Translate

piątek, 24 lipca 2015

Ogłoszenie

Kolejny rozdział już na dniach, pojawi się na pewno do końca lipca. Przepraszam, że teraz znów trochę zaniedbuje, ale są wakacje, nie było mnie przez miesiąc w Polsce, ale nadrobię to. Mam nadzieję, że wszyscy czytelnicy do mnie wrócą. 
No i życzę udanych wakacji. :)

sobota, 4 lipca 2015

10. He was the love of your life.

 Dorośli mówią, że zazdroszczą nastolatkom bezstroskiego, swobodnego życia. Powtarzają każdego dnia, że nie musimy się o nic martwić, przecież rachunki nas nie obchodzą, jedzenie nas nie obchodzi, sprzątanie nas nie obchodzi. Czasami wolałabym się martwić nad tym co zrobić jutro na obiad i czy wszystkim będzie smakowało niż to, co przeżywam w tegoroczne wakacje. Historia ta może wydawać się niektórym ciekawa, pełna przygód, wyborów... Właśnie, wybory są tutaj najtrudniejszą częścią. A gdy jesteś jeszcze zupełnie bezradna, bez żadnych pomysłów to wszystko zaczyna tracić magię, a przeradza się w koszmar. Gdy tylko wrócę do Nashville, do moje szkoły, do moich znajomych to wszyscy będą opowiadali "Wow, jak super było w Hiszpanii tego lata. Wybawiłam się na całego", "Ja spędziłam całe lato na podróży po Afryce", "Ja zostałem w Stanach, ale poznałem niesamowitą dziewczynę, zakochaliśmy się w sobie i jesteśmy razem". Moim marzeniem też jest opowiedzieć historię w ich stylu. A gdy mnie zapytają, " Alison, co Ty robiłaś tego lata?" to co ja im opowiem? "Słuchajcie, nic ciekawego. Pojechałam do Stratford do babci na całe lato, Spotkałam starą przyjaciółkę przed którą ukrywałam większość wydarzeń, również spotkałam dawnego przyjaciela, zakochałam się w nim, ale i w jego przyjacielu również. Zresztą, sama nie wiem czy to była miłość czy zauroczenie, a może po prostu wakacyjny flirt. Spotykałam się i z jednym i z drugim. NUDA." Ta.. w życiu bym tego nie powiedziała znajomym ze szkoły. Tak jak uznałam na początku tego lata, to co darzy się w Stratford to i tutaj zostanie. Na zawsze.

- Witam moją najpiękniejszą dziewczynę- wypowiedział męski, stanowczy głos dochodzący zza moich pleców, który przerwał mój wewnętrzny monolog. Obróciłam głowę w tył i zauważyłam zbliżającego się do mojego łóżka Ryana.
- Cześć... ale co to jest?- zapytałam zaskoczona widokiem ogromnego bukietu czerwonych róż w jego dłoniach. Chłopak przysiadł obok mnie i wręczył mi do rąk kwiaty.
-Zapomniałaś? A kto dzisiaj kończy 17 lat? - klepnęłam się dłonią delikatnie w czoło. Faktycznie. Dzisiaj, 22 lipca są moje urodziny. Przez te wszystkie wydarzenia, które miały miejsce przez ostatnie dni, zapomniałam na śmierć o tym, że dzisiaj jest moje święto.
- Nie uwierzysz, ale zapomniałam. Ryan, te kwiaty są takie piękne- spoglądałam na nie niedowierzając, że naprawdę istnieją aż tak piękne róże. Były koloru krwisto-czerwonego.- Tak bardzo Ci dziękuję.- Kwiaty odłożyłam na bok, przesunęłam się bliżej chłopaka, chwyciłam delikatnie dłonią jego kark i złożyłam na jego ustach subtelny pocałunek. Miałam już się oderwać, gdy on chwycił moją szyje delikatnie w dwie dłonie i pogłębiał coraz bardziej każde subtelne musnięcie naszych ust.
-Czy ja wam nie przeszkadzam w czymś?!- gwałtownie oderwaliśmy się od siebie, rękawem swojej za dużej, szarej bluzy z GAPa wytarłam moje mokre usta, a Ryan spuścił wzrok na dół i bacznie przyglądał się swoim śnieżnobiałym skarpetkom, lecz pod jego nosem można było usłyszeć cichy śmiech.
-Nie babciu, fajnie.. naprawdę fajnie, że wpadłaś- powiedziałam rozbawiona do kobiety stojącej u progu mojego pokoju. Wzrokiem wypalała na naszych głowach dziury, po to, abyśmy poczuli się zawstydzeni, przyłapani, lecz doskonale wiedziałam, że nie miała nic za złe. Robiła to dla własnej rozrywki, aby potem wypominać mi to przez kolejne 10 lat.
-Nie będę przeszkadzać zakochanym, po prostu Alison jak skończycie te swoje całuski to przyjdź do mnie na dół- powiedziała z nutką ironii wyczuwalną w jej głosie.
-Tak jest babciu- miała już wychodzić, lecz coś nią drgnęło i zawróciła znowu spoglądając na Ryana, który w końcu oderwał swój wzrok z ziemi.
- Mam Cię na oku -wyszeptała mrużąc przy tym oczy i dopiero poczuła, że jej misja jest już zakończona i może wyjść.
- Ona nie mówiła serio?- zapytał lekko przerażony Ryan wskazując kciukiem na miejsce, gdzie przed chwilą stała moja babcia.
-O nie, mówiła całkiem poważnie. Radzę Ci usiąść na końcu pokoju, bo poszczuje Cię psem jak tylko jeszcze raz mnie pocałujesz- starałam się wyglądać przy tym bardzo poważnie.
-Mówisz serio? - otworzył szerzej oczy.
-No nie przecież - uderzyłam go delikatnie w ramie z uśmiechem wypełnionym na mojej twarzy. Ryan na te słowa uśmiechnął się, przyciągnął mnie za lewe biodro bliżej siebie
- Więc nie traćmy czasu- jego usta zbliżały się ponownie do moich. Położyłam na nich swój wskazujący palec, aby zaczął mnie słuchać.
- O nie kochany, tak miło to dzisiaj nie będzie - delikatnie się zaśmiałam, a mój chłopak zrobił minę smutnego pieska, która zawsze do mnie przemawiała w takich chwilach, ale nie dzisiaj.- Powiedz mi lepiej jakie plany masz dla nas dzisiaj.
- Jak Ci powiem teraz to nie będzie żadnej niespodzianki - położył się na łóżku opierając się na jednym łokciu, a drugą dłonią bawił się końcówkami moich kręconych włosów.
- Doskonale wiesz jak ja nienawidzę niespodzianek Ryan. Powiedz mi, powiedz mi, powiedz mi- męczyłam go tymi słowami przez dobre kilka minut, ale chłopak był nieugięty.
-Dobra- usiadłam pół metra dalej od niego i ścisnęłam ręce na wysokości klatki piersiowej udając wielce obrażoną panią.
- Jesteś taka słodka, gdy udajesz obrażoną. Niestety nic Ci nie powiem, nie teraz przynajmniej. Wszystko zobaczysz wieczorem. Napiszę jeszcze do Ciebie - zbliżył się do mnie opierając swoje dłonie po bokach mojego ciała, złożył na moim policzku delikatny pocałunek i wyszedł.

- Babciu! Wołałaś mnie- krzyczałam schodząc po schodach chwilkę później po wyjściu Ryana.
- W salonie jestem!-usłyszałam odpowiedź. Kobieta stała i grzebała się w pięknej, starodawnej szkatułce, która odkąd pamiętam stała na kominie.
- Mam coś dla Ciebie. Wiem, że może nie będzie to tak piękny prezent jaki dzisiaj dostałaś od Ryana, ani nie będzie to coś nowoczesnego, ale będzie to coś, co ma dla mnie wartość sentymentalną.
- Co to takiego?- spytałam w pełni zaciekawiona. W tym samym momencie wyłożyła dłoń w moją stroną złożoną w pięść i powoli ją otworzyła.
- Babciu, przecież to...
- Pierścionek zaręczynowy, który dostałam od Twojego dziadka jak byłam nieco starsza od Ciebie... - przyglądałam mu się uważnie. Od śmierci dziadka babcia go już nigdy nie nakładała. Mówiła, że przywraca to jej pamięć o nim, a wraz z wspomnieniami przychodzą łzy tęsknoty za najwspanialszym człowiekiem, którego poznała.
- Jest on taki piękny, ale ja nie mogę go wziąć- był srebrny, a w środku był błyszczący kamień, który mienił się w blasku słońca.
- Właśnie Alison możesz. Zależy mi na tym abyś Ty go miała. Aby była to pamiątka po mnie i po Twoim dziadku. Abyś nigdy nie zapomniała jak bardzo Cię kochamy - złapała delikatnie moją lewą dłoń i wsunęła na mój wskazujący palec pierścionek. Prawą dłoń przyłożyłam do swoich ust ze zdumienia, że po tylu latach, wzbudza on tyle samo zachwytu co kiedyś.
- Dziękuję babciu. Jest cudowny. To najlepszy prezent jaki mogłam kiedykolwiek dostać - przytuliłam kobietę mocno do siebie.
- Cieszę się, że Ci się podoba. Powiem Ci nawet taką ciekawostkę. Może to bajka, a może nie -przełknęła głośno ślinę i wpatrzona w moją dłoń zaczęła opowiadać.- Zawsze, kiedy Twój dziadek chwytał mnie za dłoń, na której nosiłam ten pierścionek to zaczynał się mienić na fioletowo. Wtedy William mówił, że ta błyskotka czuje prawdziwą miłość i dlatego się mieni - z jej oka spłynęła jedna łza, którą szybko wytarła. - To tylko taka bajka, ale zawsze miło się wspomina.
- Dziękuję Ci babciu jeszcze raz. I jestem pewna, że dziadek miał racje. Byłaś miłością jego życia - przytuliłam ją mocno ponownie do siebie i ruszyłam na górę. W trakcie mojego powolnego wchodzenia po schodach usłyszałam jak mój telefon dzwoni. Pobudziło to pracę moich nóg i szybko pobiegłam do pokoju. Telefon leżał na komodzie z ubraniami. Szybko przesunęłam zieloną słuchawkę po ekranie.
- Halo - powiedziałam zdyszana.
- Maraton właśnie przebiegłaś, że tak dyszysz.
- Mało śmieszne Bieber - powiedziałam sucho.
-Tylko się tak droczę skarbie - wywróciłam oczami na słowa 'skarbie', mimo tego, że nazywał mnie tak bardzo często i czułam zawsze przy tym ciepło w moim brzuchu to starałam się je wybić ze swoich wszelkich myśli i uczuć. 
- Powiedz lepiej dlaczego dzwonisz. Coś się stało?
- Czekam na Ciebie tam gdzie zawsze. Pośpiesz swój tyłek.
- Ale..- nie skończyłam jeszcze zdania, a już w słuchawce usłyszałam dźwięk zakończonego połączenia. Z powrotem zbiegłam ze schodów i szybkim krokiem ruszyłam w stronę ulicy Oleander, która była tuż za rokiem na której znajdował się dom mojej babci.
Mimo tego, że relacje między Justinem, a Ryanem znów są dobre to ja i Bieber ukrywamy naszą przyjaźń przed wszystkimi. Cóż, może nie przed wszystkimi. Emma wie... ale przed nią nic się nie da ukryć. Momentami bywa ciężko, musimy się wymykać aby porozmawiać, usuwamy smsy z telefonów, lecz gdybyśmy tego nie robili.. zepsulibyśmy relację z osobą na której nam obojgu bardzo zależy - Ryanem.

- Co było tak ważnego, że kazałeś mi śpieszyć - powiedziałam znudzonym głosem otwierając drzwi do auta.
- Chciałem Cię zobaczyć - powiedział z szarmanckim uśmiechem na twarzy. Przyzwyczaiłam się już do jego czasem słodkich odzywek, lecz czasem budziły one we mnie irytację i wstręt. Mimo wszystko między nami jest coś większego. Coś większego niż przyjaźń.
Odwzajemniłam uśmiech do chłopaka, a on przypatrywał mi się jeszcze moment, klepnął dłońmi o kierownice, przekręcił szybko kluczyk w stacyjce samochodu i ruszył.
- Gdzie jedziemy?
- Zobaczysz.
- Justin, czy Ty widzisz jak ja wyglądam? Jestem w dresie, nie pokaże się tak wśród ludzi - chłopak przyjrzał mi się przez chwilę, a potem znów odwrócił swój wzrok na jezdnie i zaczął się śmiać.- Co Cię tak bawi Bieber?
- Gdybyśmy mi tego nie powiedziała to bym nie zauważył jak beznadziejnie dziś wyglądasz - zaśmiał się jeszcze raz po cichu, a następnie przygryzł delikatnie dolną wargę i czekał na moją reakcję.
- Dzięki Bieber. Nie musiałeś mnie już dobijać.
- Hej.. przecież się przyjaźnimy - spojrzał na mnie spod łba swoimi czekoladowymi tęczówkami, które nie równały się blaskiem żadnym innym oczom. Gdy tylko zobaczyłam jego twarz i słodką minę spoglądającą na mnie, to całe napięcie, które było we mnie nagle wyparowało. Nie wiem co ten dzieciak miał w sobie, ale właśnie tak na mnie działał. Uspokajająco.
- A przyjaciele są ze sobą szczerzy - dopowiedział.
- Masz rację - wyszeptałam, przyglądałam się jeszcze moment jego skupieniu jakie wkładał w jazdę samochodem, a następnie przerzuciłam swój wzrok na jezdnie i spoglądałam w odległe nam punkty. Jedna z rzeczy, która najbardziej podobała mi się w relacji z Justinem to było to, że nawet długotrwała cisza nie budziła między nami krępacji. Uważam to za coś wspaniałego. Jest to znak, że czujemy się przy sobie w 100% swobodnie. Przynajmniej ja tak uważam.
Wybudziłam się z własnych myśli, gdy silnik samochodu nagle zgasł. Spojrzałam dookoła. Staliśmy na parkingu. Jedyne czego byłam pewna w tej chwili to to, że na pewno nie jesteśmy już w Stratford.
- Gdzie jesteśmy?- zapytałam jakby wybudzona ze snu.
- Kitchner. Nie bój się, to niedaleko Stratford - odparł ze spokojem. Wyszedł z samochodu, przebiegł szybko dookoła auta, otworzył drzwi z mojej strony, podał mi rękę, którą delikatnie chwyciłam i wyskoczyłam z jego dużego SUVa. Jedna z kolejnych zalet Justina - potrafi być gentelmanem. Oczywiście jeżeli chce. 
- Dlaczego tutaj jesteśmy? Gdzie idziemy? -zadawałam kolejne pytania podążając małymi krokami za chłopakiem.
-Czemu zadajesz tyle pytań. Po prostu idź.
Szłam obok niego w ciszy, ponieważ wiedziałam jak łatwo go można zdenerwować, gdy zadaje się wiele pytań. Doszliśmy w końcu do celu. Było to po prostu jezioro. Prawie pusta plaża. Niektórzy tylko spacerowali wśród niej, niektórzy biegali. My jednak poszliśmy na molo. Zdjęliśmy buty, które postawiliśmy obok siebie siadając na samym końcu. Nasze nogi zwisały, a same końce stóp stykały się z wodą, która była nagrzana od słońca. Justin zaczął się grzebać energicznie po kieszeniach swoich spodni aż w końcu znalazł to co wydawało mi się, że chciał znaleźć.. Wyciągnął z niej niewielkie, ciemnoniebieskie pudełko. Spojrzałam na niego tajemniczo.
- Co to jest? - zapytałam lekko zaskoczona.
- Chyba nie myślałaś, że zapomniałem o Twoich urodzinach - uśmiechnął się do mnie promieniście wręczając mi pudełko. Szturchnął mnie delikatnie w ramie - no otwórz.
Przyglądałam mu się jeszcze raz w pełni zaskoczona, ścisnęłam swoje usta w cienką linię, aby powstrzymać się od szerokiego uśmiechu i w końcu otworzyłam. Leżała w niej z prawdziwego złota bransoletka, na dosyć mocnym łańcuszku, a do niej doczepiona zawieszka z literą "J".
- J jak Justin? spytałam.
- Um.. no wiesz.. no tak - powiedział niepewnie drapiąc się przy tym w kark.
- Zapnij- powiedziałam cienkim głosem wyciągając dłoń w jego stronę. Justin delikatnie chwycił bransoletkę z pudełka aby nic się jej nie stało, wziął ją w obie ręce i zaczepił mi ją wokół mojego kościstego nadgarstka. Przyglądałam się jej jeszcze chwile. Była naprawdę przepiękna.
- Justin, ona jest taka piękna. Nawet nie wiem jak mam Ci dziękować - pochyliłam się nad nim i dałam delikatnego buziaka w policzek pod którego uczuciem Justin delikatnie przymrużył oczy.
- Nie ma za co. Mam nadzieję, że się nie obrazisz, ale kupiłem sobie bardzo podobną, tylko z literą "A" - wyciągnął swoją lewą dłoń w moją stronę abym mogła się jej lepiej przyjrzeć. Miał racje, różniły się wyłącznie zawieszką.
- "A" jak Alison? - zapytałam w pełni zaskoczona.
- Um.. no tak - powiedział z miną speszonego chłopca.- Bo wiesz, doszedłem do wniosku, że chciałbym Ci coś dać, co będzie Ci zawsze przypominało mnie. Uznałem to za najlepszy pomysł z tą bransoletką.
-Justin, to takie urocze..- mówiłam ze wzruszeniem. Jeszcze nikt inny w życiu tak się nie starał dla mnie.- tylko musiało to wiele kosztować.
- Pieniądze nie są ważne. Nasza przyjaźń jest cholernie ważna i mam na dzieje, że będzie trwała na wieki - mówił spoglądając przed siebie. Przysunęłam się o kilka centymetrów bliżej chłopaka i objęłam jego ramie swoimi rękoma i złożyłam na nim delikatny pocałunek.
-Tak bardzo Ci dziękuję -wyszeptałam. I nikt teraz mi nie powie, że mój przyjaciel jest cudowny.
Siedząc jeszcze chwile tak w ciszy i spoglądając na wszystko dookoła Justin szturchnął mnie swoim ramieniem mówiąc
- Jakie plany na dzisiejszy dzień? Jak do tej pory Ci mija? - spojrzał na mnie z góry wzrokiem innym niż zawsze jak o coś pyta. Tym razem można było z nich wyczytać jedną rzecz: że zna już odpowiedź na swoje pytanie. 
- A czepiałeś się do mnie, że to ja zadaje wiele pytań - podniosłam wzrok ku górze, by na niego spojrzeć i oboje delikatnie się zaśmieliśmy.
- Mam go spędzić z Ryanem. Mówił, że coś przygotował, ale nie chciał się przyznać co. Może Ty coś o tym wiesz?- Justin złożył swoje usta w delikatny dzióbek, zaczął po cichu wygwizdywać najróżniejsze melodie i kręcić głową w każdą stronę.
- Ty coś wiesz!-powiedziałam nieco głośniej. Wygięłam swoje usta do dołu, aby wyglądać na małą dziewczynkę.- Justin, proszę, proszę powiedz mi. Błagam.
- Zapomnij - zaśmiał się.- nie wkopię przyjaciela.
- Czemu oboje jesteście tacy uparci? - pokręciłam głową, a Justin jedynie wzruszył ramionami. Spoglądał przez moment na moją lewą dłoń, która wciąż była spleciona o jego umięśnione ramie i niespodziewanie rozplótł ją ze swojego ramienia i chwycił ją w swoją prawą dłoń.
- Nowy pierścionek?
- O tak, dostałam go od babci dzisiaj. To pierścionek zaręczynowy, który dostała od dziadka. Piękny, czyż nie? Nawet mogę Ci opowiedzieć ciekawą historię o nim - dodałam. 
- Piękny - powiedział Justin przyglądając się mu, a wtedy zauważyłam coś co mnie w pełni zaskoczyło. Pierścionek zaczął mienić się na kolor fioletowy. Dosłownie tak, jak wspominała mi o tym babcia. Moje plecy automatycznie wyprostowały się, a moje oczy były otwarte bardziej niż zwykle. Przyglądałam się jeszcze przez chwilę Justinowi oglądającego dokładnie moją dłoń.
- Więc jaka to historia? -zapytał niczego nieświadomy.
- Zresztą... nie ważne.
_________________________________________________________________


Mamy za sobą 10, niedługi(ale jest!:)) rozdział. Wybaczcie, że czekaliście tyle czasu, ale nie byłam gotowa na pisanie. Mam nadzieję, że moje pismo jest teraz bardziej obrazowe i mam również kolejną nadzieję, że będzie ono coraz lepsze z kolejnymi rozdziałami. Jak Wam się podoba? Pozostawiajcie swoje komentarze oraz wszelkie uwagi. Kolejny rozdział 14 lipca:)
NA KONIEC


mam do Was taką prośbę. Ze mnie jest bardzo słaby informatyk, nie umiem bawić się w programach ani tworzyć fajnych rzeczy. Miałabym do Was ogromną prośbę. Czy miałaby któraś z Was jakąkolwiek chęć w pomocy mi zrobieniu ładnego nagłówka na bloga? Oraz wymyślenia w końcu nazwy dla opowiadania? Jeżeli tak to proszę piszcie mi propozycje, pytania na email - hellofreehugs@gmail.com
Z góry od razu dziękuje i do zobaczenia 21 lipca. :)