Translate

poniedziałek, 29 grudnia 2014

3. Yet the more I want to kiss you

 Chodziłam po pokoju jak głupia i cieszyłam się z dzisiejszego wieczoru. Dawno już nie byłam na randce, nawet zapomniałam jak to już wygląda. Jak miałam się w ogóle ubrać? Przecież nie wiedziałam gdzie mnie zabiera. Postanowiłam założyć coś w miarę przyzwoitego, nie za bardzo eleganckiego i nie za bardzo sportowego. Po długich poszukiwaniach znalazłam coś raczej odpowiedniego do naszego spotkania. Założyłam czarne baleriny, jasne, bardzo wąskie jeansy z przetarciami oraz białą koszulę z delikatnym dekoltem i rękawem do połowy łokcia. Włosy po prostu rozpuściłam. Miałam jeszcze chwile czasu, a więc chodziłam po pokoju od jednej ściany aż do drugiej. W końcu przytrzymałam się przy jednym z okien, którego widok wyprowadzał wprost na okno domu Ryana. A dokładnie na jego pokój.
- Jak mogłam zapomnieć - wyszeptałam pod nosem. Rolety były odsunięte więc postanowiłam bardziej się przyjrzeć. Zobaczyłam stojącego chłopaka tyłem do okna bez koszulki. Jak mogłam się domyśleć był to chłopak, z którym dzisiaj idę na randkę. Na samą myśl o tym przygryzłam wargi. 
Jak on był seksownie zbudowany. Był po prostu męski, a to chyba zaczynało mnie w nim kręcić. 
Właśnie zaczął zakładać na siebie zwykły biały podkoszulek, w którym i tak wyglądał świetnie. Nagle chłopak odwrócił się wprost do okna. Szybko upadłam na ziemie. Nie mógł mnie przecież zauważyć jak podglądam go przez okno. Nie zdążył mnie zauważyć na pewno. Postanowiłam zostać w takiej pozycji na ziemi dopóki nie usłyszę dzwonka do drzwi. Minęło jeszcze trochę czasu zanim go usłyszałam. 
Gdy dźwięk dzwonka poniósł się po całej powierzchni domu zeszłam powoli na dół. Nie chciałam iść za szybko, aby nie pomyślał, że za bardzo się cieszę z naszego spotkania. Otworzyłam szeroko drzwi.
- Hej - odparłam z uśmiechem na twarzy.
- Hej. Następnym razem jak będziesz szpiegowała mnie przez okno to rób to dyskretniej - powiedział Ryan z szerokim uśmiechem na twarzy.
- Umm.. ale nie rozumiem...
- Nie udawaj - zaśmiał się kolejny raz. - Przecież nic nie szkodzi. Gdybym mógł sam bym siebie podglądał, ale niestety zostają mi tylko lustra - zaśmiał się po raz kolejny, a tym razem ja wraz z nim.
Ruszyliśmy w końcu z drzwi wejściowych mojej babci przed siebie.
- Hm, to gdzie mnie zabierasz?
- Hm, to ja muszę Cię gdzieś zabrać? - droczył się ze mną z uśmiechem na twarzy.
- Jeżeli mnie zaprosiłeś to tak - uśmiechnęłam się.
- W takim razie co powiesz na kino? 
- Kino? Brzmi okej.
- Tylko nie takie typowe. U nas w Stratford co weekend organizują kino na świeżym powietrzu obok miejskiego ratuszu. Jednak nic nowoczesnego, a zobaczysz, ma swój klimat.
- Z miłą chęcią to zobaczę.
- Więc, jak Ci się podoba w mieście? Wiesz, dawno tu nie byłaś - zapytał Ryan.
- Jest bardzo podobnie jak te kilka lat temu, ale uwierz zaczyna mi się coraz bardziej tu podobać od kilku godzin - spojrzałam na niego i uśmiechnęłam się. No nie Alison, Ty znowu flirtujesz. Dopiero doszło do mnie co powiedziałam i ze skrępowania schowałam usta do środka tworząc z nich cienką linie. Ryan na te słowa tylko spojrzał na mnie z góry i uśmiechnął się delikatnie pokazując przy tym swoją równe, białe zęby.
- Cieszę się, że Ci się podoba. W sumie co się dziwić jak mieszkają tutaj tacy przystojniacy - udał, że poprawia przy tym swój kołnierzyk i oboje parsknęliśmy śmiechem. - A jak ludzie? Już chyba kilka osób poznałaś. Tutaj fajniejsi czy u Ciebie w Nashville?
- Poznałam kilka osób, na ogól wszyscy w porządku, ale jestem pewien chłopak, który mnie mocno drażni, Uwierz, jaki on jest denerwujący. Myśli, że pozjadał wszystkie rozumy - mówiłam to z przejęciem, które u mojego towarzysza wywołało delikatny uśmiech.
- Wszędzie można znaleźć osobę, która irytuje Cię bardziej niż ktokolwiek inny. Masz przed sobą całe wakacje. Poznasz wielu, ciekawych ludzi - oznajmił mi. - Zabiorę Cię niedługo ze swoimi kumplami na kręgle. Tam można poznać wiele osób. Zapoznam Cię z moim najlepszym przyjacielem, Justinem. Świetny chłopak. Polubicie się.
Słucham? Justinem? Błagam... niech to będzie zbieg okoliczności.
- Justinem? - zapytałam zdezorientowana.
- Tak, Justin Bieber. U niego była ostatnio huczna impreza. Podobno byłaś. Poznaliście się?
No nie, ja prawie mu opowiedziała jak ten chłopak działa mi na nerwy, a on oznajmia mi, że to jego najlepszy przyjaciel.
- Tak, zamieniliśmy dwa słowa tylko - skłamałam. Po prostu chciałam uniknąć różnych wypytywań i tego typu rzeczy. 
- Mówię, zabiorę Cię niedługo na kręgle. Zobaczysz, będzie super.
- Na pewno - posłałam sztuczny uśmiech.
Dotarliśmy na miejsce. Plac był duży, stał na nim przeogromny ekran, a naprzeciw temu po prostu duża przestrzeń z równo wykoszoną trawą. Nie spodziewałam się, że będzie tak dużo ludzi.
- Nie wiedziałam, że Stratford posiada aż tyle mieszkańców - powiedziałam nieco zaskoczona.
- Stratford ma wiele tajemnic - uśmiechnął się.
Wybraliśmy sobie miejsce mniej więcej w środku całego trawnika. Gdy tylko dobrze się usadowiliśmy puścili film. Tytuł jego to " Pamiętnik". Oglądałam już chyba 5 razy, ale mogłam i jeszcze raz. 
Ryan był ciągle wpatrzony w ekran, a ja, czasem znudzona niektórymi fragmentami spoglądałam na niego. Mogłam mu się dokładnie przyjrzeć. 
Ma mały nos jak na chłopaka, ale taki zgrabniutki. Włosy postawione w górę, ale bez żadnego ładu co moim zdaniem wyglądało dosyć seksownie w jego wykonaniu. Nie ma dużych ust, ale małych też nie. Są one bardziej cienkie. No wiecie o co mi chodzi, ale gdy wykręca je na którąś gdy myśli to są one zachętą do tego, aby tylko podejść i zacząć je całować. Szczękę ma dosyć mocno zarysowaną co jest dziwne jak na chłopaka w tym wieku, ale to oznaka męskości. Zaczęłam zjeżdżać wzrokiem niżej. Ręce miał odsunięte do tyłu, bo na nich się podpierał. Były widoczne na nich mięśnie, a na nich odstające żyły co moim zdaniem jest również seksowne.
- Coś nie tak? Jestem brudny czy coś w tym stylu?- zapytał zdezorientowany Ryan? No nie, znów mnie przyłapał jak mu się przyglądam. Pokiwałam tylko głową na znak, że wszystko jest w porządku i sama odwróciłam wzrok w stronę ekranu przygryzając delikatnie wargi by nie zacząć się śmiać z niezręcznej sytuacji, która miała przed chwilą miejsce. 
Po tym wydarzeniu nie odważyłam się więcej przyglądać Ryanowi. Mimo tego, seans minął niesamowicie szybko. 
- Jak się podobało? - zapytał kolega w drodze powrotnej.
- Pytasz o film?
- A o co by innego?
- Tak samo fajny i ciekawy jak pięć poprzednich razy - zaśmiałam się delikatnie przygryzając przy tym delikatnie jedną ze stron wargi.
- Już widziałaś? - zapytał drapiąc się za kark. - Mogłaś powiedzieć, zabrałbym Ciebie gdzie indziej. Zapewne się nudziłaś.
- Uspokój się Ryan. Uwielbiam ten film i mogę wiele razy go oglądać i uwierz, ale wcale się nie nudziłam - złapałam go przy tym za ramie na co on się uśmiechnął. Szybko zorientowałam się co zrobiłam i automatycznie puściłam go z mojego uścisku. Szliśmy i rozmawialiśmy o najprostszych rzeczach, które o dziwo nas nie nudziły. Przyznam, dogadywaliśmy się z każdym słowem i z każdym zdaniem coraz lepiej.
- Jak basen pięknie wygląda nocą - podeszłam do zamkniętego, metalowego ogrodzenia, które oddzielało basen. Wyglądał pięknie, bo był pięknie oświetlony w różnych kolorach.
- Pięknie? Tak samo jak zawsze - mówił Ryan stając tuż krok za mną.
- Nie robi to na Ciebie wrażenie, bo masz to codziennie. Zaufaj mi, ma to swój wewnętrzny klimat - stanęłam jeszcze bliżej ogrodzenia opierając na nim swoje czoło.
- Chcesz wejść? - wyszeptał od tyłu w moje ucho, a przez moje ciało przeszły ciarki.
- Jak? Przecież jest zamknięte i nieczynne.
- Niczego się jeszcze nie nauczyłaś - zaśmiał się po czym wskoczył na ogrodzenie, które nie było wcale takie niskie.
- Co Ty wyprawiasz ? - zapytałam ze śmiechem w głosie.
- Podoba Ci się o tej porze na basenie to wskakuj na ogrodzenie i idziemy pływać.
- Jesteś szalony - odparłam i zaczęłam się wspinać tuż za Ryanem. Dosyć sprawnie nam poszło przeskakiwanie przez płot.
- To co, na bombę? - zapytał patrząc na mnie z góry Ryan i złapał mnie za dłoń. Pokiwałam głową na zgodę i zaczęliśmy biec w stronę basenu i będąc na granicy skoczyliśmy do wody. Płynęłam jeszcze chwilę pod wodą zanim wynurzyłam się na środku basenu. 
- Jak tutaj jest cudownie - krzyknęłam z całych sił, aby wydobyć z siebie wszystkie emocje, które trzymam od dawna.
- Podoba Ci się ? - zapytał gdy tylko wynurzył się przede mną.
- Tak! Jest ekstra.
Przez chwilę patrzył na mnie z miną typu niedowierzania, że właśnie stoję przed nim. Po chwili zniżył swą głowę do mojego poziomu i od naszych ust dzieliły centymetry.
- Od małego chciałem Cię pocałować - wyszeptał mi w usta. - Nawet nie wiesz jak bardzo. Po dzisiejszym dniu jeszcze bardziej chce się pocałować - teraz dzieliły nas już milimetry. Czułam jego oddech i miętową gumę do żucia.
- Ale nie zrobiłem tego wtedy i nie zrobię tego teraz - dodał, po czym odsunął się trochę dalej ode mnie. - Coś na co dłużej czekamy smakuje o wiele lepiej, a więc chce poczekać - posłał mi jedynie swój delikatny uśmiech, odwrócił się plecami i ruszył w stronę krańca basenu. Zaczęłam iść za nim wolnym krokiem i pełna myśli co teraz się stało. Uwierzcie, stojąc tam czułam milion motyli w moim brzuchu. Musiałam wyglądać teraz śmiesznie, miałam zapewne czerwone policzki i uśmiechałam się sama do siebie. 
Przeszliśmy przez bramę i ruszyliśmy w stronę swoich domów. 
- Drzwi do domu już chyba nie muszę Ci otwierać? 
- Nie, nie musisz - zaśmiałam się delikatnie na co on odpowiedział tym samym.
- Mam nadzieję, że mogę powiedzieć, że spotkamy się niedługo?
- Oczywiście - powiedziałam przygryzając delikatnie jedną stronę dolnej wargi.
- W takim razie do zobaczenia niebawem - na pożegnanie objął mnie delikatnie, następnie popatrzył się na mnie z góry takim samym wzrokiem jak nad basenem i odszedł. 
Nie mogłam opanować swoich emocji i tego jak jeden wieczór sprawił mi tyle radości.
- Babciu! - krzyknęłam przepełniona radością i z nadzieją, że opowiem wszystko babci, a ona będzie szczęśliwa wraz ze mną.
- Jestem w salonie Alison - odkrzyknęła. Weszłam energicznie do pokoju chcąc powiedzieć, że Ryan Reynolds mnie prawie pocałował, ale na szczęście się powstrzymałam i zauważyła jak moja babcia siedzi z jakąś panią.
- O witam - powiedziałam już nieco spokojniejszym głosem.
- Oo, to jest Alison. Miałaś rację, że ładna z niej dziewczyna. Jestem Diane, koleżanka Twojej babci - wysunęła kobieta dłoń przede mną na przywitanie.
- Miło mi Panią poznać - uścisnęłam delikatnie jej dłoń.
- Słuchaj Alison, Diane przywiózł jej wnuczek, siedzi u nas z tyłu na tarasie. Idź z nim posiedź, aby mu nudno nie było.
- Oczywiście - uśmiechnęłam się. Normalnie też bym to zrobiła, ale w środku bym narzekała jak to mi się nie chce, ale nie dziś. Miałam zbyt dobry humor aby go zepsuć. 
- Cześć - powiedziałam radośnie do siedzącego chłopak na huśtawce na tarasie.
- Cześć - kiedy odwrócił głowę zauważyłam, że my się jednak znamy.
- Justin? Diane to Twoja babcia? - zapytałam lekko zszokowana.
- Tak, poprosiła abym ją zawiózł - odparł z lekkim uśmiechem w moją stronę. Uwierzcie, ale nawet on nie mógł mi dzisiaj zepsuć tego dnia. Usiadła obok niego i odepchnęłam delikatnie nogi z podłogi po czym huśtawka udała się delikatnie w ruch. 
- Jak było na randce z Ryanem? - spytał z uśmiechem na twarzy.
- Skąd wiesz, że byliśmy na randce?
- Zdążył się pochwalić - zaśmiał się delikatnie przy czym ja też.
- Oh, to nie była wcale randka
- Gdyby to nie była randka byś nie uśmiechała się tak teraz jak to robisz - wskazał delikatnie na moje usta, a ja z zawstydzenia ułożyłam je w cienką linie. Nic mu na to nie odpowiedziałam. Przez jakąś chwilę oboje siedzieliśmy w ciszy patrząc się przed siebie. 
- Ryan to super chłopak - odparł Justin
- Słucham?
- Mówię, że to super chłopak.
- Wiem, usłyszałam, ale dlaczego mi to mówisz?
- Chcę abyś wiedziała, jest moim przyjacielem i życzę mu jak najlepiej.
- Um.. okej - odpowiedziała lekko zdezorientowana jego nagłą wypowiedzią.
- Dobrze się chyba bawiliście - na jego twarzy pojawił się szczery uśmiech i zaczął poruszać brwiami w górę i w dół.
- O czym ty mówi..- nie zdążyłam nawet zapytać i już wiedziałam o co chodzi. 
Spojrzałam na swój dekolt, a spod mojej całej mokrej koszuli prześwitywał się czarny stanik.
- Dupek - zaśmiałam się głośno i przykryłam kocem, który leżał między nami. Justin jedynie też się zaśmiał i pokiwał głową.
- Wiesz co Justin, jednak jesteś w porządku - odparłam.
- Dzięki, że w końcu tak uważasz.
- Justin! Wracamy już - można było usłyszeć delikatny krzyk jego babci z domu.
- Więc - wstał - muszę już lecieć.
- Tak, wiem... Hm, Twoja babcia dlaczego nie może prowadzić? - zapytałam z czystej ciekawości.
- Moja babcia jest dobrym kierowcą - spojrzał na mnie, uśmiechnął się i ruszył w stronę drzwi. Chwile pomyślałam nad jego słowami i zaśmiałam się pod nosem
- Niemożliwy chłopak - zaśmiałam się jeszcze raz.
__________________________________
 Trochę długi wyszedł rozdział. Przepraszam, że tak późno, ale trochę kłopoty ze zdrowiem przeszkadzają. 
Kolejny rozdział 1-2.01.2015r.
Zapraszam na mojego twittera: https://twitter.com/hellofreekiss
będą się pojawiały informację co do bloga.
Pozostawiajcie komentarze.
Do kolejnego <3

niedziela, 28 grudnia 2014

2.2 You are exactly the same

 Po wczorajszej, niezręcznej sytuacji szybko wróciłam do domu. Nawet nie chciałam nikomu tego opowiadać. Wolałam miło i przyjaźnie spędzić wakacje niż użerać się z jakimś rozpieszczonym przez rodziców dzieciakiem. Wstałam dzisiaj z nadzieją na jakiś normalny, spokojny dzień. Nawet tak się zaczął. Babcia przygotowała mi pyszne śniadanie, spędziłam poranek czytając kolejną książkę, po czym dostałam smsa od Emmy.
OD: Emma
 O 13 widzimy się na skrzyżowaniu naszych ulic. Załóż ładny strój, idziemy na basen :D
Basen? Zapowiada się ciekawie.
DO: Emma
 Nie musisz dwa razy powtarzać. Będę :)
Spojrzałam przypadkowo na zegarek, potem jeszcze raz i zauważyłam, że mam tylko pół godziny na przygotowanie się. Włosy związałam w wysoki kucyk, założyłam najładniejszy strój kąpielowy jaki tutaj wzięłam, a na to zwykłe ubrania.
Nim się obejrzałam wraz z Emmą znajdowałyśmy na miejskim basenie. Przyznam, robił wrażenie. Powierzchnia była ogromna, a na niej jeden przeogromny basen, obok niego drugi w takiej samej wielkości, a trochę dalej brodzik dla dzieci. Dookoła znajdowały się leżaki, bary z jedzeniem oraz butki z lodami. To miasto miało swój klimat. Zaczynało mi się tutaj podobać.
Zajęłyśmy sobie dwa leżaki, zostawiłyśmy na nich rzeczy, a następnie zdjęłyśmy ubrania. Spojrzałyśmy na siebie i wiedziałyśmy co mamy teraz zrobić. Chwyciłyśmy się za ręce i z rozbiegu wskoczyłyśmy na bombę do wody.
- To są właśnie wakacje - wyszeptałam wynurzając się spod wody.
- Niezły skok - powiedział nieznany mi głos za naszymi plecami. Szybko się obróciłyśmy, a za nami stał chłopak. Wydawało mi się, że gdzieś już go widziałam.
- Alison? - zapytał z niedowierzaniem.
- Ryan? - zapytałam również z takim samym zaskoczeniem jak chłopak. Ryan mieszkał dom obok mojej babci. Kiedyś jak tu bywałam również się z nim bawiłam, jeżeli można było to nazwać zabawą. Graliśmy razem w berka na ulicy przed naszymi domami, a gdy on mnie łapał uznawałam, że oszukuję i biłam go swoimi małymi rączkami.
- Ile to już lat minęło. Ale widzę, nic straconego. Tak samo piękna i urocza jak za starych czasów - jedynie zarumieniłam się na jego słowa. Przyznam, on również wyglądał niesamowicie. Kiedyś zawsze był chudą ciamajdą, a teraz zupełne przeciwieństwo.
- Nic nie wspomniałaś Emma, że Alison przyjeżdża - odparł.
- Sama nie wiedziałam.
- Może spotkamy się dzisiaj wieczorem? - zapytał patrząc prosto mi w oczy. Mogłam zauważyć jak ma niezwykle, błękitne tęczówki. Przyznam, z wyglądu był chłopakiem idealnym. Czułam, że robię się czerwona na twarzy jak burak.
- Jasne - starałam się odpowiedzieć jak najbardziej naturalnie.
- Wpadnę po Ciebie o 8 wieczorem - zasugerował, a następnie odszedł z grupką przypakowanych kolesi. Z Emmą spojrzałyśmy na siebie i obie zaczęłyśmy cieszyć się do siebie jak głupie.
Jednak miałam racje: wakacje tutaj nie mogą być takie złe.

Oczami Justina:
- Dobra chłopaki, idziemy do basenu - powiedziałem swoim kolegom po czym ruszyliśmy w stronę niego. Po chwili jednak się zatrzymałem. Zauważyłem Alison. Nie było trudno jej zauważyć, była naprawdę ładna,a do tego miała boskie ciało. Mimo, że nie chciałem tego przyznać na głos, ponieważ ta laska denerwowała mnie chyba tak sam jak ja ją i dodatkowo pierwszego dnia widziała jak prawie przeleciałem jedną dziewczynę. Niestety nie udało mi się. Dziewczyna zdenerwowała się, że ktoś nas przyłapał i wyszła. Ale wracając do Alison, wyróżniała się wśród dziewczyn ze Stratford. Miała przede wszystkim bardziej delikatne rysy twarzy i spokojny uśmiech. Przypatrzyłem się jej jeszcze raz gdy zauważyłem, że stoi ona z Ryanem Reynoldsem, z moim najlepszym przyjacielem. Skąd się oni znają? Tylko to pytanie przychodziło mi do głowy.
- Idziesz Bieber? - zapytał jeden z chłopaków.
- Jasne, za chwile do was dołączę - zauważyłem wychodzącą Alison z basenu, a więc miałem zamiar ją złapać i jednak przeprosić za moje brzydkie zachowanie. Nie było to w moim stylu, ale jednak coś mi podpowiadało, że tak będzie słusznie. Poczekałem, aż podejdzie w takie miejsce gdzie nie będzie wiele osób. Nie chciałem, aby ktoś zauważył jak rozmawiamy. W szczególności Ryan.
- Idealnie - wyszeptałem z lekkim uśmiechem na twarzy. Alison stanęła między budkami. Nikt nie mógł nas zauważyć. Podszedłem do niej od tyłu.
- Nie powinnaś się tutaj kręcić sama - wyszeptałem jej subtelnie w ucho. Gwałtownie się odwróciła i widząc moją twarz natychmiast na jej ustach pojawił się grymas.
- Czego chcesz Bieber? - zapytała ostro.
- Może milej Fitzgerald.
- Nie mam czasu na Twoje gierki.
- Spokojnie. Nie miło zaczęliśmy znajomość, ale mimo wszystko chciałbym Ciebie przeprosić za to, że zobaczyłaś więcej niż powinnaś.
- Coś jeszcze? - byłem lekko zszokowany jej pytaniem. Myślałem, że zacznie na mnie się wydzierać w stylu jakim to ja dupkiem jestem.
- Coś jeszcze?- zapytałem z niedowierzaniem- A może coś w stylu: ojej wybaczam Ci Justin - wypowiedziałem udając jej głos. Alison tylko parsknęła mi ironicznym śmiechem w twarz.
- Nie mamy o czym rozmawiać Bieber - wyszeptała, a po tym odeszła.
Nie rozumiem tej dziewczyny, jest nie do zrozumienia. Postanowiłem to olać. Co będę zamartwiać się jakąś panienką z USA. Wróciłem do chłopaków. Był już z nimi Ryan. Od razu zauważyłem jego nietypowo szczęśliwą minę.
- Co tam Reynolds? - zapytałem. On jedynie na mnie spojrzał. Był zdezorientowany. Chyba nie czuł tego jak sam do siebie cieszy buzię. 
- Co nie odpowiadasz? Jesteś dzisiaj wyjątkowo szczęśliwy - odparłem z uśmiechem na ustach, aby poczuł, że jest to po prostu moja ciekawość, a nie to, że chcę mu w jakiś sposób dojechać. Mimo tego, że byliśmy najlepszymi przyjaciółmi to często potrafiliśmy się spinać do siebie o byle gówno.
- Um.. no bo wiesz... mam chyba dzisiaj randkę - powiedział delikatnym głosem drapiąc się przy tym w kark.
- Randkę? Z kim? - no nie, mój przyjaciel się z kimś spotyka a ja nie? 
- Z dziewczyną, a z kim innym niby Bieber - wypowiedział z ironią przepełnioną w głosie. - Przyjechała niedawna tutaj do rodziny na wakacje, jest z Nashville. Znamy się jeszcze z dzieciństwa, ale mówię Ci stary, taka z niej laska.. - nie zdążył jeszcze opowiadać jaka to z niej super dziewczyna, a ja wiedziałem o kim mówi.
- Z Alison Fitzgerald? - wypowiedziałem chyba zbyt głośno to, ponieważ kilka osób aż się obejrzało za nami.
No pięknie... Ryan Reynolds umówił się z Alison na randkę.
____________________________________________

Rozdział nie jest zbyt długi, ponieważ jest drugą częścią wcześniejszego. Nie jest za bardzo ciekawy niestety. Ale co myślicie o tym, że Alison idzie na randkę z najlepszym przyjacielem Justina?

Kolejny rozdział zapowiada się naprawdę ciekawie. Pojawi się on 29-30.12.2014r.
A więc do zobaczenia wkrótce! :)

czwartek, 25 grudnia 2014

2.1. You are exactly the same

 Nie miałam zamiaru opuścić imprezy przez jakiegoś dupka, nawet mimo tego, że była ona u niego w domu. Zgubiłam właśnie Emme z oczu, a więc postanowiłam podejść do jakiegoś stoliku z napojami i tam na nią poczekać. Nalałam sobie przy okazji ładnie wyglądającego napoju. Po pierwszy łyku poczułam, że jest to piwo. Szybko wypiłam cały kubeczek.
- Radzę Ci spróbować piwa z tamtych butelek. Nasz kanadyjski produkt - powiedział ze słodkim, angielskim akcentem przystojniak przede mną. Poczułam jak moje policzki automatycznie się rumienią. Często tak mam, gdy jakieś ciacho ma zamiar do mnie zagadać.
-Um, dzięki. Będę miała jeszcze czas - uśmiechnęłam się.
- No nieźle Alison, jesteś tutaj kilka godzin, a już podrywasz chłopaków - mówił mi mój głos w głowie.
- Jestem Mike-wyciągnął przede mną swoją dłoń.
- Jestem Ali..- nawet nie zdążyłam dokończyć swojego imienia, gdy ktoś nam przerwał.
- Nie gadaj z nim nawet. To dupek - odwróciłam wzrok by zobaczyć kto przerwał mi bardzo miłą rozmowę z chłopakiem.
- Odezwał się ten co nie jest dupkiem - jak ten Bieber mnie irytuje. Po co się w ogóle wtrąca? 
- Nie mówimy teraz o mnie. Nie gadaj z nim.
- No nieładnie Justin, tak od razu zniechęcać koleżanki do Stratford. Postarałbyś się być miły - odparł Mike.
- O ile się nie mylę to nie rozmawiamy ze sobą.
-Kolegę odtrącasz?- zapytał Mike. Ja tylko przyglądałam się ich spiętej rozmowie. Można było wyczuć nutkę nienawiści między tymi chłopakami.
- Kolegami też nie jesteśmy -odparł sucho Justin - A więc możesz się wynosić. 
Mike jedynie zaśmiał się pod nosem i odszedł od nas. Justin chciał już odejść od stolika przy którym stałam, ale musiałam mu przerwać.
- Co to miało do cholery być? - spytałam ze złością.
On jedynie stanął, ale nie odwrócił się w moją stronę. Kiwał swoją głową z niedowierzania.
- Jeżeli chcesz mieć fajne wakacje i nie zawieść się to po prostu uważaj na ludzi. Pomogłem Ci tylko. Nie dziękuj.
- A za co ja mam Ci dziękować?- stanęłam przed chłopakiem, aby móc spojrzeć mu w oczy.- Nie jestem małą dziewczynką i sama umiem dobierać sobie znajomych.
- Najwidoczniej nie - powiedział z lekkim śmiechem w głosie i odszedł wśród ludzi. 
Ten chłopak jest za bardzo irytujący. Współczuję wszystkim co muszą mieć z nim codziennie styczność.
- Alison!-zauważyłam podchodzącą do mnie Emme.
- Gdzie Ty byłaś? Szukałam Cię.
- Musiałam wyjść do łazienki. Powiedz mi lepiej co to była za rozmowa między wami trzema.

 Opowiedziałam swojej koleżance co się dzisiaj wydarzyło, a ona wtajemniczyła mnie w historię dlaczego Justin i Mike są na siebie tacy źli.
- WOW! Poczekaj.. dobrze zrozumiałam: Mike i Justin byli kiedyś najlepszymi przyjaciółmi. Mike był o wszystko zazdrosny co miał Justin, ponieważ zawsze był we wszystkim lepszy, zawsze miał więcej przyjaciół, miał najfajniejszą dziewczynę ze Stratford, a gdy Justin został na dodatek kapitanem drużyny w kosza to Mike się zdenerwował, a więc w zamian poderwał Biebera dziewczynę i ona go zdradziła z Mike'em i on teraz mści się za wszystko? - zapytał nieco pogubiona. Przecież to gorsza historia niż z opery mydlanej albo z meksykańskich seriali. A oglądałam kiedyś taki. Nic tam nie można było zrozumieć, bo wszystko było tak pokręcone.
- Dokładnie tak. 
Może byłam zbyt ostra dla Justina. Chciał dobrze. Dalej nie wiem dlaczego, ale zachował się bardzo w porządku. Powinnam mu podziękować za to, że mnie ostrzegł. 
- Dziękuję za to, że mi to opowiedziałaś. Idę podziękować za to Justinowi. Zachował się w porządku.
- Jasne, poszukaj go, a ja będę tutaj się gdzieś kręciła - oznajmiła Emma. Przytuliłam dziewczynę za to, że opowiedziała mi tą historię. Nieco się zdziwiła. U mnie w Nashville zawsze przytulamy się po opowiedzeniu historii, która nie jest łatwa. Myślę, że ja i Emma możemy zostać przyjaciółkami. Naprawdę dobrze się dogadujemy. 
Poszłam szukać więc Justina. Nie mogłam go znaleźć przez dłuższy czas.
- Hej, wiesz może gdzie jest Bieber? - zapytałam przypadkowego chłopaka, który stał najbliżej.
- Hej. Po co Ci Bieber jak ja tutaj jestem ślicznotko - ugh, czy wszyscy muszą być tutaj tak bardzo pewni siebie?
- Nie, dzięki. To wiesz czy nie? - zapytałam ostro.
- Nie spinaj się. Na górze pewnie - zaśmiał się chłopak i poszedł dalej. 
Nie zwróciłam uwagi na jego śmiech. Weszłam po schodach na górę. 
- Justin?- pytałam w wypełniony korytarz ludźmi. Nikt mi nie odpowiedział. Zaczęłam więc zaglądać po pokojach. 
- Justin?- zapytałam wchodząc do jednego z pomieszczeń. Była to łazienka. Cała zadymiona. Zobaczyłam jedynie grupkę 3 chłopaków palących jakieś zielsko. Na pewno go tu nie było, a więc wyszłam.
- Justin? - zapytałam cicho wchodząc do kolejnego pokoju. 
-Dlaczego ja tu weszłam?- zapytałam siebie i przeklnęłam samą siebie w duszy. Zastałam jakiś młodych napaleńców w łóżku, którzy nawet nie zauważyli, że tam weszłam. Tak jak szybko się tam pojawiłam to tak samo szybko wyszłam. Fuuu. Straciłam już nadzieję, że go dzisiaj znajdę w tym tłumie, ale zajrzałam do jeszcze jednego pokoju.
- Justin?- zapytałam wchodząc jak się domyśliłam do pokoju Justina, bo w oczy rzucił mi się ogromny plakat Michaela Jordana. Ale co tam zobaczyłam to się dopiero zdziwiłam. Bieber leżał w samych bokserkach na łóżku, a przed nim jakaś zgrabna panienka robiła striptiz. Stała w samej bieliźnie, miała już zdejmować stanik, ale chyba im przerwałam.
- Co jest grane? - spytała prawie naga dziewczyna. Justin na mój widok automatycznie się podniósł, założył koszulkę i chciał zacząć coś mówić, ale nie dałam mu dojść do słowa.
- A to niby Mike jest dupkiem. Nie prawda. Jesteście dokładnie tacy sami - wytknęłam mu to wypowiadając słowa z obrzydzeniem. Jednak nie pomyliłam się co do jego osoby. Jest dokładni taki jak na samym początku pomyślałam. 
- Alison, to nie tak jak myślisz - próbował coś powiedzieć. Ja jedynie spojrzałam na niego spod łba.
- Miłej zabawy - odpowiedziałam oschle i trzasnęłam drzwiami.
____________________________________________________________
 Dodałam kawałek rozdziału wcześniej, bo już sama nie mogłam się doczekać. Mam nadzieję, że Wam się podoba. Kolejna część już 28.12.2014. Postanowiłam dodać nieco szybciej. Nie ma szkoły, a więc jest na to czas. 
Liczę na wasze komentarze oraz pokazujcie znajomym. Mam nadzieje, że się podoba.
Do kolejnego Kochani :)

wtorek, 23 grudnia 2014

1. Not a nice start

-To tylko dwa miesiące- powiedziała mama zauważając moją zwiędnięta minę. 
Z czego tu się cieszyć. Rodzice wyjeżdżają na całe wakacje w sprawach służbowych na Islandię, a mnie wysyłają do babci. Podobno nie mogą mnie zostawić bez opieki w Nashville, ponieważ jest to nieodpowiedzialne i również przez całe moje "imprezowanie" nie mieliby do czego wrócić. Ciągle wypominają mi historię, gdy pojechali na weekend do Chicago, a ja zrobiłam mini imprezę w domu.
Znaczy się, miałam zamiar zrobić małą, dla kilku najbliższych przyjaciół. Niestety dowiedziało się o niej więcej i zjawiło się 50 osób. Rozwalili nam werandę, łazienkę, zwymiotowali na dywan mamy oraz rozkopali cały trawnik. Kilku chłopaków wypiło za dużo i dodatkowo coś zapalili i mieli wrażenie, że u nas w ogrodzie schowane są skarby. Jedyne co znaleźli to moje zabawki do piasku, które zakopałam mając 8 lat, po to, aby rodzice kupili mi nowe. 
-Dlaczego nie mogą polecieć z wami? Przecież byłaby to super przygoda, miałabym co opowiedzieć znajomym- zawsze po wakacjach, ze swoją paczką znajomych opowiadamy historie, które nam się przydarzyły.Każdy z nas chce przeżyć coś najciekawszego. A co ja opowiem im w tym roku? Byłam dwa miesiące u babci w Stratford w Kanadzie. Kocham moją babcię najmocniej na świecie, uważam ją nawet za moją przyjaciółkę, dzwonimy do siebie w każdy weekend i cieszę się z tego, że zobaczę ja w końcu, bo odkąd skończyłam 10 lat nigdy jeszcze tam nie wróciliśmy. Mama mi tłumaczyła, że jest to po prostu długa droga, a ona ma chorobę lokomocyjną, ale wiedziałam, że po prostu nie może znieść ciągłego słuchania jak babcia ją we wszystkim poprawia. Zawsze z tatą mamy przy tym niezły ubaw. 
-Wiesz, że nie możemy Cię zabrać. Nie będziesz siedziała całe dwa miesiące w hotelu. Nim obejrzysz się, a wakacje miną. A kto wie, może tutaj również przeżyjesz wiele ciekawych przygód- moja mama jest słaba w pocieszaniu jednak.
- Na pewno.
Podróż trwała wieki. Na szczęście wjeżdżaliśmy już do Stratford. Zmieniło się tu trochę od 6 lat. Wydawało się... ładniej. Dookoła było zielono, wokół masa ludzi kupujący na targach owoce i warzywa, pełno dzieci na placach zabawach, na boiskach od kosza pełno chłopaków bez koszulek.
-Może nie będzie tutaj tak źle- zasugerowałam samej sobie pod nosem. 
Nie ukrywam, było to małe miasto, ale miało swój wewnętrzny urok. Miało się wrażenie, że co się dzieje tutaj to na zawsze pozostaje tutaj. W końcu podjechaliśmy pod dom babci.
Też się trochę zmienił. Na trawniku była widoczna duża ilość róż. Babcia od zawsze je uwielbiała, a nawet opowiadała mi niedawno przez telefon, że zaczęła je hodować i że na pewno spodobają mi się.
Miała rację. Okna były nowsze, ale okiennice te same. Dalej miały swój piękny, wyrzeźbiony kształt. 
Wyskoczyłam szybko z drzwi samochodu
- Babciu!- nim się obejrzałam biegłam w stronę drzwi, które otworzyły się, gdy tylko podjechaliśmy pod dom.
-Alison! Moja mała ślicznotka- krzyczała babcia z radością tuląc mnie do siebie.
-Ale z Ciebie laska. Dokładnie taka sama jak jej babcia- zaśmiała się, a ja wraz z nią. Moja babcia zawsze była na luzie.  
-Paige, Carol!- krzyknęła babcia podnosząc ręce i schodząc przy tym z tarasu. Przywitała się z moimi rodzicami i zaczęła z nimi rozmowę od tego, że mama ma za jasno pomalowane włosy.
Zaczyna się dobrze, od początku się śmieje. Rodzice nie mogli długo czekać, ponieważ mieli niedługo samolot. Odstawili tylko moje rzeczy do pokoju w którym zawsze spałam jak tu byłam i odjechali.
Pokój wyglądał tak samo jak kiedyś. Widniała na nim blado różowa tapeta w delikatne róże, toaletka, która kiedyś wydawała mi się ogromna, ale teraz jest jakaś mała. Stała również komoda po lewej stronie od wejścia, w tym samym miejscu co 6 lat temu ją przesunęłam spod okna, ponieważ uważałam, że ona tam nie pasuje. Tym razem pod oknami stało duże łoże z metalowymi obręczami. 
-Nie chciałam nic zmieniać, chciałam abyś poczuła się jak kiedyś- wyszeptała babcia zza placów. Podskoczyłam z zaskoczenia, bo nie wiedziałam, że za mną jest.
-Jest w porządku babciu. Dalej mi się tutaj podoba- puściłam do niej delikatny uśmiech. 
-Chodź, pójdziesz ze mną na targ. Muszę kupić trochę owoców, a wieczorem zrobimy z nich Twoją ulubioną sałatkę.
-Doskonale wiesz jak mnie przywitać babciu- uśmiechnęłam się od ucha do ucha i przytuliłam się do babci- cieszę się, że tutaj jestem- pocałowała mnie przy tym w czoło i ruszyłyśmy na zakupy.
W Stratford wszyscy się znali, nie dało się ukryć niczego tutaj przed sąsiadami co czyniło ich wszystkich, że żyli ze sobą naprawdę blisko. Chodząc z babcią między straganami zauważyłam znajomą twarz.
-Meredith!- krzyknęła kobieta stojąca przed nami 10 metrów. Ją też skądś kojarzyłam, ale dlaczego woła moją babcie i dlaczego stoi z tą dziewczyną co chyba ją znam.
-Oo, Veronica- radośnie przywitała moja babcia kobietę przed nami. 
-Tutaj sprzedają najlepsze jagody. Polecam. Są naprawdę znakomite - i nagle wzrok kobiety przeniósł się na mnie. Przeleciała mnie wzrokiem od góry do dołu.
-To Alison? Matko jak ona wyrosła, ale cóż za piękna z niej dziewczyna.
-Alison, to jest Veronica. Moja przyjaciółka, pamiętasz może jak ostatni raz tu byłaś to codziennie rano wybierałyśmy się na rowery właśnie z Veronicą i jej wnuczką Emmą.
Codziennie kopałyście u nas tunele w piasku- i wszystko mi się rozjaśniło. Stąd znałam te kobiety.
-Jasne, pamiętam. Miło was znów widzieć- posłałam szeroki uśmiech do obu kobiet stojących przede mną.
-Emma, może weź Alison i pokaż jej okolice, dawno tutaj nie była, a my obie pójdziemy na zakupy- szturchnęła łokciem pani Veronica drobną dziewczynę obok siebie.
-Jasne. Chodź- wskazała mi Emma swoją głową drogę w którą mamy się kierować. Po kilku minutach niezręcznej ciszy w końcu się odezwała.
- Więc, na jak długo tutaj zostajesz?
-Całe dwa miesiące.
-To długo. Hm, może abyś nie nudziła się tutaj całe lato to chciałabyś pójść ze mną na imprezę. Będą ludzie w naszym wieku. Jest to impreza u Justina Biebera. Jest gwiazdą w tutejszym liceum. Wiesz, kapitan drużyny kosza i te sprawy, a dodatkowo bardzo przystojny - Emma dopowiadała jeszcze milion szczegółów, aby przekonać mnie jeszcze bardziej do tego abym poszła, ale gdy wypowiedziała słowo impreza to od razu wiedziałam, że się zgodzę. Zastanawiam się często, skąd u mnie duch imprezowiczki. Babcia mi zawsze mówi, że to po niej. Gdy była w moim wieku to potrafiła kilka dni z rzędu imprezować, ale gdy poznała dziadka to zaczęła je ograniczać. Ja jestem wybuchową mieszanką całej rodziny. Mimo tego, że uwielbiam imprezować weekendami w czasie roku szkolnego to zawsze znajduję czas na naukę. Nie chwaląc się mam bardzo dobre oceny. A to podobno mam po swoim tacie. Podziwiam go od maleńkiego. On wie dosłownie wszystko. Podobno też miał zawsze najlepsze stopnie w klasie. A po mamie odziedziczyłam urodę. Gdy ogląda się zdjęcia jak moja mama miała 16 lat to niczym się dosłowne nie różnimy. Po niej również mam to, że jestem trochę pyskata. Czasem uznaje to za zaletę, ale nie zawsze doceniają to nauczyciele w szkole.

Dobijał już wieczór, a ja już byłam gotowa na imprezę. Emma miała po mnie wpaść około 8 wieczorem. Usłyszałam tylko dzwonek do drzwi i zbiegłam na dół.
-Baw się dobrze!-krzyknęła babcia z kuchni przygotowując coś pysznego do jedzenia
-Na pewno będę- odpowiedziałam jej śmiejąc się i otworzyłam drzwi.
-Cześć! No to ruszamy na tą imprezę? -zapytałam
-Jasne. Dom Justina jest niedaleko stąd, a więc nie brałam samochodu. 
-Dziwnie się czuje idąc na imprezę do osoby której nie znam i będąc wśród ludzi, których również nie znam.
-Nie martw się. Na pewno Ci się spodoba. Na pewno to nie będzie taka impreza jakie masz w Naschville, ale nie powinno być gorzej- po krótkiej, motywującej rozmowie z Emmą dotarłyśmy do domu tajemniczego chłopaka.
Dom wyglądał jak każdy inny tutaj: dosyć duży, z ogromny tarasem i podwórkiem. Przechodząc na tył ogrodu dostałam lekkiego szoku. Myślałam, że nasze imprezy są wielkie, ale tutaj było ze sto osób.
- WOW-wypowiedziałam wytrzeszczając przy tym oczy.
-Dużo ludzi, nie? Ale co się dziwić, kto by nie chciał być tutaj- uśmiechnęła się pod nosem Emma.
-Cześć Emma. Co tak stoisz sztywno? Chodź wypijemy po dwa drinki i będziemy mogli się nieco zabawić.
-Nie ze mną te gierki Bieber- odpowiedziała sztywno moja koleżanka. A więc to był ten Justin u którego jest impreza. Przyznam, jest przystojny. Blondyn, ciemne oczy, dobrze umięśniony i z pięknym uśmiechem... szkoda, że nie pokazuje jakiegoś mądrego oblicza.
- Ouu, po co ten stres? Kija ktoś Ci między nogi wstawił czy okres?- zapytał z delikatnym uśmiechem na ustach jakby uważał, że jest zabawny i przy tym spojrzał na mnie. Przeleciał mnie wzrokiem z góry na dół przy czym powiedział
-A więc to Ty jesteś Alison.. no nieźle..
-Skąd wiesz kim jestem?
-Stratford to mała mieścina. Wiemy wszystko co tu ma się wydarzyć bądź kto nas odwiedzi.
-Ekstra-odpowiedziałam z ironią przepełnioną w głosie.
-Kolejna spięta dziewica. Zabaw się słonko dzisiaj. To będzie legendarna impreza.
-Ohh zamknij się. Nie jestem żadnym słonkiem, a przede wszystkim nie twoim. Po drugie kim ty jesteś aby się tak do nas odzywać? Wielka gwiazdka się znalazła- wybuchnęłam przed nim z krzykiem. Nie mogłam się powstrzymać, ale ten chłopak od pierwszego wypowiedzianego zdania zaczął mnie irytować. On tylko zaśmiał mi się w twarz i złapał mnie za podbródek i podszedł tak blisko, że dzieliły nas jedynie centymetry
-Posłuchaj mała, wygadana amerykanko. Jesteś u nas i grasz na naszych zasadach, a więc nie spinaj się- wyszeptał mi to w twarz. Patrzyłam jeszcze przez moment na jego czekoladowe tęczówki, a po chwili zepchnęłam jego rękę ze swojej twarzy i zaczęłam odchodzić biorąc za rękę Emmę.
-Bieber czy jak Ty tam- zawołałam jeszcze, a on odwrócił się w naszą stronę - gdy ja tu jestem to gramy na moich zasadach- pokazałam mu palcem i odeszłam wraz z Emmą od niego.

_____________________________
kolejny rozdział 30.12.2014
Jak myślicie co o co chodzi Alison? Na jakich jej zasadach? Dlaczego Bieber jest taki oschły?
Przypominam, że tutaj on nie jest sławny.


Witam


Jeżeli lubisz postać Justina Biebera i lubisz czytać takie opowiadania to dobrze trafiłaś. Mam nadzieję, że z czasem zainteresuje Cię moja historia o nim, która się tutaj pojawia. Post z bohaterami się nie pojawi, ponieważ nie jestem jeszcze pewna ilu ich będzie, ale gdy już będę pewna stałe obsady to to zrobię. Jedyne co mogę teraz dopisać to miłego czytania.
+ Posty będą pojawiały się co tydzień, jeżeli będzie jakiś inny termin na pewno zostanie to zamieszczone.

Mile widziane są różnego rodzaju komentarze. Polecajcie znajomym :)