Translate

środa, 28 stycznia 2015

8. I can't wait any longer

- Chyba ja Ciebie powinienem o to zapytać. Późno jest, niebezpiecznie...- odparł Ryan chowając dłonie w szare, zwężane dresy. Jedyne co mi chodziło po głowie, to to, jak wiele widział. Nie mogłam mu powiedzieć, że tak po prostu spotkałam się z Justinem, ponieważ ostatnio nie dogadują się oni najlepiej. A po drugie, jakby to wyglądało? 
- Um, ja... wiesz... wyszłam się przewietrzyć - cholernie słabe kłamstwo, ale tylko tyle potrafiłam wymyślić w tak krótkim czasie.
- Nie mogłaś zrobić tego u siebie na podwórku? Tam jest takie samo powietrze jak tutaj na ulicy - popatrzył chłopak na mnie lekko marszcząc prawą brew i zaczął powoli zbliżać się w moją stronę.
- Chciałam tylko zajrzeć. Nie musisz na mnie tak najeżdżać - powiedziałam ostrym głosem. Chciałam się bronić za wszelką cenę.
- Spokojnie Alison. Ja tylko się martwię o Ciebie. Ostatnio się nie wykazałem i ktoś inny musiał ratować Twój mały tyłek - Ryan stał już o krok ode mnie. Teraz byłam pewna, że nie zauważył auta Justina, ani nas razem, a więc mogłam być spokojna.
- Hej! Nie mam małego tyłka - skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej i tupnęłam lewą nogą udając obrażoną, małą dziewczynkę.
- Oh, naprawdę? W takim razie jaki masz tyłek? - podszedł do mnie bliżej i złapał mój prawy łokieć w takim miejscu, że ręce opadły mi na boki.
- Hm..- przerzuciłam usta na jedną stronę, aby wyglądało jakbym nad tym chwile myślała. - Mam odstający, duży i seksowny!
- Czyżby? - spojrzał na mnie z rozbawioną miną i lekko marszcząc czoło.- Jesteś tego pewna?
- Jak najbardziej - odpowiedziałam próbując nie uśmiechać się. Chciałam wyglądać poważnie. Ryan jedynie zaśmiał się i złapał w jedną dłoń mój pośladek i ścisnął. Szybko skarciłam jego dłoń, którą szybko zabrał.
- Co to miało być? - zaśmiałam się.
- Miałaś rację. Jest idealny - puścił oczko. Czułam, że moje policzki zaczynają się robić różowe, a więc szybko wzrok przerzuciłam  na nasze stopy. Nagle poczułam silną, męska dłoń na moim policzku, która podnosi mój wzrok ku górze. Lekko przejechałam wzrokiem po ręce Ryana, a następnie wbiłam wzrok w jego perfekcyjną twarz.
- Przepraszam, że robię to teraz, ale nie mogę dłużej z tym czekać - wyszeptał i namiętnie wbił swoje namiętne usta w moje. Czułam jak płuca mi rosną od nadmiaru powietrza i dopiero po kilku sekundach zrozumiałam co tak naprawdę się dzieję. Ryan po krótkim czasie oderwał usta od moich i chciał zabrać dłoń z mojej szyi, która była tam od początku naszego pocałunku. Szybko ją chwyciłam i znów przyłożyłam w to samo miejsce. Przygryzłam delikatnie wargi i powiedziałam desperacyjnie
- Błagam, nie kończ tego teraz- i tym razem ja wbiłam się w jego wargi, a Ryan co moment pogłębiał nasz pocałunek. Nim zorientowałam się, a w środku nasze języki toczyły ze sobą walkę, która nie chciała się nigdy zakończyć. Oplotłam ręce o jego kark, a Ryan jedną dłoń trzymał na mojej szyi, a drugą na moim lewym biodrze. Podejrzewam, że długo to trwało, ale żadne z nas nie potrafiło tego przerwać. Poprawka! Zdecydowanie żadne z nas nie chciało tego przerwać! Zaczęłam już nieco marznąć w ramiona i mimo żadnej chęci zakończenia tego musiałam to zrobić.
- Muszę już lecieć - wyszeptałam nierównym oddechem, który próbował znaleźć swój spokojny rytm.
- Ja też - powiedział chłopak opierając nasze czoła o siebie z niespokojnym oddechem jak moje. Musnął delikatnie moją skórę za uchem i odszedł chowając ręce w kieszeniach szarych dresów. Przechodząc przez furtkę bramki do domu mojej babci, czułam jak na twarzy mam wymalowany uśmiech od ucha do ucha. Czułam się pierwszy raz, od naprawdę długiego okresu czasu na niesamowicie szczęśliwą. Szkoda, że to uczucie minęło tak szybko jak i przyszło. Gdy tylko zaszłam do swojego pokoju i usiadłam na łóżko. Chwyciłam poduszkę i wbiłam w nią głowę z całej siły. Próbowałam poskładać w całość dzisiejszy cały dzień. Najpierw dziwna wizyta Emmy, następnie cholernie szczera rozmowa z Justinem, a teraz pierwszy pocałunek z Ryanem. Najgorsze we wszystkim jest to, że okłamuje z nich każdego po kolei.
- Tak bardzo chciałabym, aby to wszystko było proste - wyszeptałam pod nosem i nim obejrzałam się, zasnęłam.

Przebudziłam się i przetarłam oczy, aby lekko je rozbudzić. Spojrzałam na zegarek wiszący na przeciwnej ścianie. Właśnie wybiła 4:00 rano. Promienie słońca już zaglądały przez okna i zapowiadały kolejny dzień. Poczułam wibracje mojego telefonu. No tak.. przecież to mnie obudziło. Szybko chwyciłam go do ręki i przesunęłam zieloną słuchawkę po ekranie.
- Halo - powiedziałam zaspanym głosem.
- Alison, musimy się zobaczyć. Teraz.
- Ryan? Jest 4:00 rano. Co Ty do cholery chcesz ode mnie o tej porze - zaczęłam znów przecierać oczy.
- Po prostu wyjdź przed dom.
- Coś się stało? - zaczęłam panikować.
- Nie, po prostu zrób to, o co Cię proszę - rozłączył się. Nie miałam czasu na rozmyślaniem nad tym czego on chce ode mnie o tak wczesnej porze. Wyszłam przed dom i tylko jak nastąpiłam na kamienie przed domem, poczułam, że jestem bosa. Podskoczyłam delikatnie z bólu.
- Co było tak ważne, że kazałeś mi wyjść z domu o 4 rano? - zapytałam lekko zmieszana. Nie wiedziałam czy mam się bać czegoś, czy cieszyć w jakikolwiek sposób, a jego wyraz twarzy... no właśnie był bez wyrazu.
- Ty w ogóle się przebrałaś na noc? - przejechał mnie wzrokiem z góry na dół z lekkim uśmieszkiem na twarzy.
- Przestań- stuknęłam delikatnie go w klatkę piersiową. - Powiedz co jest na rzeczy.
- No tak - oblizał delikatnie dolną wargę.- Nie mogłem zasnąć od tamtej pory, kiedy się całowaliśmy. Nie mogłem przestać myśleć o Tobie jeszcze bardziej.
Chwycił w swoje obie dłonie moją szyję i przemawiał mi prosto w oczy. 
- Od małego mi się podobałaś. Jak biegałaś w tej żółtej sukience po ulicy i grałaś w głupie, nic nie znaczące gry, jak wspinaliśmy się razem po drzewach i chwytałem cię za każdym razem za rękę po to abyś z niego nie upadła i teraz... kiedy tutaj jesteś podobasz mi się sto razy bardziej i nie mogę już tego wytrzymać. Muszę zadać Ci cholernie ważne pytanie - przełknął głośno swoją ślinę, a ja wmurowana w niego patrzyłam i czekałam na ten moment.
- Zostaniesz moją dziewczyną?
_________________________________________________

Rozdział 8 więc za nami! Bardzo krótki niestety...
Jak wam się podoba? Bardzo liczę na wasze obiektywne opinie i uwierzcie, są one dla mnie bardzo ważne w tym wszystkim. Zostawiajcie ich jak najwięcej.
Mamy się czym pochwalić, ponieważ mamy już ponad 2 tysiące wejść z czego jest mi niezmiernie miło.
Kolejny rozdział 1.02.2015 r :)
I powiem Wam tyle, że zadziwi on was bardzo
Do następnego... :)

sobota, 24 stycznia 2015

7. You are the best

 Byłam sama w domu, gdy usłyszałam pukanie do drzwi. Jeszcze za wcześnie na Justina, jest jakieś pół godziny za wcześnie. Może pomylił mu się godziny?
- Cześć! - wykrzyczałam praktycznie otwierając drzwi.-  Emma? Co Ty tutaj robisz?
- Mało miłe przywitanie. Lepiej by zabrzmiało " ciesze się, że jesteś tutaj" - uśmiechnęła się z ironią wymazaną na twarzy.
- Um, no oczywiście, że się cieszę. Wejdź - kiwnęłam głową w stronę wejścia. Ze zdenerwowania przygryzłam lekko usta. Przecież Justin może być tutaj lada chwila. I mimo tego, że uważam Emmę za moją przyjaciółkę to nie chciałabym, aby dowiedziała się o moim dzisiejszym spotkaniu z Justinem. Zapewne by powiedziało coś w stylu " a nie mówiłam?", a na ten moment naprawdę nie chciałam tego słuchać. Dziwnie się czuję ukrywając moją znajomość z nim, ale coś w środku mi podpowiada, że na ten moment tak będzie lepiej dla wszystkich.
Poszłam za dziewczyną do kuchni. Emma czuła się tutaj jak u siebie i nim zauważyłam to już otwierała lodówkę szukając coś do picia. Wyciągnęła pomarańczowy sok i wskazała na niego palcem, przez co zasugerowała czy chcę, na co odpowiedziałam, że nie.
- Czemu jesteś taka poddenerwowana? Coś się dzieje? - zapytała Emma biorąc łyk soku.
- Ja? Tylko Ci się wydaje, jest wszystko w porządku - usiadłam na jednym z wysokich krzeseł stojących przy blacie i próbowałam wyglądać bardzo naturalnie.
- Mów co jest grane. Mnie nie oszukasz - podniosła delikatnie prawą brew i spojrzała na mnie z zaciekawieniem. Jakby chciała wszystko odczytać z mojej twarzy. Starałam się za wszelki sposób wyglądać na naprawdę spokojną.
- Coś z Ryanem? Spotykacie się dzisiaj czy coś?
- Um.. ni.. w sumie to tak, wiesz? Właśnie ma tutaj zaraz przyjść - dziwnie się czułam ją okłamując, ale tak jak wspomniałam wcześniej, wolałam unikać na razie wszelkich innych podejrzeń.
- To co nic mi nie mówisz - stuknęła szklanką Emma stawiając ją na blat. - W takim razie nic mnie tu nie trzyma teraz. Opowiesz mi jutro jak było. Tylko - podniosła palec do góry.- Jak będziecie się całować to mam wiedzieć o tym pierwsza.
Na pewno to się dzisiaj nie wydarzy - powiedziałam sobie w myślach.
- Nie ma innej opcji - puściłam sztuczny uśmiech w jej stronę i podprowadziłam Emmę do drzwi. Emma już je otworzyła i prawie wyszła zza progu, a z każdym jej milimetrowym ruchem w stronę wyjścia, czułam jakby cały ciężar strachu i niepewności ze mnie schodził.
- Tak w ogóle, co na to Justin?
- Jak to co na to Justin? Co masz na myśli? - spojrzałam na nią wytrzeszczając szeroko oczy, ale po chwili  zaczęłam opanowywać moją reakcję na samo słowo "Justin", aby nie wzbudzić w niej żadnych, wątpliwych myśli. Spojrzała na mnie przez chwilę marszcząc brwi i wyszła wypowiadając krótkie " Pa " na koniec. Zamknęłam szybko drzwi za nią i odetchnęłam z ulgą.
- Myślałem, że będę czekał wieczność na podwórku - usłyszałam głos zza moich pleców. Krzyknęłam z przerażenie i automatycznie obróciłam się z pięściami w górze na znak, że jestem gotowa do rękoczynów.
- Justin? - opuściłam dłonie.- Co Ty tutaj robisz?
- Spokojnie laska, chyba nie chce mnie uderzyć - powiedział tonem cwaniaczka i zbliżył się do mnie o krok bliżej.
- Przepraszam, jestem dzisiaj za bardzo rozkojarzona - złapałam się za czoło i pokiwałam głową na samą myśl jak dzisiaj wszystko we mnie pulsuje.
- Rozumiem, miałaś wczoraj ciężki dzień - zrobił jeszcze jeden krok w przód i właśnie teraz dzieliły nas centymetry. Justin spojrzał na mnie z góry, na co ja przełknęłam głośno ślinę. Odgarnął delikatnie moje włosy za ucho i uśmiechnął się delikatnie, a następnie odsunął się o wiele szybciej niż zbliżył.
- Więc co robimy? - odpowiedział jakby nigdy nic. Ten chłopak daje tyle sprzecznych sygnałów. Więcej niż niejedna kobieta w wieku dorastania.
- W sumie to nie mam pomysłu na nic, może ty chcesz coś konkretnego - usiadłam na tym samym wysokim krześle, na którym siedziałam przy Alison. Justin podszedł do mnie od tyłu i oparł się ręką o blat, który był przede mną, przez co od tyłu wyglądało jakby mnie obejmował, ale dzieliło nas jeszcze trochę od tego. Wziął włosy z mojego drugiego ucha i odgarnął je wyżej i zaczął szeptać
- Możemy pójść na górę, do Ciebie do pokoju coś porobić albo tutaj na blacie - poczułam jak policzki mi się czerwienią. I sama nie wiedziałam z czego bardziej: ze złości czy skrępowania. Uderzyłam go łokciem w bok na co chłopak automatycznie odsunął się ode mnie na kilka kroków i złapał się za żebra.
- Za co to?
- Za bycie dupkiem - odparłam bez emocji.- Czemu nie możesz zachowywać się zawsze normalnie?
- Normalnie? - zapytał delikatnie marszcząc swoje czoło.
- Tak, normalnie Justin. Na przykład jak wtedy tańczyliśmy przy dekorowaniu sali, jak tańczyliśmy na balu, jak wczoraj mnie uratowałeś. Dlaczego nie możesz być taki za każdym razem? - spytałam z wielką ciekawością i cierpliwie czekałam na jakąś sensowną odpowiedź. Justin odchylił delikatnie głowę w bok i zaczął po cichu się śmiać, a przy tym oblizał swoją dolną wargę.
- Co Cię tak bawi Bieber? Czekam na odpowiedź - powiedziałam zdecydowanie ostrzej i skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej na znak, że nie odpuszczę. 
- Mówiłaś, że chciałaś mnie poznać. O to ja - powiedział, rozkładając przy tym ręce na boki, abym mogła go dokładnie zobaczyć.
- Zachowujesz się jakbyś miał dwa wcielenia. Raz jesteś tym dupkiem, którego poznałam pierwszego dnia będąc tu, a potem miłym kolesiem, który mnie przestrzegł przed Mikiem. Co jest z Tobą nie tak? - Justin, gdy tylko usłyszał imię swojego dawnego przyjaciela, głośno przełknął ślinę przez co jabłko adama przesunęło mu się z góry na dół. Przycichł na chwilę i zaczął mówić
- Przepraszam
- Ja nie chcę Twoich przeprosin, Justin - powiedziałam już o wiele cichszym głosem. Było widać po jego minie skruchę. - Chcę tylko wiedzieć dlaczego tak jest.
- Gdybym tylko wiedział Alison, to bym z tym walczył - przejeżdżał wzrokiem po wszystkim co było dookoła, ale ani razu nie spojrzał na mnie. Tak jakby się bał mojej reakcji. Jeden głos w głowie mówił mi, że mam odpuścić ten temat i zacząć inny, a drugi kazał mi w to brnąć. Ten drugi okazał się bardziej przekonywujący.
- Powiedz mi, co się dzieje - zrobiłam jeden, delikatny krok w jego stronę. Starałam się nie robić żadnych gwałtownych ruchów, aby nie wybić go z żadnych myśli. Justin jedynie znów obrócił głowę w lewą stronę i intensywnie przełykał swoją ślinę. Szczękę miał dosyć mocno ściśniętą, co można było zauważyć gołym okiem, bo dolna część twarzy zaczynała blednąć. Zrobiłam kolejny krok w przód
- Mi możesz zaufać - ściszyłam swój głos jeszcze bardziej, a chłopak dalej nie drgnął nawet o milimetr. Podeszłam jeszcze jeden krok naprzód. Tym razem byłam już naprawdę blisko i był on na wyciągnięciu mojej ręki.
- Nic poza mną, a Tobą nie wyjdzie Justin. Obiecuje Ci - wyszeptałam i złapałam go za jego lewy nadgarstek. Poczułam jak szybko napina się jego dłoń. Chciałam puścić ją, ale Justin przekręcił swój wzrok na mnie, a następnie na moją dłoń i rozluźnił ją nieco. Wiedziałam właśnie wtedy, że jestem na dobrej drodze do tego, aby do niego dotrzeć. Złapałam jego rękę nieco mocniej i pociągnęłam delikatnym ruchem w stronę tylnego tarasu. Weszliśmy na sam środek podwórka i usiedliśmy obok siebie na trawie. Justin podciągnął delikatnie kolana w górę, oparł na nich swoje łokcie i zaczął spoglądać w górę bez celu. Siedziałam obok niego z wyprostowanymi nogami, a z tyłu opierałam się dłońmi o ziemie. Początkowo próbowałam spoglądać w to samo miejsce co on, bo miałam nadzieję, że do czegoś mnie to doprowadzi. Niestety spoglądał tam bez żadnego celu. Nie chciałam, aby czuł się przy mnie w jakiś sposób źle, dlatego nie odzywałam się do niego. Jeździłam wzrokiem po wszystkim. Niebo, płot, dom, taras, okna, huśtawka, Justin... niebo. Czułam się, jakby ta cisza trwała wieczność, a działo się to może dziesięć minut.
- Jestem chory - wyszeptał Justin nie przenosząc wzroku z gwiazd, które wyjątkowo mocno błyszczały w ten wieczór. Spojrzałam na niego, aby wyczytać cokolwiek z jego mimiki, ale on był nieruchomy w tej chwili.
- Co masz na myśli mówiąc, że jesteś chory?
- Jestem chory psychicznie, rozumiesz? Jestem psycholem - tym razem jego słowa były mocne i stanowcze. Przy powiedzeniu słowa " psychol" Justin zakpił sam z siebie. Położyłam dłoń na jego umięśnionym ramieniu, aby pokazać, że nie stanowię żadnego zagrożenia. Znów był cały spięty, ale gdy tylko go dotknęłam, czułam jak wszystkie mięśnie zaczynają opadać. Jego oddech wrócił do normy, a wzrok przeniósł na ziemię. Nie chciałam go pośpieszać do tego, aby coś mówił. Przyznam, że nawet nie krępowało mnie przy nim siedzenie w ciszy. Mimo tego wszystkiego czułam się przy nim zdecydowanie spokojnie.
- Prawdopodobnie mam jakąś rozwijającą się chorobę psychiczną, z którą nie potrafię walczyć. Ba.. której nawet nie wyczuwam, bo uważam, że zachowuje się całkiem normalnie.
- Byłeś z tym u psychiatry? - zapytałam szeptem.
- Oszalałaś? Nie mogę tutaj pójść do psychiatry. Stratford to zbyt małe miasteczko. Ludzie tylko zauważą jak tam wchodzę, a już zaczną gadać niestworzone rzeczy.
- Justin, jeżeli jesteś chory to musisz iść z tym do specjalisty. Inaczej z tym nie możesz - przysunęłam się nieco bliżej do chłopaka i oplotłam ręce o jego ramię.
- Czy Ty czegoś nie rozumiesz w mojej wypowiedzi? Nie mogę. Nie chcę ośmieszać mojej matki jeszcze bardziej. Po drugie czytałem o tym dużo w internecie. Nie da się tego wyleczyć lekami. Nie da się tego niczym wyleczyć, Alison. Można tylko nieco pomniejszyć nasilenie tego - każde wypowiedziane słowo z jego ust dawało mu okropny ból. Można było to zauważyć gołym okiem, gdy przy każdym słowie marszczył jakby z bólu swoje oczy.
- Nie chcesz nawet tego zmniejszyć?
- Nawet jeżeli bym chciał, to nie tutaj. Nie w tym kraju, nie ma mowy - odparł stanowczym głosem.
- Spokojnie, rozumiem - pogłaskałam delikatnie, opuszkami palców jego dłoń. - Jeżeli mogę jeszcze zapytać, co miałeś na myśli mówiąc, że nie chcesz ośmieszać swojej mamy jeszcze bardziej?
Jego oddech znów zrobił się nierówny, a gula w gardle przesuwała się coraz szybciej.
- Matka mnie urodziła, gdy miała zaledwie 19 lat - było to dla niego jeszcze trudniejsze do wypowiedzenia niż to co przed chwilą. Zacisnął swoje palce w pięść. - Mój Ojciec ją wtedy zostawił. Też miał 19 lat i uważał, że dziecko to najgorsza rzecz jaka mogła mu się wtedy przydarzyć. Nie wzięli nawet ślubu. Wiesz jak to jest cholernie trudno wychowywać się bez ojca? Czuć to, że Twój ojciec Ciebie nie chciał? Że uważał Cię za najgorszą rzecz jaka istniała wtedy? - tym razem obrócił twarz w moją stronę. Jego oczy zrobiły się ogromne i były przepełnione łzami. Brakowało im jeszcze chwili, żeby wybuchnęły, a z nich polałaby się rzeka łez. Jedynie pokiwałam głową, że nie wiem jak to jest i wypowiadałam ciche ' ciii', aby go uspokoić. Justin jednak nie rozkleił się tak jak myślałam o tym jeszcze przed chwilą. Po lewym policzku spłynęło mi kilka łez, które szybko wytarł rękawem swojej bluzy.
Objęłam go całego w pasie i mocno się wtuliłam. Dokładnie jak wczoraj, gdy był ze mną w trudnej chwili. Chciałam, aby odczuł, że jestem tu dla niego i aby się nie martwił o nic. Siedzieliśmy w takim bez ruchu jeszcze jakiś moment. Jednak w pewnym momencie Justin przerwał
- Cóż, nie jesteśmy tu po to, aby czymś się zamartwiać - klepnął Justin siebie w kolana, na co automatycznie oderwałam się od niego. - Nie tylko Ty chcesz mnie poznać, ale ja Ciebie również - wpatrywał się we mnie i usiadł w takiej pozycji jak ja na samym początku.
-Cóóóż - przeciągnęłam. - co szanowny Pan chciałby wiedzieć? - zatrzepotałam szybko rzęsami na co Justin promiennie się uśmiechnął, a ja odpowiedziałam mu tym samym. O wiele lepiej go widzieć w takiej postaci, a nie w takiej jak kilka minut temu.
- O Tobie chciałbym się dowiedzieć wszystkiego.
- Zajęłoby nam to całą noc - zaśmiałam się.
- Mam czas - jego słowa zabrzmiały całkiem serio. Po kilki sekundach zastanawiania się, od czego zacząć, zaczęłam mówić
- Moim marzeniem jest grać zawodowo w tenisa ziemnego - odparłam, patrząc się przed siebie. Justin lekko się zdziwił i podniósł swoje brwi w górę.
- Naprawdę? W sumie... jest to naprawdę interesujące - pokiwał głową. Spojrzałam na niego spod łba i wybuchnęłam śmiechem. Chłopak spojrzał na mnie z lekkim zamieszaniem.
- Żartowałam - kuksnęłam go lekko łokciem w żebra. - Jestem kiepska w tenisa. Jestem kiepska w każdym sporcie.
- Uff, całe szczęście, bo szczerze to nienawidzę tenisa i myślałem, że będziesz kazała mi z Tobą zagrać - chłopak zaśmiał się naprawdę szczerze, co wywołało ogromny uśmiech na mojej twarzy.- Ale jedyne co Ci przyznam, w kręgle jesteś dosyć dobra.
- Naprawdę? - otworzyłam nieco szerzej oczy.
- Nie. Ja jestem i tak najlepszy - podniósł swoją koszulkę za dwa końce i opuścił, co wyglądało jakby się przechwalał.
- No tak, Pan Bieber jest we wszystkim najlepszy - pokazałam palce w górze, coś w stylu jakbym cytowała.
- Gdzie planujesz pójść na studia? - zapytał Justin wpatrując się we mnie.
- O, więc teraz zaczynamy temat mojej świetlanej przyszłości - zaśmiałam się patrząc ku górze. -Moim marzeniem jest studiować w Berkeley w Kalifornii. Niestety, studia są zbyt drogie tam i prawdopodobnie czeka mnie miejska uczelnia w Nashville.
- Przecież są stypendia.
- Dla najlepszych.
- Jesteś najlepsza - spojrzałam na Justina, aby pokazać mu wzrokiem, by kontynuował co ma na myśli.
- Jesteś mądra, inteligentna, a przede wszystkim zdolna.
- Justin, to nie wystarczy.
- A właśnie, że wystarczy. Nigdy nie mów nigdy - odparł.
- Nigdy nie mów nigdy? - spojrzałam na niego - Tytuł jakiejś piosenki?
- Może kiedyś - zaśmiał się.- Możliwe, że kiedyś taka powstanie w moim wykonaniu.
- Czekaj... piszesz piosenki?- automatycznie wyprostowałam plecy i wypalałam wzorkiem dziury w jego oczach. Chłopak spojrzał na mnie z lekkim uśmiechem na twarzy.
- Mam żałować, że Ci powiedziałem o tym? - zaśmiał się.
- Nie, Justin - uderzyłam go lekko w brzuch. - Przecież to jest fantastyczne.
- Przestań... jakieś bazgroły, które nie mają żadnej wartości. Po prostu gdy czasem najdzie mnie jakiś kawałek tekstu i chodzi cały dzień po głowie to zapisuje, potem pojawia się do tego kolejna linijka i kolejna i tak powstają jakieś bzdury.
- Żadne bzdury Justin! - cicho krzyknęłam.- Chłopaku, czemu Ty nie chcesz do tego się przyznać, że masz talent? Śpiewasz świetnie, tańczysz doskonale, a dodatkowo piszesz. Jest coś, czego jeszcze nie wiem? - usiadłam na swoje kolana, aby mieć na chłopaka lepszy widok. Justin teraz opierał się na łokciach o ziemie, co wyglądało jakby leżał.
- Gram jeszcze.
- Grasz? - podniosłam delikatnie jedną brew.
- No gram na gitarze, pianinie i perkusji - pokiwałam jedynie głową z niedowierzania.
- Powtórzę to kolejny raz: JES- TEŚ NIE-SA-MO-WI-TY!  Zrozum to wreszcie. Musisz coś z tym zrobić.
- Nigdy jeszcze nikomu o tym nie mówiłem, ale interesuje się jeszcze mną kilku producentów z USA- powiedział to tak spokojnie, przez co podekscytowało mnie jeszcze bardziej.
- Matko Justin! Przecież to świetne! - chłopak jedynie widząc moje zainteresowanie tematem, śmiał się z moich wszystkich dźwięków, które wydawałam.
- Spuść emocje, Alison. Na razie nic nie wiadomo. Mówili, że jak będę chciał współpracować to mam się odezwać, a na ten moment nie wiem czego chcę, a więc proszę Cię... skończ ekscytacje- zrobiłam minę smutnego psa i opadłam na tyłek.
- Dobra - odparłam i przycisnęłam palec wskazujący do jego klatki piersiowej -Ale pamiętaj, ja Cię w tym całkowicie popieram. Justin jedynie położył dłoń na swojej piersi i kiwnął głową na znak, że rozumie.
- Robi się dosyć późno. Muszę już chyba iść - wstał chłopak otrzepując się z trawy i piachu. Wyciągnął dłoń w moją stronę, aby pomóc mi stać. Złapałam jego rękę i pociągnął mnie w górę. Straciłam nieco równowagę i byłam właśnie przyciśnięta do jego klatki piersiowej. Nasze oddechy zgrały się w jeden rytm i staliśmy tak spoglądając sobie w oczy. Tak jakbyśmy czekali na słowa, któregoś z nas.
- Mam nadzieję, że będziesz chciała zobaczyć kilka moich tekstów - wyszeptał nade mną. Pokiwałam głową na znak, że się zgadzam i oblizałam dolną wargę.
- Chodź, odprowadzisz mnie do samochodu - chwycił chłopak mój nadgarstek i ruszył w stronę furtki w bramie.
- Do niedługo - podszedł do mnie znacznie blisko i złożył mokry pocałunek w moje włosy, na co zamknęłam oczy. Nie wiem dlaczego, ale chciałam aby ten moment trwał i nigdy się nie kończył. Następnie przejechał w tym miejscu kciukiem. Wsiadł do dużego SUVa i odjechał zostawiając za sobą ulicę pełną kurzu. Przez chwilę jeszcze obserwowałam jak warstwa kurzu opada z powrotem na ulice. 
- Alison? - usłyszałam bardzo znajomy mi głos za sobą. Obróciłam się napięcie w stronę chłopaka.
- Ryan? Co Ty tutaj robisz? zapytałam wytrzeszczając oczy na chłopaka stojącego kilka metrów ode mnie.
_______________________________________________

No i mamy 7 rozdział.
Jak wam się podoba?
Piszcie wszystkie swoje odczucia, uwagi w komentarzach, bo wiele to dla mnie znaczy
Wiem, że rozdział miał być jutro, ale że zaczęłam ferie, to jutro będę poza domem cały dzień
kolejny rozdział 28.01.2015
więc do kolejnego :)

sobota, 17 stycznia 2015

6. You left her alone

OCZAMI JUSTINA

Byłem nieco poirytowany sytuacją, że Alison i Ryan zachowywali się jakby byli razem, a nie są. Przecież bym wiedział... po drugie ta dziewczyna jest nie do zrozumienia, uwierzcie. Mimo, że przyszła z nim tutaj patrzyła co chwilę na moją reakcję. Dziewczyny są czasem śmieszne. My chłopacy nie jesteśmy debilami i widzimy o wiele więcej niż tym wszystkim laskom się zdaje, ale po prostu potrafimy wiele zignorować. Gdy wyszli pomyślałem, że chociaż przez chwilę o tym zapomnę i będę mógł się rozluzować, ale szybko ta nadzieja ze mnie zeszła.
- Słuchajcie, ja też spadam - podniosłem rękę w górę na pożegnanie i również ruszyłem w stronę wyjścia.
Im byłem bliżej słyszałem coraz wyraźniejszy, stłumiony czymś krzyk. Przez chwilę pomyślałem, że to pewnie jakieś dzieciaki chcą być szalone i pieprzą się po kontach w łazience, ale moja podświadomość mi mówiła, że to jednak nie to. Pośpieszyłem swój krok i gwałtownie otworzyłem drzwi. Dźwięk, błagającej o pomoc dziewczyny nie ustawał. Przemieściłem się nieco dalej i zauważyłem jak Mike trzyma swoje 'brudne' łapska na Alison, a wtedy poczułem, że cały zesztywniałem ze złości.
- Odsuń się od niej Mike! - krzyknąłem w ich stronę z małą nadzieją, że Mike się wystraszy i ucieknie. On jedynie zdążył na mnie spojrzeć, a moja wewnętrzna złość zaczęła wychodzić ze mnie. Podbiegłem do chłopaka i odepchnąłem go z całą siłą jaką miałem w rękach. Mike się potknął o własne nogi i upadł na plecy, a wtedy rzuciłem się na niego i uderzyłem go dwa razy prosto w nos z pięści, następnie docisnąłem kolana w jego nadbrzusze. Jednak on nie był takim mięczakiem i jeden cios mi oddał. Wtedy ja złapałem go za rogi koszulki i docisnąłem do twardego asfaltu i dołożyłem jeszcze kilka ciosów.
- Spieprzaj nim Cię zabije sukinsynie - wyszeptałem gdy schodziłem z jego ciała, a on o dziwo szybko podniósł się z przerażenia i zaczął uciekać. Otrzepałem swoje kolana z piachu, ale to nie był koniec. Za sobą usłyszałem płacz. Gdy tylko obróciłem głowę i zobaczyłem, że siedzi tam pod ścianą skulona Alison to poczułem jak moje serce zaczyna płakać wraz z nią. Mimo, że ta dziewczyna jest tu dopiero kilka tygodni to wiem, że najgorsze co może mi się w te lato przydarzyć to jej płacz, który ruszał mnie bardziej niż większość tych głupi, hollywoodzkich filmów.
- Nic Ci nie jest? - chyba najgłupsze pytanie jakie mogłem zadać w tej sytuacji. Usiadłem obok niej i objąłem ją najpewniej jak potrafiłem, ale tak aby jej nie skrzywdzić. Gdy tylko się odezwałem jej płacz wzrósł kilkukrotnie i wtuliła się we mnie mocniej.
- Gdybym był tutaj dwie minuty wcześniej to w ogóle by ta sytuacja nie miała miejsca - powtarzałem to w swojej głowie. Nagle dostałem błysku w głowie. Przecież Alison wyszła z Ryanem. W takim razie gdzie on jest?
-Gdzie jest ten idiota, kiedy jest najbardziej potrzebny - wyszeptałem cicho, ponieważ ta myśl nie mogła zostać stłumiona w mojej głowie.
- Co tu jest grane? - o wilku mowa. Alison jedynie spojrzała w górę by zobaczyć kto się odezwał, a następnie schowała twarz między moją głową i ramieniem nie przestając płakać nawet na moment.
- Gdzie Ty do cholery byłeś?- podniosłem głosem, ale nie za mocno by jej nie wystraszyć.
- Poszedłem po portfel. Co się dzieje? Dlaczego Alison płacze?
- Mike się dzieje... chciał... - nie mogłem nawet wydusić tego co on chciał robić. W głębi duszy myślałem, że może to jest mój sen i tak naprawdę nic się nie stało. Jednak rzeczywistość okazała się całkiem inna. Ryan jedynie szeroko otworzył oczy i złapał się za końce swoich włosów i przeciągnął je w górę.
- Cholera - wyszeptał.- Alison, jesteś w stanie iść? Muszę zabrać Cię do domu.
Dziewczyna jedynie pokiwała głową, ponieważ nie dała z siebie wydusić nawet najmniejszego słowa.
- Nie, ja ją zabiorę Idioto - odpowiedziałem ostro.- Jeszcze ją zostawisz w połowie drogi, bo przypomnisz sobie, że nie wziąłeś znów czegoś ze sobą.
- Odpuść Justin na ten moment. Obiecałem jej babci, że to ja ją odprowadzę do domu całą i zdrową.
- A co jej odpowiesz na to dlaczego Alison jest taka roztrzęsiona?
- Stop- obydwoje gwałtownie popatrzyliśmy na dziewczynę.
- Co stop Alison? Wstawaj. Odwiozę Cię szybko do domu - powiedział suchym głosem Ryan. Alison podniosła się z ziemi i otrzepała swoje ubrania z piasku i kurzu. Stanęła przed Ryanem z założonymi rękoma na klatce piersiowej.
- Przepraszam Cię Ryan, ale chcę, aby to Justin mnie dziś odwiózł - mówiła to przygryzając z lekkim zdenerwowaniem swoje wargi.
- Przecież ja również mogę to zrobić. Mieszkamy obok siebie - spojrzał zmieszany na nią. 

OCZAMI ALISON
- Przecież ja również mogę to zrobić. Mieszkamy obok siebie- spojrzał na mnie ze zmieszanym wzrokiem i chwycił w swoją silną dłoń moją twarz i kciukiem przesuwał po moich wystających delikatnie kościach policzkowych. Każdy najmniejszy dotyk przypominał mi co przed chwilą się zdarzyło, a więc automatycznie w moich oczach zgromadziło się milion łez, których za wszelką cenę nie chciałam teraz wypuścić. Ryan szybko to zauważył i delikatnie zabrał swoje palce z mojego policzka.
- Nie było Ciebie tutaj, kiedy Ciebie potrzebowałam. Justin mi pomógł i chcę, aby to on mnie dziś odwiózł - wyszeptałam.
- Wiesz przecież, że gdybym wiedział, że Mike jest w pobliżu, w życiu bym Ci nie pozwolił na zostanie tutaj samej.
- A jednak zostawiłeś ją samą - powiedział pewnym głosem Justin za nami. Odwróciłam twarz do tyłu by zobaczyć jego twarz. Pokiwałam jedynie głową, aby się zamknął przynajmniej na ten moment i zwróciłam twarz ku Ryanowi.
- Nie słuchaj go - odparłam.- Nie mam Ci tego za złe, ale chcę i nie wiem dlaczego, aby dzisiaj zrobił to Justin. Nie masz się o co martwić. Zobaczymy się wkrótce - stanęłam na palcach i musnęłam delikatnie jego policzek i powoli opadłam na swoje małe stopy. Ryan delikatnie uchylił swe kąciki ust do góry. Złapał delikatnie moją szyję i dotknął swoimi miękkimi wargami mojego czoła.
- Dzielna dziewczynka - uśmiechnął się w moją stronę Odpowiedziałam jedynie uśmiechem i ruszyłam w stronę Justina, a następnie oboje poszliśmy dalej w stronę parkingu, aby znaleźć jego auto. 
- Czy Ty zawsze musisz się odzywać w najmniej oczekiwanych momentach? - zapytałam po cichu.
- Słucham?- zapytał spoglądając na mnie przy tym krzywo. Na chwilę przystanął i szukał po swoich kieszeniach kluczy od samochodu. Udawał... no albo serio nie wiedział o co mi chodzi.
- Po co w ogóle  wtrąciłeś swoje zdanie przy mojej rozmowie z Ryanem?
- Nie ufam mu w tym momencie - odparł jakby to było bardzo oczywiste.
- Jak to mu nie ufasz? - zapytałam marszcząc przy tym brwi. Za ten czas znaleźliśmy samochód, Justin otworzył mi moje drzwi jak prawdziwy dżentelmen i szybko do niego wsiedliśmy.
- To nie rozmowa na teraz Alison. O ile pamiętam jeszcze kilka minut temu płakałaś, a więc radzę Ci się uspokoić. Jesteś roztrzęsiona - przez połowę drogi nie odezwaliśmy się do siebie słowem. Nie chciałam zaczynać z nim wojny, a Justin chyba ze mną tym bardziej. 
- Dziękuję - powiedziałam cichym głosem. Justin jedynie spojrzał na mnie, a następnie swój wzrok znów przeniósł na drogę.
- Za co?
- Uratowałeś mnie dzisiaj. 
- Nie masz za co dziękować. Każdy by zrobił to samo na moim miejscu.
- Nie ważne, ale i tak Ci dziękuję - mówiąc to złapałam delikatnie jego ramię, ale szybko odsunęłam dłoń. Było to dosyć niezręczne w tym momencie. Jechaliśmy jeszcze przez moment w ciszy, ale w pewnym momencie nie mogłam znieść tego, a więc postanowiłam, że włączę radio. Akurat na stacji grała piosenka Justina Timberlakea- What goes around... comes around.
- O matko. Uwielbiam to! - krzyknęłam i zaczęłam śpiewać wraz z radiem. Justin jedynie spojrzał na mnie z ciekawością i lekko się uśmiechnął. Gdy zbliżał się refren, nieco podkręciłam głośność w górą i zaczęłam śpiewać " What goes around, goes around, goes around,comes all the way back around", a po chwili Justin ze mną. Gdy tylko usłyszałam jak on zaczyna śpiewać kolejne wyrazy tekstu piosenki to ja stopniowo zaczęłam milknąć. Przyglądałam się mu wtedy intensywnie. Widać, że wczuł się i muzyka to jego prawdziwy żywioł. Wychodziło mi genialnie. Przyznam, że szło mu lepiej niż w oryginale. Przynajmniej ja tak uważałam.
- Um, nie śpiewasz ze mną?- zapytał zdezorientowany chłopak. Zaczął drapać się z lekkiego skrępowania za kark co dla mnie wydawało się nieco słodkie.
- Nie. Justin, jesteś niesamowity. Śpiewasz genialnie.
- Przesadzasz - odparł ze skromnością.
- Nie. Jestem tym podekscytowana - zaśmiałam się, a na to on ze mną.
- Powoli księżniczko. Śpiewam tylko dla siebie, dla przyjemności.
- Widać jak wiele Ci to sprawia radości, ale uwierz mi...jesteś za dobry, aby zostawić to tak. Mógłbyś być super gwiazdą znaną na cały świat - Justin jedynie wybuchł śmiechem.
- Niepotrzebne mi to jest.
- Chcesz na zawsze zostać w Stratford?
- A co w tym złego? - spytał mnie, jakby serio był przekonany, że będzie żył tu wieczność.
- Oh Justin, przestań. To cudowne miasto, ale nie do życia na zawsze. Nie zawsze będziesz nastolatkiem. Kiedyś będziesz musiał pójść do pracy, a nie oszukujmy się... tutaj warunki do dobrej pracy nie są za dobre.
- A może zostanę gwiazdą muzyki? - spojrzał na mnie delikatnie lekko się uśmiechając. Odpowiedziałam mu tym samym.
- Ja nie żartuje Justin - odparłam. Auto właśnie stanęło pod domem mojej babci.
- Ja też nie - puścił oczko w moją stronę i spuścił wzrok delikatnie w dół. Złapałam się za sam koniec mojej koszulki i lekko za niego ciągnęłam, ponieważ nie wiedziałam co powiedzieć na pożegnanie. Justin również mnie nie pośpieszał, jedynie postukiwał swoimi palcami o kierownice. Spojrzałam na niego i od razu zaczęłam się śmiać.
- Co Cię bawi? - zapytał zdenerwowanym głosem.
- Jak Ty to robisz? -zapytałam z rozbawieniem na twarzy.
- Ale robię co?
- Że mimo tego, że jesteś najbardziej denerwującą osobą jaką poznałam to dzięki Tobie, pomimo, że praktycznie przed chwilą zdarzyło mi się coś strasznego, na moment o tym zapomniałam i potrafię się śmiać jakby nigdy nic. 
- Nie wiem czy to ma być dobre zdanie o mnie po tej pierwszej części - zaśmiał się Justin delikatnie pod nosem.- Ale powiem Ci, że nie wiem jak to robię. To ten mój urok osobisty.
- Na pewno - zaśmiałam się z ironią w głosie. Zrozumiałam, że chyba jednak czas wyjść z tego auta.
- Um, Justin? - zapytałam niepewnie.
- Tak?
- Chce Ciebie poznać lepiej.
- Słucham?
- Nie pytaj, bo się jeszcze rozmyśle - powiedziałam ze śmiechem w głosie.- Wpadnij wieczorem jutro do mnie.
Justin spojrzał na mnie z ciekawością na twarzy. Jakby chciał z niej wyczytać milion innych znaczeń tego zdania, ale nie udawało mu się.
-Jasne. Wpadnę - pokiwał głową na znak, że się zgadza, a potem kiwnął głową w stronę domu mojej babci. Szybko wyjrzałam przez szybę i zauważyłam, że przez okno w kuchni moja babcia nas podgląda.
- Mój własny monitoring mnie wygląda, co oznacza, że muszę już iść - uśmiechnęłam się. Justin odpowiedział tym samym.
- To do jutra - odparłam i nachyliłam się w stronę Justina by dać mu buziaka w policzek, ale po chwili zorientowałam się, że jest to kompletnie nie na miejscu. Przecież ja spotykałam się z jego najlepszym przyjacielem. Justin spojrzał na mnie zdezorientowany, a ja się zawstydziłam.
- Um.. pa- odparłam szybko i wyskoczyłam z auta jakby zaraz miał wybuchnąć.

_____________________________________________

Krótki dzisiaj rozdział i mało ciekawy, ale poczekajcie do czasu.
Zostawcie swoje opinie co do tego w komentarzu.
Możecie dzielić się w komentarzach również co do pomysłów do opowiadania, a możliwe, że wezmę, któryś pod uwagę.
TAK W OGÓLE 
Najważniejsze teraz...
Ma ktoś z was pomysł na tytuł bloga? 
Chciałabym jakąś fajną wymyślić, ale co do tego mam pustki w głowie.
Co do tego możecie też zostawiać pomysły w komentarzach.
Bloga polecajcie znajomym. Kolejny rozdział 25.01.2015r :)

poniedziałek, 12 stycznia 2015

5." Star USA"

- Cholernie Cię on pociąga - powiedziała z rozbawieniem w głosie Emma. Miałam wrażenie, że praktycznie to wykrzyczała na pobliską okolicę.
- Wcale nie - odparłam z o wiele niższym tonem, aby pokazać jej by zaczęła mówić ciszej.
- I widzisz, tu Cię mam kochana...- zrobiła przy tym minę jakby zjadła wszystkie rozumy świata.-Nie wypowiedziałam żadnego imienia, a Ty miałaś dokładnie na myśli go. Uważam to za doskonały dowód.
- Jest to słaby dowód detektywie - starałam się pokazać jej, że nie ma racji.
- Ryan to świetny chłopak, ale nie dla Ciebie.
- Skąd wiesz, że nie dla mnie? - spytałam podejrzliwie.
- Lubisz innych... bardziej zwariowanych, z milionem pomysłów na życie w jednej sekundzie. Nie lubisz się nudzić przy chłopaku. A Ryan? Ryan to naprawdę idealny chłopak, jak z bajki, ale w bajce nie żyjemy.
- A jeżeli te wakacje to moja własna bajka w której żyje?
- Nie żyjemy w bajce, ale tak to Ci przedstawię: Ryan to książę, który wszystko ma i stara się dobrać do serca księżniczki, a Justin to rycerz, który ją ratuje. Chyba nie muszę dokańczać kto jest księżniczką w naszej historii.

Całe szczęście to tylko sen. Otworzyłam oczy i zauważyłam, że za oknem dopiero wstaje słońce. Przejechałam palcami o włosy i zgarnęłam je z twarzy. Chwyciłam szklankę wody, którą stała na szafce nocnej i napiłam się by uspokoić swoje wszelkie myśli.
- Co to za chory sen - wyszeptałam pod nosem. Czemu ja zawsze mam tak cholernie dziwne sny? Nie może mi się przyśnić coś miłego? Jakiś aktor albo gwiazda piłki nożnej? Nie, mi muszą pojawiać się obrazy w głowie, których w najmniejszym stopniu nie chcę.
Przypomniała mi się automatycznie wczorajsza historia z Justinem. Na samą myśl stuknęłam się w głowę. Dlaczego ja w ogóle z nim tam poszłam?
Aby szybko oderwać się od moich zagubionych myśli wysłałam smsa do Ryana.

DO: Ryan
 Jak się czujesz? Wyszedłeś wczoraj tak szybko, że nie mieliśmy okazji nawet zatańczyć.

Dopiero, gdy nacisnęłam " wyślij" zorientowałam się, że jest bardzo wcześnie i mogłam go obudzić. Jednak szybko poczułam wibrację w dłoni.

OD: Ryan
Wiem, i bardzo Cię za to przepraszam. Do tańczenia będzie jeszcze wiele okazji. Wynagrodzę Ci to dzisiaj.

Wynagrodzi mi?

DO: Ryan
Jeszcze nie wiem co masz na myśli, ale brzmi świetnie. Co masz dokładnie na myśli?

Mój przyjaciel nie był chyba zaspany, bo odpisywanie szło mu naprawdę w bardzo szybkim tempie.

OD: Ryan
Na 18 jestem umówiony z kumplami na kręgle to chodź z nami. Po grze skoczymy gdzieś we dwoje.

DO: Ryan
Okej. Czekam

Nie mogłam opanować się od uśmiechu. Czy on musi być taki uroczy? Z tego wszystkiego po raz kolejny dzisiaj zapomniałam, która godzina i z podekscytowania zadzwoniłam do Emmy, która na starcie zaczęła na mnie krzyczeć, że obudziłam ją tak wcześnie rano, ale następnie postanowiła, że za chwilę mnie odwiedzi.

- Co nie mogło poczekać przynajmniej do godziny 8?- spytała Emma wchodząc do mojego pokoju.
- Czy Ty jesteś w piżamie?- spytałam z rozbawieniem w oczach na co ona posłała mi tylko groźne spojrzenie, abym nie próbowała z niej żartować.

- Serio Alison? To nie mogło poczekać do rana? Idziecie na kręgle, z jego kumplami, ja też tam będę. Co Cię tak nakręciło? - zapytała moja przyjaciółka po opowiedzeniu jej sytuacji.
- W sumie mam Ci do opowiedzenia jeszcze dwie sytuacje- Emma spojrzała jedynie na mnie z zaciekawionym wzrokiem i kiwnęła głową na wznak, że mogę zacząć mówić. Opowiedziałam jej najpierw mój syn, a ona odpowiedziała na niego głośnym śmiechem przez co musiałam ją uciszać, bo nie wiedziałam jeszcze czy moja babcia śpi czy też nie. A potem opowiedziałam jej mój wczorajszy wieczór z Justinem. Tym razem nie było jej tyle do śmiechu.

- Nawet we śnie wiem co jest grane!- próbowała rozluzować mój nastrój dziewczyna.
- Przestań Emma. Ja nawet nie wiem co mam o tym myśleć - oparłam swoje łokcie o kolana i chwyciłam swoją twarz w dłonie. Byłam w tej chwili bezradna.
- Mi tego nie powiesz, ale Twoje serce i rozum dokładnie wie co masz zrobić - wypuściłam twarz z dłoni i spojrzałam na Emmę, aby wyczytać z jej twarzy choćby najmniejszą odpowiedź. Jednak ta dziewczyna była bardziej tajemnicza niż wszystko tutaj. 
- Co masz na myśli?
- Doskonale wiesz i jestem pewna, że szybko to rozgryziesz - pocałowała mnie w głowę na pocieszenie i pewnym krokiem wyszła z mojego pokoju. 
Uwielbiałam Emmę, ale jej zagadki są tak bardzo skomplikowane, że nawet Einstein by ich nie rozgryzł. 


-Alison! Ryan przyszedł po Ciebie - usłyszałam krzyk babci z dołu. Szybko chwyciłam torbę i zbiegłam ku słyszanych mi głosów.
- Jestem - stanęłam z uśmiechem naprzeciwko nich.
- Bawcie się dobrze dzieciaki - pocałowała mnie babcia w czoło na pożegnanie.- I odprowadź moją wnuczkę całą i zdrową Ryan - pogroziła mu palcem. Ryan jedynie jej zasalutował co oznaczało, że jej to obiecuje, a na to wszyscy się zaśmialiśmy. Wyszliśmy tylko z werandy domu, a ja chwyciłam Ryana za ramię i ruszyliśmy w stronę kręgielni. Ten chłopak musi chyba codziennie ćwiczyć, bo za każdym razem jego ramie zdaje mi się coraz twardsze. 

- A więc jak się czujesz? - zapytałam patrząc w górę, ponieważ Ryan był ode mnie sporo wyższy.
- Um, naprawdę dobrze. Zatrułem się pewnie czymś wczoraj - odpowiedział z delikatnym uśmiechem na twarzy. Dzisiaj dopiero zauważyłam, że prawdopodobnie nie golił się kilka dni, a jego zarost był twardy. Wyglądał z tym jeszcze bardziej męsko niż możecie sobie wyobrazić. 
- Mam nadzieję, że dzisiaj mi tak szybko nie uciekniesz - zażartowałam.
- Nie ma mowy, obiecałem Twojej babci, że to ja Cię odprowadzę do domu i mam zamiar dotrzymać słowa - odpowiedział, a przy tym wziął moją dłoń i pocałował ją w kostki, a przez to przez moje całe ciało przeszły ciarki. Odpowiedziałam mu jedynie skromnym uśmiechem i weszliśmy do środka kręgielni. Było tam mnóstwo osób, a torów około 15, a wokół nich jeszcze więcej ludzi. Ryan, aby mnie nie zgubić chwycił mnie za dłoń i ruszył przede mną, aby znaleźć wszystkich znajomych. Drugą dłoń przyłożyłam do swojej twarzy i się do niej uśmiechałam. Taka mała, głupia rzecz, a cieszy. Czułam, że mam już lekko czerwone policzki. W pewnym momencie znaleźliśmy, Emmę, Erica i wielu innych osób. Stanęliśmy przed nimi dalej trzymając się za rękę na co wszyscy spojrzeli na nas trochę podejrzliwie, ale po kilku sekundach zrobiło się normalnie. Przeleciałam po wszystkich wzrokiem by zobaczyć kto dokładnie z nami jest i nagle złapałam kontakt wzroku z dobrze znanymi mi oczami. Był i Justin. On spojrzał ze zmarszczonym czołem na złączone dłonie moje i Ryana, a następnie zaśmiał się pod własnym nosem i obrócił się plecami do nas. Tym razem i ja skierowałam swój wzrok w stopy.
- To co, rundka? Ja z Ericiem, Noelem, Davidem, Emmą i Vanessą na Ciebie, Phila, Sisi, Kim no i Alison - kiwnął brodą Justin w stronę Ryana, aby pokazać, że mówi do niego, a przy moim imieniu twardo zaakcentował pierwsze literki na co wywróciłam oczami.
- Co nie tak? Gwiazda USA nie potrafi grać w kręgle i boi się porażki? - zapytał z rozbawieniem na twarzy Justin. O co temu chłopakowi chodzi? Jednego dnia prawię się nie całujemy, a dzisiaj próbuję udowodnić wokół wszystkim jakim jest twardzielem.
- To raczej Ty Bieber boisz się porażki, że " gwiazda USA" pokona Cię bez najmniejszego wysiłku - zakpiłam i skrzyżowałam ręce na brzuchu. Wszyscy dookoła się zaśmieli oprócz Justina. Wskazał jedynie mi dłonią tor.
- W takim razie pokaż co potrafisz.
- Nie ma sprawy - odparłam sucha i minęłam go szturchając delikatnie go swoim barkiem w jego ramię, aby pokazać mu, że wcale nie rusza mnie co on robi. Nasza drużyna stanęła przy jednym z torów, a Justina tuż obok drugiego. Za nami były kanapy na których można było czekać na swoją kolej. Wszyscy siedliśmy na nich. Przy jednym torze stanął Justin, a przy drugim Ryan.
- Więc co bracie, niech wygra lepszy - odparł Justin z lekkim uśmieszkiem na twarzy i oblizując niewinnie dolną wargę. Ten jego uśmieszek  prowokował chyba każdego do pokazania mu tego, że wcale on nie jest najlepszy. Podobno robił tak zawsze, aby wywołać presję wśród przeciwnikach. 
- Niech wygra lepszy - odpowiedział Ryan z bardzo podobnym uśmiechem na twarzy. Przez tą mimikę twarzy można było czasem zorientować, że naprawdę są oni przyjaciółmi. Rzucili. Siedziałam z kolanami podwiniętymi do góry i trzymałam kciuki za nasz team. Kula Ryana zbiła wszystkie kręgle, a Justina nie zbiła tylko jednego.
- Brawo!- krzyknęłam na głos z radością, a za mną Sisi, Kim i Phil, a do nas z radością podbiegł Ryan i przybił nam po piąteczce.
- Ej..- powiedział z irytacją i śmiechem Justin z rozłożonymi rękoma.
- Teraz ja! - krzyknęłam i podskoczyłam z siedzenie. Chwyciłam swoją kulę i spojrzałam na drugi tor, aby zobaczyć z kim konkuruję. Po drugiej stronie stał Eric.
- Nie pokonasz mnie!- krzyknęłam ze śmiechem i wystawiłam mu delikatnie języka.
- Ryan, Twoja dziewczyna jest zbyt pewna siebie - zaśmiał się Eric stając przodem do wszystkich. Na słowo " dziewczyna" lekko wzdrygnęłam i obejrzałam się do reszty. Wszyscy się zaśmiali z tego wraz z Ryanem, który może zrobił nieco szerszy uśmiech. Spojrzałam szybko na Justina, a on popatrzył na mnie z podniesionymi brwiami i szybko spuścił wzrok w dół i zaśmiał się pod nosem z kpiną, a przy tym lekko poruszała mu się klatka piersiowa.
- Zignoruj go Alison - powiedziałam w myślach, a następnie rzuciłam kulę i zbiłam wszystkie kręgle.
- Tak! - krzyknęłam z radością podskakując przy tym i podbiegłam do Ryana i przytuliłam go mocno, a następnie przybiłam piątkę z każdym z drużyny. No niestety Eric też zbił wszystkie kula, a po tym udał, że zgarnia kurz ze swojego ramienia.
- Jestem mistrzem! - krzyknął, a na co wszyscy w gronie się zaśmieliśmy. No oczywiście oprócz Justina. Ten chłopak nie miał dzisiaj najmniejszej ochoty dobrze się bawić. 
Bawiliśmy się dość długo w kręgielni, ale na koniec wyszło na to, że to nasza drużyna wygrała. Bardzo małą przewagą, ale zwycięstwo to zwycięstwo. 
- Nie wiedziałem, że tak dobrze grasz w kręgle - powiedział Ryan oplatając mnie jedną ręką w pasie i patrzył na mnie z góry. Byłam odwrócona wtedy do wszystkich tyłem, ale mogłam poczuć ich wszystkich wzrok wbijany w nas.
- Jeszcze wiele o mnie nie wiesz - odpowiedziałam z figlarnym uśmieszkiem. Chłopak jedynie się zaśmiał.- O i za tak małą wiarę we mnie stawiasz mi frytki! - stuknęłam go delikatnie w ramie.
- Nie ma sprawy - odpowiedział. - Więc zbijamy stąd -pokazał głową delikatnie w stronę wyjścia, a następnie pożegnał się z kumplami i koleżankami. Ja jedynie pomachałam do nich delikatnie i ruszyliśmy w stronę wyjścia.
- Ou, poczekaj tutaj Alison. Zapomniałem portfela ze stolika przy kanapach. Zaraz wrócę - oznajmił mi, a ja na to pokiwałam głową, że go rozumiem i zniknął w drzwiach. Ja stałam już na zewnątrz, na parkingu, ponieważ tędy było szybciej dostać się do jednego z barów z jedzeniem. Zaczęłam powoli chodzić miedzy samochodami, aby nie marznąć, ponieważ wieczory tutaj są dosyć chłodne.
- Kogo my tu mamy - usłyszałam nieco znajomy głos za sobą. 
- Mike - wypowiedziałam z obrzydzeniem w głosie jego imię, gdy tylko zobaczyłam jego twarz.
- Nie krzyw tak swej pięknej twarzyczki kochana, bo zmarszczek narobisz, a tego chyba nie chcemy- podszedł do mnie bardzo blisko i złapał mój podbródek w swoich dwóch palcach. Wydawała to się wtedy dla mnie najobrzydliwsza rzecz jaka w ogóle mnie spotkała. Z całej siły stuknęłam w jego rękę swoją dłonią.
- Zabieraj te łapy - powiedziałam ostro.
- Po co się tak buntujesz? Chcesz pogorszyć swoją sytuacje? Jeżeli tak to robisz to idealnie - tym razem chwycił mnie mocno za biodro przyciągając do siebie i patrzył na mnie z piekielnym pożądaniem. 
- Odsuń się ode mnie - odpowiedziałam spokojnie, aby go nie drażnić, ponieważ był ode mnie o wiele silniejszy. Mike jedynie odpowiedział mi chamskim uśmieszkiem i przygryzał przy tym dolną wargę.
- Odsuń się ode mnie! - krzyknęłam próbując się wyrwać z jego uścisku niestety na marne. 
- Nie będziesz chciała za chwilę abym się od Ciebie odsunął gdy tylko zacznę Cię pieprzyć - wyszeptał mi w ucho i zaczął delikatnie muskać moją skórę za uchem. Łzy zaczęły spływać mi po policzkach i szarpałam się najmocniej jak mogłam, ale niestety chwycił mnie tak mocno, że uniemożliwiało mi to wiele manewrów do jakiejkolwiek samoobrony. Zaczęłam krzyczeć, ale zatkał mi ją swoją dłonią i docisnął do ściany, że tym razem nie miałam najmniejszej szansy się ruszyć. Płakałam coraz mocniej, próbowałam coś wykrzyczeć, ale nic nie pomagało.
- Odsuń się od niej Mike! - usłyszałam mocny, męski głos, ale miałam zamknięte oczy z przerażenia i nie mogłam zobaczyć kto to jest. W pewnym momencie usłyszałam jedynie uderzenie i ulgę, gdyż ręce Mika z mojego ciała zniknęły. Ja delikatnie osunęłam się o ścianę budynku i zaczęłam głośno płakać. Schowałam swoją twarz w kolana i płakałam. Słyszałam jeszcze kilka uderzeń i szybki dźwięk jakiegoś stukania. Tak jakby ktoś biegł, a bardziej uciekał. 
- Nic Ci nie jest? - usłyszałam znów ten sam głos, a osoba, która wypowiedziała to przyciągnęła mnie do siebie i schowała w swoich ramionach. Teraz byłam pewna kto to. Był to Justin. Poznałam po samym zapachu. Czując się nieco bezpieczniejsza w jego ramionach zaczęłam niesamowicie beczeć w jego ramię, a on dalej mnie obejmował siedząc ze mną na zimnym betonie i głaszcząc delikatnie moje plecy.
- Gdzie jest ten idiota, kiedy jest najbardziej potrzebny - wyszeptał pod nosem Justin.
- Co tu jest grane? - usłyszałam inny, jeszcze bardziej męski głos.
_______________________________________________________

Przepraszam, że rozdział dzisiaj dopiero, ale przez szkołę mam mało czasu.
Jak wam się podoba?
Zostawiacie swoje opinie! Są jak najmilej widziane.
Kolejny rozdział 18.01.2014r.
Jeżeli nie pamiętacie kto to Mike to on pojawił się bodajże w drugim rozdziale! :)
A więc do zobaczenia! 
+
przepraszam za jakieś błędy, ale ze sprawdzaniem też nie miałam wiele czasu

środa, 7 stycznia 2015

UWAGA!

Wiem, że jeden z rozdziałów miał się pojawić wczoraj bądź dzisiaj, ale niestety to nie nastąpi, ponieważ nie mam czasu go dopracować. Na pewno pojawi się on do końca tego tygodnia, a więc przepraszam.
Zapraszam na mojego twittera:
https://twitter.com/hellofreekiss
na bieżąco wszystko tutaj publikuję, a więc obserwujcie mnie
i
do zobaczenia jeszcze w tym tygodniu! :)

piątek, 2 stycznia 2015

4. I like it more than I should

 - Wstawaj!- usłyszałam dobrze mi znany głos z drzwi od mojego pokoju. Nie miałam zamiaru dzisiaj wstawać. Słyszałam tylko jak krople deszczu obijają się o parapet co już mnie dołowało, a w takie dni szczególnie dobrze się śpi.
- Wstawaj Alison! - zakryłam swoją twarz poduszką z nadzieją, że babcia da mi w końcu spokój.
- Alison! - krzyknęła z o wiele stanowczym głosem i zerwała ze mnie kołdrę.
- Przecież wstaje - wymruczałam.
- Właśnie widać - powiedziała z ironią. - Będziesz mi dzisiaj potrzebna. Lekko wysunęłam twarz spod poduszki, aby na nią spojrzeć czy mówi serio.
- W czym mam pomóc? - babcia usiadła na skraju łóżka i zaczęła mi opowiadać.
- Co roku w Stratford organizowany jest bal charytatywny, w którym udział bierze całe miasto, a pieniądze z biletów są przeznaczane na pobliski dom dziecka. W tym roku ja z Diane, Veronicą i grupką kilku kobiet jesteśmy głównymi organizatorkami.
- Cieszę się, ale dalej nie rozumiem po co ja jestem potrzebna?
- W tym rzecz, że jest to organizowane w tutejszym liceum i będziesz nam potrzebna w rozstawianiu krzeseł, stolików, dekorowaniu i takich innych podobnych rzeczach.
- Ou, nie ma sprawy - uśmiechnęłam się promieniście. Babcia pocałowała mnie w czoło i zaczęła odchodzić, ale w pewnym momencie obróciła się w moją stronę
- Zaproś Ryana - zasugerowała z delikatnym uśmieszkiem na twarzy.
- Słucham? - spytałam z identycznym uśmiechem.
- No dosyć często ze sobą czas spędzacie, będzie na pewno wam lepiej jak pójdziecie tam razem.
- Zaproszę go - powiedziałam na co Meredith znów się uśmiechnęła i wyszła ode mnie z pokoju. Jestem już tutaj dwa tygodnie, a ona już coś knuje, ale miała racje. Z Ryanem od naszego wyjścia do kina i nielegalnej kąpieli w basenie spędzamy praktycznie każdą wolną chwilę. Czasami sam na sam, a czasami z jego przyjaciółmi oraz Emmą.Nie jesteśmy w związku, ale jesteśmy na dobrej drodze.  Nawet z Justinem mam dobry kontakt. Dogadujemy się naprawdę dobrze.
Szybko wybrałam numer do Ryana i nacisnęłam zieloną słuchawkę. Długo nie odbierał więc chodziłam po pokoju czekając zanim podniesie ten głupi telefon.
- Witam moje słoneczko. Jak dzień? - powiedział radosnym głosem na co automatycznie zaczęłam cieszyć się sama do siebie.
- Cześć. Nie jest źle. Dzwonię do Ciebie z taką prośbą, ale uwierz, jest nie do odrzucenia - na moje słowa chłopak się zaśmiał.
- Zamieniam się w słuch.
- Dziś jest bal charytatywny, który przygotowuje moja babcia...
- I co?
- No i tak pomyślałam...
- No co pomyślałaś?
- Że moglibyśmy no...
- No co?
- Razem pójść...
- Wiedziałem, że to powiesz - zaśmiał mi się w słuchawkę.
- To po co kazałeś mi kończyć tą wypowiedź?
- Chciałem zobaczyć jak mi to zaproponujesz.
- Dupek - zaśmiałam się.
- Bo jeszcze się nie zgodzę, więc bez takich - powiedział rozbawionym głosem.
- Nie masz wyboru - powiedziałam z pełnym przekonaniem.
- Tak? A to niby dlaczego?
- Bo doskonale wiem, że Ty chcesz tam ze mną pójść - wypowiadając te słowa przygryzłam delikatnie wargi.
- Rozgryzłaś mnie - jego uśmiech był nawet wyczuwalny przez telefon.
- Alison? - zapytał
- Hm?
- Jesteś seksowna jak przygryzasz tak wargi.
- Ale co?- zdążyłam tylko to wypowiedzieć i spojrzałam w końcu przed siebie, a nie w stopy. Stałam na przeciwko okna.
- Podglądasz mnie - zaśmiałam się.
- Nie, po prostu kręcisz się tam gdzie można Cię zobaczyć - zasłoniłam delikatnie rolety.
- Ten widok mi się już nie podoba - odparł Ryan. - No to co, wpadnę po Ciebie o 8 wieczorem?
- Spotkamy się na miejscu, bo muszę pomóc babci.
- Nie ma sprawy. To do zobaczenia.
- No pa - kliknęłam czerwoną słuchawkę. Jeszcze przez chwile chodziłam po pokoju po prostu się ciesząc. Po pewnym czasie ubrałam się w pierwsze co leżało na wierzchu i zeszłam na dół, zjadłam śniadanie i ruszyłyśmy z babcią do tutejszej szkoły.
Nie była tak duża jak u mnie w Nashville, ale małą też ją nie można było nazwać. Wszystko miało się odbyć na tutejszej sali gimnastycznej z tego powodu, że przychodzi na ten bal co roku bardzo duża liczba osób i po prostu w innym miejscu by się wszyscy nie zmieścili.
- Co wy tu robicie? - podeszłam do Justina i Emmy.
- Zapewne to samo co wy - odparł z uśmieszkiem na twarzy chłopak. Racja.. moje głupie pytanie. Po kilku godzinach pracy wszystko zaczęło nabierać wyglądu. Pod jedną ze ścian specjalna ekipa rozstawiła scenę. Dookoła innych ścian stały stoliki z jedzeniem, napojami i ponczem. Trochę od nich odsunięte, aby nie było ścisku stały okrągłe stoliki dla gości. Były przykryte białymi obrusami, a na każdym z nich stała niebieska świeca oraz biały wazon z niebieskimi kwiatami. Cały środek sali gimnastycznej był wolny, bo był przeznaczony do tańca. Na suficie, ścianach i kolumnach były obwiązane balony i serpentyny również w kolorze niebieskim i białym. Wszystko by było cudownie gdyby nie pogoda na zewnątrz. Dzisiaj cały dzień leje deszcz przez co niczego się nie chcę. Mieliśmy jeszcze kilka godzin do rozpoczęcia całego balu, a więc z Emmą z kolumn puściłyśmy muzykę. Akurat w głośnikach rozbrzmiała piosenka Seana Paula - Give It Up To me. Uwielbiam takie rytmy dlatego wpadłam na środek i zaczęłam tańczyć, a po chwili dołączyła do mnie Emma. Kiedyś jak byłam nieco młodsza to tańczyłam, a więc trochę wiedziałam jak się poruszać i zaczęłam delikatnie kręcić tyłeczkiem. Było to chyba dosyć seksowne, bo zauważyłam, że Bieber intensywnie mi się przygląda i przygryza przy tym dolną wargę. Jeżeli mu się to podoba to pokaże trochę więcej, a więc zaczęłam coraz szybciej kręcić swą pupą, a przy tym się seksownie poruszałam.
- Shawty, gdzie Ty się tak nauczyłaś ruszać - krzyknął Justin ze szczerym uśmiechem na twarzy. Stał opierając się tyłkiem o stolik i przyglądając się mi. Podeszłam do niego tanecznym krokiem, złapałam za rękę i zaczęłam go prowadzić na środek.
- Pokaż jak się ruszasz - odparłam  nie przerywając tańczenia. Justin tylko pokiwał głową przez chwilę opierając się, że tego nie zrobi, ale po chwili uległ i zaczął poruszać się. Przyglądałam się temu jak on to robi przy tym stąpając z jednej nogi na drugą i klaszcząc w dłonie. Co jak co, ale Bieber naprawdę potrafi się poruszać. Jednak nie pozwolił mi tak stać i złapał mnie za dłoń i zaczęliśmy poruszać się w jednym rytmie. Chwytał mnie co chwilę za dłoń i obracał, a przy tym śmialiśmy się jak starzy znajomi. Obrócił mnie tak, że stałam tyłem do niego, złapał mnie za biodro i zaczęliśmy poruszać się w rytmie muzyki. Postanowiłam znowu podkreślić to co potrafię nieźle robić i zaczęłam delikatnie poruszać tyłkiem. Gdy tylko zaczynałam to robić Bieber uśmiechał się z miną, że nie wierzy, że serio to robię. Na koniec piosenki odsunął mnie od siebie, obrócił mnie po czym przyciągnął blisko siebie, że staliśmy twarzą w twarz. Nagle głośniki zgasły, a my staliśmy jeszcze przez 5 sekund nie ruszając się, a następnie w jednym czasie zaczęliśmy się śmiać.
- Gdzie Ty się nauczyłeś tak tańczyć? - zapytałam łapiąc się za brzuch próbując złapać oddech.
- Może lepiej powiedz mi, gdzie Ty się nauczyłaś? - powiedział również próbując złapać oddech. Oboje tylko do siebie się uśmiechnęliśmy. Zbliżała się godzina 19, więc z Emmą wybrałyśmy się do mojej babci do domu, aby przygotować się na bal.
Siedziałyśmy u mnie w pokoju i suszyłyśmy paznokcie, kiedy Emma się odezwała
- Idziesz na bal z Ryanem? - zapytała z ciekawością w oczach.
- Tak. Znaczy się tak jakby. Zaprosiłam go, idziemy oddzielnie, ale spotykamy się na miejscu.
- A Justin?
- Co Justin? - podniosłam na nią wzrok nie wiedząc o co jej chodzi.
- Dlaczego z nim nie idziesz?
- Bo spotykam się z Ryanem? Skąd takie głupie pytanie.
- Oh, no bo widziałam jak dzisiaj świetnie razem się bawiliście tańcząc.
- To tylko taniec, a po drugie my się tylko przyjaźnimy.
- Ty z nim na pewno, ale czy on z Tobą też?
- Co masz na myśli?
- Nie udawaj ślepej Alison.
- Nie udaje i nie mam pojęcia o czym Ty mówisz - wstałam z łóżka, podeszłam do lustra i zaczęłam czesać włosy.
- Justin definitywnie leci na Ciebie - powiedziała jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie. Spojrzałam tylko na swoje odbicie w lustrze, przygryzłam wnętrza policzków i próbowałam zignorować jej słowa. Nie udało mi się, ponieważ nie czekała nawet na odpowiedź. Wstała również z łóżka i stanęła za mną.
- Wiem, że bardzo Ci się podoba Ryan i świetnie się dogadujecie, ale dopuść sobie to w końcu do głowy, że Justina też lubisz trochę bardziej niż powinnaś - przełknęłam głośniej ślinę i dalej nie próbowałam rozmawiać o tym z Emmą. Próbowałam to sobie wybić z głowy. Dalej już nie próbowała o tym mówić. Obie zaczęłyśmy się ubierać. Wyszłam do łazienki dokładnie się przygotować, a Emma robiła to w moim pokoju. Po czasie, gdy wróciłam i stanęłam w progu pokoju oboje wypowiedziałyśmy to samo
- WOW! - na co zaśmiałyśmy się.
- Wyglądasz pięknie Alison! Ryan będzie pod wrażeniem - zaśmiała się, a ja odpowiedziałam jej tym samym.
- No, a Ty to co? Wyglądasz niesamowicie! - odparłam z podziwem. Obie się przytuliłyśmy na swoje słowa, a po tym ruszyłyśmy na bal. Pojechałyśmy samochodem Emmy z powodu, że deszcz dalej padał. Droga nie trwała długo. Droga w tym mieście nigdy nie trwa długo. Jak mówiłam, małe miasto. Gdy dojechałyśmy nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Było tam chyba ponad tysiąc osób. Emma pojechała szukać miejsca parkingowego, a ja weszłam do środka.
- Dobra robota - pochwaliłam samą siebie podziwiając wszystkie dekoracje. Naprawdę poszło nam świetnie. Poczułam silne, męskie dłonie przyciągające mnie do siebie od tyłu i delikatny pocałunek w mój prawy policzek.
- Jesteś już - obróciłam się spoglądając na Ryana i przytuliłam go mocno z tęsknoty za nim. Nie widziałam go cały dzień, a tęskniłam tak jakbym nie widziała jakiś tydzień. Zrobiłam to również poniekąd by spróbować wybić słowa Emmy ze swojej głowy "Justin definitywnie leci na Ciebie" , "Justina też lubisz trochę bardziej niż powinnaś". Po chwili dołączyła do nas.
- To co, idziemy się bawić! -krzyknęła z radością Emma podchodząc do nas. Z Ryanem pokiwaliśmy głowami na znak, że się z nią zgadzamy i wbiliśmy na parkiet tańcząc w rytmie muzyki. Po chwili dołączyło do nas kilku kolegów Ryana i kilka koleżanek Emmy i wszyscy tańczyliśmy w grupie. Na scenie grał jakiś zespół, a po czasie ochotnicy. Przepchnęliśmy się całą grupą pod scenę by zobaczyć co dokładnie się dzieje. Na scenę wszedł właśnie burmistrz miasta.
- Jest jakiś kolejny ochotnik do zaśpiewania dzisiaj na naszej scenie? - zapytał głosem przepełnionym radością na co cała widownia zaczęła krzyczeć z radości jak to zawsze się dzieje na koncertach.
- Justin! Justin Bieber jest chętny - krzyknął Eric, jeden z kolegów Ryana.
- O nie, nie. Nie ma mowy - odparł Justin, który stał obok nas.
- No dawaj Justin. Wskakuj na scenę - dopingowali go chłopacy, a on dalej twardo zaprzeczał, że nie chce.
- Ju- stin! Ju- stin!- zaczął krzyczeć Ryan, po nim Eric, następnie reszta chłopaków, potem ja z Emmą, a następnie cała sala. Justin już nie mógł słuchać więcej swojego imienia po czym wszedł nieśmiało na scenę, a burmistrz wręczył mu mikrofon. Cała sala zaczęła wiwatować dlatego, że odważył się tam wejść.
- Dlaczego go zmusiliście aby tam wszedł? - krzyknęłam w ucho Ryana, bo inaczej by nie usłyszałam przez ten hałas.
- Zaraz zobaczysz - krzyknął i uśmiechnął się. Justin w tym momencie rozmawiał o czymś z chłopakami od gitary i perkusji po czym zaczęli grać znaną każdemu piosenkę Katy Perry - Teenage dream. Cała sala zaczęła krzyczeć, cieszyć się, śpiewać, gwizdać. Mogłam się domyślić, że nie jest to pierwszy jego występ w tym mieście. Gdy zaczął śpiewać byłam w szoku. Nigdy bym się nie domyśliła, że Justin potrafi również śpiewać. Na dodatek świetne kontakt łapał z publicznością.
- A teraz refren i wszyscy śpiewajcie ze mną - krzyknął,a na to cała sala odpowiedziała brawami.
- You make me, feel like I'm living a - i po tym zdaniu wystawił mikrofon w stronę publiczności, na co my wszyscy
- Teenage Dream,
 The way you turn me on.
 I can't sleep
Let's run away and
Don't ever look back, don't ever look back - wszyscy doskonale znali tą piosenkę. Przez resztę jego występu nie mogłam oderwać od niego oczu. Był niesamowity i było widać, że scena to jego żywioł. Po skończonej piosence wszyscy znowu zaczęli krzyczeć, klaskać, gwizdać ( w dobrym sensie ). Na scenę wrócił już zespół, a Justin właśnie zszedł ze schodów, gdzie przywitali go chłopacy. Wszyscy mu gratulowali występu, a było dużo tych osób na co postanowiłam, że nie będę się pchała i odeszłam z Emmą od nich trochę dalej.
- Napijecie się czegoś dziewczyny? - zapytał Ryan podchodząc do nas na co obie pokiwałyśmy głową, że tak. Ryan odszedł gdzieś w tłumie ludzi.
- Wiedziałaś, że Justin umie tak śpiewać? - zapytałam
- Jasne, nie pierwszy jego występ. Wszyscy tutaj wiedzą, że ma on talent.
- Dlaczego mi nie powiedziałaś?
- Bo nie pytałaś. A po drugie... dlaczego to Ciebie teraz tak ciekawi? Czyżbym miała rację, to co powiedziałam u Ciebie? - spojrzała na mnie chytrym wzrokiem.
- Oczywiście, że nie - odparłam. W głośnikach rozległa się wolna piosenka.
- A teraz trochę zmiany klimatu na nieco romantyczną - powiedział na scenie jeden chłopak z zespołu.
- Chodź, zatańczymy - podbiegł do mnie Justin, chwycił mnie za rękę i porwał na parkiet tak, że nawet nie miałam czasu na odpowiedź. Złapał mnie delikatnie jedną ręką za biodra, a drugą złapał w dłoń i zaczęliśmy lekko kołysać się w rytmie muzyki.
- Szybki jesteś - zaśmiałam się nieco skrępowana sytuacją.
- Po prostu nie dałem Ci chwili do odmowy - zaśmiał się, a po tym przyciągnął mnie bliżej siebie.- Ryan nie będzie zazdrosny, więc spokojnie. Nie musisz się tak spinać.
Nawet nie miałam pojęcia, że byłam cała spięta. Lekko rozluzowałam się pod jego dotykiem.
- Zaskakujesz mnie z dnia na dzień. Ile masz jeszcze talentów? spytałam z zainteresowaniem.
- Talentów? O czym mówisz? - zapytał udając, że nie wie o co chodzi na co zaśmiałam się.
- Oh, przestań. Dzisiaj mi pokazałeś jak świetnie tańczysz, a teraz to jak śpiewałeś. Jestem pod ogromnym wrażeniem Bieber.
- Aa o tym mówisz. Amatorszczyzna - w jego głosie można było wyczuć obojętność.
- Amatorszczyzna? Co Ty mówisz, masz ogromny talent, świetnie się czujesz na scenie, dobry kontakt łapiesz z widownią.
- Czasem lubię tutaj tak pośpiewać, ale to na tym się kończy. Tak jak jest teraz, tak jest najlepiej - spojrzał niepewnie na mnie i aby uniknąć mojego wzroku patrzył na wszystko dookoła. Ja przygryzłam tylko delikatnie wnętrza policzków. W czasie tańcu niechcący nastąpiłam Justinowi na nogę.
- Um, przepraszam. Słaba ze mnie tancerka
- Nic się nie stało - uśmiechnął się. - Słaba? A dzisiaj rano kto tak seksownie wywijał tym swoim małym tyłeczkiem - mówił to ze śmiechem, bo wiedział, że wywoła we mnie skrępowanie. Walnęłam go w klatkę piersiową.
- Przestań! - zaśmiałam się. - Nie umiem tańczyć wolnych. Po prostu są dla mnie za wolne.
- To jest całkiem proste. Pokaże Ci - popatrzyłam na niego spod łba mając nadzieję, że nie mówi serio. Złapał moje dłonie w swoje i zrobiliśmy krok w prawo, krok w lewo, następnie przeplótł swoją prawą ręką nade mną, a ja stałam wtedy do niego tyłem, ale nadal trzymaliśmy się przy tym za ręce i kołysaliśmy się raz w prawo, raz w lewo. Nie mogliśmy opanować swojego śmiechu. Kolejno puścił jedną moją dłoń, odsunął mnie pod siebie, obkręcił mnie jedną dłonią, a następnie opuścił mnie na swoje kolano przy czym dzieliły nas tylko centymetry. Przez chwilę patrzyliśmy sobie prosto w oczy, a potem podniósł mnie i znów trzymaliśmy się za dłonie i kołysaliśmy się w obie strony.
- Widzisz, potrafisz wszystko - wyszeptał z chrypką w głosie mi do ucha. Po jego słowach na moich ustach pojawił się niewinny uśmiech i przygryzłam dolną część wargi. Gdy skończyła się piosenka Justin pocałował mnie w dłoń, odpowiedziałam mu na to uśmiechem po czym rozeszliśmy się w obie strony.
- Alison.. teraz powiedz mi, że to nic nie znaczy..- zaczęła Emma.
- Zamknij się, błagam - odpowiedziałam z bezradnością w głosie. - Tak w ogóle, gdzie jest Ryan?
- Wyszedł.
- Dlaczego? - stanęłam na równych nogach.
- Spokojnie, nie z powodu waszego tańca. Kazał Ciebie przeprosić w jego imieniu. Źle się poczuł i powiedział, że wraca do domu.
- Um, w porządku - pokiwałam głową na znak, że zrozumiałam. Emma poszła do łazienki, a ja podeszłam do stolika z ponczem.
- Jak się bawisz? - zapytał Justin podchodząc do mnie.
- Jest całkiem nieźle - rozglądałam się kiwając głową. -Ale jedzenie słabe. Kto je w ogóle homara?
Justin jedynie zaśmiał się na moje słowa.
- Też za nim nie przepadam. Wolałbym zjeść jakiegoś.. hm... kebaba na przykład.
- Czytasz mi w myślach! - oboje zaczęliśmy się śmiać.
- Chodź, wyrywamy się stąd - kiwnął głową w stronę wyjścia i zaczął iść.
- Ale gdzie? - Justin obrócił się w moją stronę.
- Chciałaś zjeść kebaba - puścił do mnie oczko i zaczął ruszać w stronę wyjścia, a ja za nim. Był dosyć ładny wieczór, ciepły i przestało padać, a więc postanowiliśmy się przejść do budki z kebabami.
- Jak Wam się układa?
- Nam? - zapytałam zamieszana.
- No Tobie i Ryanowi.
- Aa.. no cóż. Jest naprawdę dobrze. Mam nadzieję, że tak zostanie.
- Naprawdę? No to ciesze się - puściłam do niego ironiczny uśmiech. Zastanawiało mnie: dlaczego on mnie o to pyta? A jeżeli Emma ma rację i Justin na mnie leci? Szybko jednak wybiłam sobie tą myśl z głowy i powtarzałam sobie, że się tylko przyjaźnimy. Podeszliśmy do okienka i Justin zamówił dwa kebaby: jednego małego i jednego dużego. Gdy odebraliśmy je Bieber usiadł na krawężniku niedaleko.
- Przepraszam, jesteś w sukience - zaczął już wstawać, bo uznał to za niestosowne.
- Przestań, siadaj - poklepałam go po ramieniu i usiadła obok niego.
- Mmm, są to najlepsze kebaby jakie jadłam w życiu - powiedziałam z pełną buzią i kawałek sałaty wypadło mi z buzi. Justin patrzył na mnie z niedowierzaniem i się śmiał.
- Masz racje, są niezłe - śmiał się dalej w ten sam sposób. Popatrzyłam na niego lekko zdezorientowana.
- Z czego się śmiejesz?
- Nie ważne - próbował opanować swój lekki chichot przygryzając swoje wargi.
- No mów - popchnęłam go delikatnie ramieniem.
- Po prostu nie poznałem jeszcze takiej dziewczyny jak Ty.
- Jak ja? Co masz na myśli?
- Zamiast siedzieć na balu wolisz siedzieć na krawężniku, na dodatek w białej sukience. Zamiast jest homara wolałaś przyjść tutaj i jeść kebaba i zachwycasz się nim tak, że jedzenie Ci wypada z buzi.
- Ou, no z tym jedzeniem to trochę nieapetycznie wyglądało.
- Naturalnie - odparł po czym lekko uśmiechnął się w moją stronę i zaczął dalej jeść swoje jedzenie. Siedzieliśmy w ciszy delektując się swoim jedzeniem.
- Justin, zaczyna padać - poczułam krople na swoim kolanie.
- Wydaje Ci się - i kolejna kropla spadła, ale tym razem na twarz.
- Mówię prawdę - tym razem na nos.
- Masz rację - kropla spadła na policzek Justina. Nim zdążyliśmy jakkolwiek zareagować zaczął lać ogromny deszcz. Justin schował głowę pod swoją slimowaną marynarką.
- Wracajmy - odparł. A ja zaczęłam się śmiać na cały głos.
- Alison? Co jest? - a ja nie mogłam opanować śmiechu. Zdjęłam swoje szpilki i wzięłam je w dłoń.
- Co Ty wyprawiasz? - spytał z rozbawieniem na twarzy.
- No nie mów, że przeraża Cię trochę mocniejszy deszcz - zakpiłam, a następnie zaczęłam biegać po ulicy.
- Jesteś niemożliwa - zaśmiał się. - Wracajmy, przemokniesz.
- Nigdzie się nie wybieram - krzyknęłam nie przerywając swojego skakania po deszczu. Justin przyglądał mi się chwilę po czym dołączył do mnie i oboje biegaliśmy po ulicy. Krzyczeliśmy, śpiewaliśmy tak długo, że nasze ubrania były obcisłe i można było z nich wycisnąć litry wody. W pewnym momencie wpadliśmy na siebie i prawie upadłam, ale Justin chwycił mnie za dłoń i dzięki niemu nie straciłam równowagi. Staliśmy znowu twarzą w twarz i żadne z nas nie chciało stracić kontaktu wzrokowego.
- Powiedz mi - zaczął Justin oblizując swojego mokre wargi. - Zależy Ci na Ryanie? - przez chwilę zaczęłam zastanawiać się nad jego pytaniem lecz szybko znalazłam odpowiedź.
- Oczywiście. Dlaczego pytasz?
- To dlaczego jesteś tutaj ze mną, a nie z nim? - zapytał wypalając mi dziury w oczach swoim głębokim wzrokiem.
____________________________________________________________
 Jak się podoba dzisiejszy rozdział?
Co myślicie o relacji Alison z Justinem?
Kolejny rozdział 6-7.01.2015r
Zapraszam na mojego twittera:
https://twitter.com/hellofreekiss
Przepraszam jak są jakieś błędy, ale nie miałam czasu do końca sprawdzić
Komentujcie.
Do kolejnego kochani <3