.
- Nie, jakoś nie potrafię - uśmiechnęłam się delikatnie w stronę mojej babci.
- Mogę wejść? - zapytała.
- Jasne - zaśmiałam się. - Przecież to Twój dom. Kobieta jedynie uśmiechnęła się i usiadła z drugiej strony mojego łóżka.
- Chyba czas porozmawiać, dawno tego nie robiłyśmy - zasugerowała.- A chyba masz mi wiele do opowiedzenia.
Spojrzałam na nią tajemniczo. Co ona ma na myśli?
- Alison, widziałam Cię wczoraj z Justinem u nas w ogrodzie - chciałam już zacząć coś mówić, ale szybko mi przerwała. - I z Ryanem również wczoraj Cię widziałam.
Głowa opadła mi delikatnie w dół. Było mi wstyd. Naprawdę, cholernie wstyd. Wiem, że między mną, a Justinem nic nie było, ale jak to mogło wyglądać? Czułam się brudna. Brudna od środka. Nieczysta.
Babcia chwyciła moją dłoń i ścisnęła ją na znak, że mogę być z nią szczera. Zawsze tak robiła., gdy byłam w podobnej sytuacji. Zaczęłam podgryzać delikatnie dolną wargę oraz drugą dłonią bawiłam się skrawkiem mojej koszulki. Sama nie wiedziałam od czego zacząć.
- Dlaczego nie śpisz o tej porze? - wyrwałam, a babcia spojrzała na mnie całkiem zdezorientowana.
- Codziennie wstaje tak wcześnie, bo po 6 idę na targ. Mimo wszystko, nie zmieniaj tematu Alison.  Powiedz mi, co się dzieję. Co jest między Tobą, a Ryanem... co jest między Tobą i Justinem Bieberem.
- Gdybym tylko wiedziała babciu - złapałam głęboki oddech.
- Co to oznacza Alison?
- Nie wiem, naprawdę nie wiem- zaczęłam przecierać twarz rękoma. - Tylko jak tutaj przyjechałam i poszłam na pierwszą imprezę z Emmą to tam poznałam Justina i uważałam go wtedy za największego dupka jakiego ten świat widział. Nie mogłam nawet na niego spojrzeć, bo miałam ochotę krzyczeć na cały głos. Następnie ta moja złość przeszła w coś zupełnie innego. I nie wiem zupełnie co to jest. Już nie mam ochoty na jego widok krzyczeć, a wręcz przeciwnie. Na jego widok ciesze się. Po prostu ten chłopak daje mi szczęście i zupełnie nie wiem jak on to robi. Z Ryanem jest jeszcze ciekawiej. Myślę o nim bardzo często, za często czasem. Gdy się spotykamy to czuje jak wszystko w środku przewraca mi się do góry nogami. Uwielbiam z nim przebywać i chcę tego 24/7. Niestety gdy robimy krok w przód to myślę wtedy o Bieberze i przez to zamiast zrobić ten krok w przód to czuję jakbyśmy robili dwa w tył. Dodatkowo nie mówię nic o tym Emmie, bo mam wrażenie, że stracę szacunek w jej oczach. Czuje się z tym tak cholernie źle.
- Oh, kochanie - przyciągnęła mnie bliżej siebie i ścisnęła w swoich ramionach, a po policzkach zaczęły mi spływać łzy. Łzy bezradności.
- Powiedz mi co jest grane - mówiłam błagalnie przez łzy.
- Zacznę od tego - odciągnęła mnie od siebie i zaczęła wycierać palcami spływające łzy z mojego policzka. -Nie potrzebnie boisz się reakcji Emmy. Przyjaciele zawsze chcą swoim przyjaciołom jak najlepiej i Emma będzie chciała tego dla Ciebie. Z nią również o tym porozmawiaj, ponieważ ona lepiej powinna się znać na tych sprawach niż ja. Powiem Ci jedynie, że masz przechlapane - zaśmiała się, a ja wraz z nią.
- Nie pomagasz - powiedziałam z delikatnym uśmiechem na twarzy, ponieważ przez moment udało mi się zapomnieć o tej beznadziejnej sytuacji.
- Przynajmniej przez chwile się uśmiechnęłaś - odgarnęła moje włosy do tyłu. - Po prostu zakochujesz się w dwóch facetach na raz.
- Świetnie - wyszeptałam lekko poirytowana.
- Plus jest taki kochanie, że serce zawsze wybierze jedną osobę. Poczekaj jakiś czas, a poczujesz z kim naprawdę chcesz wiązać przyszłość - pocałowała mnie delikatnie w czoło i zaczęła odchodzić.
- Babciu - wyszeptałam, a na słowa kobieta się odwróciła w moją stronę.
- Dziękuję Ci za rozmowę i doceniam to. I chyba moje serce wie, kto dla niego jest najlepszy.
- Nie masz za co dziękować. Zawsze będę tu dla Ciebie - powiedziała i zniknęła z pola mojego widzenia.
Więc teraz czas porozmawiać o wszystkim z Emmą.


- Co tak wcześnie chcesz? Nie mogło to poczekać chociaż do godziny 9?- jęczała Emma prowadząc mnie do swojego salonu.
- Po prostu muszę wszystko sprostować. Tobie, wszystkim, a sama nie daje rady - opadłam na kremową, skórzaną kanapę w salonie dziewczyny.
- O matko, Alison. Nie mów, że zrobiłaś to wczoraj z Ryanem? - jej gałki oczne wyglądały jak ogromne monety.
-Co?- pokiwałam głową.- Zgłupiałaś?!
- Oh, czyli nie. Całe szczęście - Emma usiadła obok mnie i oparła łokieć na oparcie. - Więc mów co jest grane.
- Zacznijmy od tego, że Ryana u mnie wczoraj nie było.
- Jak to nie było? - spojrzała podejrzliwie.
- Po prostu nie na niego czekałam - zaczęłam przebierać nerwowo nogami. - Czekałam na Justina.
- Dlaczego na Justina? Zupełnie nie rozumiem.
Opowiedziałam dziewczynie tą samą historie co mojej babci tylko bardziej szczegółowo. Emma jest moją przyjaciółką, a więc zasługiwała na całą prawdę.
- O matko - zakryła usta z podekscytowania - Alison Fitzgerald zakochała się w dwóch chłopakach na raz!- krzyknęła.
- Nie zakochałam się - rzuciłam w nią poduszką. - Po prostu mam mieszane uczucia co do nich obydwu.
- Delikatnie przerąbana sprawa - skrzywiła się, a ja skarciłam ją szybko wzorkiem.
- Ani trochę mi nie pomagasz - zaśmiałam się.
- Alison - zaczęła mówić z pełnym skupieniem.- Mówiłam Ci, Ryan to świetny chłopak i uwielbiam go, ale nie jest dla Ciebie. Zaufaj mi.
- Dlaczego nie dla mnie?
- Po prostu nie dla Ciebie. Przekonasz się wkrótce sama.
- Dlaczego robisz z tego tak wielką zagadkę?
- Życie byłoby zbyt łatwe wtedy. Całe życie to jedna wielka gra.
- Słucham? Teraz to ja nic nie rozumiem.
- Nie ważne - pokręciła głową. - Mimo wszystko, uważam, że Justin jest chłopakiem dla Ciebie.
Przełknęłam głośno ślinę i zaczęłam się zastanawiać nad wszystkim. Czemu to wszystko musi być tak cholernie trudne? Dlaczego nie mogłam po prostu na wakacjach poznać kilku koleżanek i po prostu spędzać z nimi czas. Ba, byłoby zbyt pięknie. Moje życie składa się z miliona komplikacji, dlatego musiałam trafić do miłosnego trójkąta.
- Wiesz co Emma, chyba wiem co zrobię - chwyciłam jej lewą dłoń, a ona ścisnęła mi ją mocniej i pokiwała głową na znak, że pomimo każdej mojej decyzji ona będzie ze mną. Przytuliłam Emmę mocno do siebie i po chwili wyruszyłam w drogę.
- Czeka mnie dzisiaj ciężki dzień - wyszeptałam pod nosem i ruszyłam dalej. Szłam podziwiając wszelkie widoki Stratford. Mimo, że nie było tu budynków sięgających chmur i setki galerii to miało swój wewnętrzny klimat. Ludzie wyglądali tutaj na bardzo przyjaznych, wszyscy się znali. Na każdym placu zabaw można było zauważyć grupki grających dzieci w najprzeróżniejsze gry. Po kilku minutach znajdowałam się w dosyć znanym mi miejscu. Stanęłam na tarasie przed domem, w duszy prosiłam Boga, by dał mi siłę i zadzwoniłam do drzwi.
-Tak?- powiedział zaspanym głosem i przecierał oczy.- Alison, co Ty tutaj robisz?
-Cześć. Ja.. ja przepraszam. Nie powinno mnie tutaj być -wydukałam ledwo kilka słów.
- Coś się stało? - podrapał się chłopak za tył głowy. - Wejdź tak w ogóle.
Otworzył na oścież drzwi i wpuścił mnie do swojego salonu.
- Ostatni raz jak tu byłam to stało tutaj z 30 osób - zaśmiałam się delikatnie na co chłopak odpowiedział mi tym samym. Teraz dopiero zauważyłam, że Justin był bez koszuli i świetnie się tak  reprezentował. Miał na sobie czarne, zwężane dresy ze złotymi zamkami. Jego włosy było całe mokre, z czego można było wywnioskować, że wyrwałam go spod prysznica.
- Przerwałam Ci chyba w kąpieli - powiedziałam i wskazałam dłonie na jego mokrą, klatkę piersiową. Justin również na nią spojrzał i delikatnie się zaśmiał.
- Miałem i tak już kończyć, ale nie przyszłaś raczej po to, aby rozmawiać o tym, że się kąpałem. To nie żaden wyczyn. Wiesz, robię to dosyć często - zaśmiał się chłopak. Cały Justin, kiedy myślę, że powaga wzięła w górę i będzie normalna rozmowa to on próbuje wtedy żartować na każdy sposób.
- Justin.. usiądź - skinęłam głową na kanapę i sama na nią usiadłam. Justin szybko wykonał moje polecenie i przyglądał mi się ze skupieniem.
- Co chcesz mi powiedzieć? - powiedział cichszym głosem.
- Nie wiem jak to powiedzieć, dlatego powiem Ci prostu z mostu.
- No to proszę, czekam.
- My nigdy nie będziemy razem Justin - jego uśmiech na twarze zmienił się szybko w minę w stylu "ale o co ci chodzi".
- Hola, hola... nikt nie mówił jeszcze tutaj o związku.
- I nikt z nas nie powie nigdy o naszym związku - wzięłam dużą ilość powietrze do płuc z nadzieją, że pomoże mi to trochę rozluźnić całe moje ciało i umysł. Justin obrócił głowę na bok i wbił wzrok w przypadkową rzecz. Bił się z własnymi myślami.
- Myślałem, że jesteśmy na dobrej drodze - powiedział nie odrywając wzroku dalej z innego punktu niż ja.
- Justin, posłuchaj mnie. Tak będzie dla nas najlepiej.
- Chyba dla Ciebie - przerzucił wzrok na mnie i wypalał we mnie dziury. Przełknęłam głośno ślinę, a gula w gardle przesuwała mi się z góry na dół.
- Uwielbiam Cię, ale to Ryan jest tym, z którym chce coś wiązać. Z którym chce wiązać przyszłość.
- Dlaczego ten idiota? - krzyknął i  wstał gwałtownie z kanapy chodząc wte i wewte.
- Justin, uspokój się - automatycznie sama podniosłam głos do lekkiego krzyku.
- Po prostu nie mogę tego zrozumieć - chwycił za czubki włosów i pociągnął je do góry. Nic mu na to nie odpowiedział, bo sama nie znałam na to odpowiedzi. Justin jeszcze przez moment chodził niespokojnie po salonie, a następnie usiadł na stoliku, który stał przede mną.
- Dobra, rozumiem, To jest Twój wybór, a ja nie mogę z tym dyskutować. Jeżeli tak chciałaś to oznacza, że tak będzie dla Ciebie dobrze, a teraz tylko to się dla mnie liczy - po jego słowach, w moich oczach stanęło morze łez, których za wszelką cenę nie chciałam wypuścić. Nie chciałam mu pokazać, że jestem słaba, a co najgorsze... zagubiona.
- Dziękuję Ci, że rozumiesz. Ale powiem Ci jeszcze jedno, chce się z Tobą przyjaźnić.
- Alison, nie wiem czy będę potrafił - wyszeptał i położył prawą dłoń na moim kolanie, a przez całą moją prawą część ciała przeszły dreszcze.
- Spróbuj. Proszę Cię - czułam, że jestem na skraju, aby wszystkie emocje w postaci łez zaraz ze mnie wypłynęły.
- Nie jestem teraz w dobrym kontakcie z Ryanem i uważam, że on miał by wiele przeciwko, że przyjaźnisz się teraz ze mną. Za wiele dla mnie znaczysz - szybko przerwał wypowiedź, złapał oddech i zaczął mówić dalej. - Po prostu to nie będzie łatwe dla niego, dla mnie, a przede wszystkim dla Ciebie. Naprawdę nie wiem czy chcesz się w to wpakować.
- Ryan nic nie musi wiedzieć o naszej przyjaźni - starałam się przekonać chłopaka, by na żaden sposób nie chciał mnie opuścić. Nie wybaczyłabym tego.
- Chcesz się ukrywać? - zaśmiał się delikatnie z całej paranoi tej sytuacji.
- Wiem, że to dziwnie zabrzmiało, ale jeżeli tyle mogę zrobić by zostawić Cię ku siebie to jestem tego świadoma i tego chce - dotknęłam jego dłoni, która leżała na moim kolanie. Była ciepła. Tak jakby krew przepływała przez nią o wiele szybciej niż inne części jego ciała. Justin jeszcze chwile myślał.
- Jeżeli tyle mogę zrobić, by mieć chociaż trochę Ciebie obok siebie to jestem w stanie to zrobić.
- Naprawdę? - uśmiechnęłam się delikatnie na co chłopak pokiwał głową. Objęłam Justina wokół szyi. Chłopak niepewnie objął mnie w pasie i przyciągnął bliżej siebie. 
Myślałam, że poczuje w tym momencie ulgę, że gdy Justin zgodzi się na naszą potajemną przyjaźń to będzie to czego chciałam. Prawda jednak okazała cię całkiem inna. Ani trochę lepiej nie poczułam się na duszy. Czułam jak coś mnie kuje w serce. Pomału odsunęłam się od Justina i usiadłam znowu na kanapę.
- Wszystko w porządku Alison? - zapytał zmartwiony. 
- Um, tak, tak. 
I od tej pory uświadomiłam sobie, że prawdopodobnie zrobiłam największy błąd swojego życia. 
__________________________________________________________
 Rozdział 9 za nami.
Wiem, że miał być wczoraj i przepraszam za to mocno, ale jestem właśnie w połowie ferii i po prostu korzystam z nim, a więc dlatego mnie nie było. 
Jak wam się podoba? Zostawcie w komentarzach wszystkie swoje opinie co do rozdziału.
Jeżeli opowiadanie wam się podoba to polecajcie go znajomym. Im więcej nas tym lepiej.
Kolejny rozdział postaram się dodaj 4.02 późnym wieczorem.
Do kolejnego :)
PS. przepraszam za jakiekolwiek literówki lub inne błędy, ale miałam mało czasu na sprawdzenie