- Wstawaj Alison! - zakryłam swoją twarz poduszką z nadzieją, że babcia da mi w końcu spokój.
- Alison! - krzyknęła z o wiele stanowczym głosem i zerwała ze mnie kołdrę.
- Przecież wstaje - wymruczałam.
- Właśnie widać - powiedziała z ironią. - Będziesz mi dzisiaj potrzebna. Lekko wysunęłam twarz spod poduszki, aby na nią spojrzeć czy mówi serio.
- W czym mam pomóc? - babcia usiadła na skraju łóżka i zaczęła mi opowiadać.
- Co roku w Stratford organizowany jest bal charytatywny, w którym udział bierze całe miasto, a pieniądze z biletów są przeznaczane na pobliski dom dziecka. W tym roku ja z Diane, Veronicą i grupką kilku kobiet jesteśmy głównymi organizatorkami.
- Cieszę się, ale dalej nie rozumiem po co ja jestem potrzebna?
- W tym rzecz, że jest to organizowane w tutejszym liceum i będziesz nam potrzebna w rozstawianiu krzeseł, stolików, dekorowaniu i takich innych podobnych rzeczach.
- Ou, nie ma sprawy - uśmiechnęłam się promieniście. Babcia pocałowała mnie w czoło i zaczęła odchodzić, ale w pewnym momencie obróciła się w moją stronę
- Zaproś Ryana - zasugerowała z delikatnym uśmieszkiem na twarzy.
- Słucham? - spytałam z identycznym uśmiechem.
- No dosyć często ze sobą czas spędzacie, będzie na pewno wam lepiej jak pójdziecie tam razem.
- Zaproszę go - powiedziałam na co Meredith znów się uśmiechnęła i wyszła ode mnie z pokoju. Jestem już tutaj dwa tygodnie, a ona już coś knuje, ale miała racje. Z Ryanem od naszego wyjścia do kina i nielegalnej kąpieli w basenie spędzamy praktycznie każdą wolną chwilę. Czasami sam na sam, a czasami z jego przyjaciółmi oraz Emmą.Nie jesteśmy w związku, ale jesteśmy na dobrej drodze. Nawet z Justinem mam dobry kontakt. Dogadujemy się naprawdę dobrze.
Szybko wybrałam numer do Ryana i nacisnęłam zieloną słuchawkę. Długo nie odbierał więc chodziłam po pokoju czekając zanim podniesie ten głupi telefon.
- Witam moje słoneczko. Jak dzień? - powiedział radosnym głosem na co automatycznie zaczęłam cieszyć się sama do siebie.
- Cześć. Nie jest źle. Dzwonię do Ciebie z taką prośbą, ale uwierz, jest nie do odrzucenia - na moje słowa chłopak się zaśmiał.
- Zamieniam się w słuch.
- Dziś jest bal charytatywny, który przygotowuje moja babcia...
- I co?
- No i tak pomyślałam...
- No co pomyślałaś?
- Że moglibyśmy no...
- No co?
- Razem pójść...
- Wiedziałem, że to powiesz - zaśmiał mi się w słuchawkę.
- To po co kazałeś mi kończyć tą wypowiedź?
- Chciałem zobaczyć jak mi to zaproponujesz.
- Dupek - zaśmiałam się.
- Bo jeszcze się nie zgodzę, więc bez takich - powiedział rozbawionym głosem.
- Nie masz wyboru - powiedziałam z pełnym przekonaniem.
- Tak? A to niby dlaczego?
- Bo doskonale wiem, że Ty chcesz tam ze mną pójść - wypowiadając te słowa przygryzłam delikatnie wargi.
- Rozgryzłaś mnie - jego uśmiech był nawet wyczuwalny przez telefon.
- Alison? - zapytał
- Hm?
- Jesteś seksowna jak przygryzasz tak wargi.
- Ale co?- zdążyłam tylko to wypowiedzieć i spojrzałam w końcu przed siebie, a nie w stopy. Stałam na przeciwko okna.
- Podglądasz mnie - zaśmiałam się.
- Nie, po prostu kręcisz się tam gdzie można Cię zobaczyć - zasłoniłam delikatnie rolety.
- Ten widok mi się już nie podoba - odparł Ryan. - No to co, wpadnę po Ciebie o 8 wieczorem?
- Spotkamy się na miejscu, bo muszę pomóc babci.
- Nie ma sprawy. To do zobaczenia.
- No pa - kliknęłam czerwoną słuchawkę. Jeszcze przez chwile chodziłam po pokoju po prostu się ciesząc. Po pewnym czasie ubrałam się w pierwsze co leżało na wierzchu i zeszłam na dół, zjadłam śniadanie i ruszyłyśmy z babcią do tutejszej szkoły.
Nie była tak duża jak u mnie w Nashville, ale małą też ją nie można było nazwać. Wszystko miało się odbyć na tutejszej sali gimnastycznej z tego powodu, że przychodzi na ten bal co roku bardzo duża liczba osób i po prostu w innym miejscu by się wszyscy nie zmieścili.
- Co wy tu robicie? - podeszłam do Justina i Emmy.
- Zapewne to samo co wy - odparł z uśmieszkiem na twarzy chłopak. Racja.. moje głupie pytanie. Po kilku godzinach pracy wszystko zaczęło nabierać wyglądu. Pod jedną ze ścian specjalna ekipa rozstawiła scenę. Dookoła innych ścian stały stoliki z jedzeniem, napojami i ponczem. Trochę od nich odsunięte, aby nie było ścisku stały okrągłe stoliki dla gości. Były przykryte białymi obrusami, a na każdym z nich stała niebieska świeca oraz biały wazon z niebieskimi kwiatami. Cały środek sali gimnastycznej był wolny, bo był przeznaczony do tańca. Na suficie, ścianach i kolumnach były obwiązane balony i serpentyny również w kolorze niebieskim i białym. Wszystko by było cudownie gdyby nie pogoda na zewnątrz. Dzisiaj cały dzień leje deszcz przez co niczego się nie chcę. Mieliśmy jeszcze kilka godzin do rozpoczęcia całego balu, a więc z Emmą z kolumn puściłyśmy muzykę. Akurat w głośnikach rozbrzmiała piosenka Seana Paula - Give It Up To me. Uwielbiam takie rytmy dlatego wpadłam na środek i zaczęłam tańczyć, a po chwili dołączyła do mnie Emma. Kiedyś jak byłam nieco młodsza to tańczyłam, a więc trochę wiedziałam jak się poruszać i zaczęłam delikatnie kręcić tyłeczkiem. Było to chyba dosyć seksowne, bo zauważyłam, że Bieber intensywnie mi się przygląda i przygryza przy tym dolną wargę. Jeżeli mu się to podoba to pokaże trochę więcej, a więc zaczęłam coraz szybciej kręcić swą pupą, a przy tym się seksownie poruszałam.
- Shawty, gdzie Ty się tak nauczyłaś ruszać - krzyknął Justin ze szczerym uśmiechem na twarzy. Stał opierając się tyłkiem o stolik i przyglądając się mi. Podeszłam do niego tanecznym krokiem, złapałam za rękę i zaczęłam go prowadzić na środek.
- Pokaż jak się ruszasz - odparłam nie przerywając tańczenia. Justin tylko pokiwał głową przez chwilę opierając się, że tego nie zrobi, ale po chwili uległ i zaczął poruszać się. Przyglądałam się temu jak on to robi przy tym stąpając z jednej nogi na drugą i klaszcząc w dłonie. Co jak co, ale Bieber naprawdę potrafi się poruszać. Jednak nie pozwolił mi tak stać i złapał mnie za dłoń i zaczęliśmy poruszać się w jednym rytmie. Chwytał mnie co chwilę za dłoń i obracał, a przy tym śmialiśmy się jak starzy znajomi. Obrócił mnie tak, że stałam tyłem do niego, złapał mnie za biodro i zaczęliśmy poruszać się w rytmie muzyki. Postanowiłam znowu podkreślić to co potrafię nieźle robić i zaczęłam delikatnie poruszać tyłkiem. Gdy tylko zaczynałam to robić Bieber uśmiechał się z miną, że nie wierzy, że serio to robię. Na koniec piosenki odsunął mnie od siebie, obrócił mnie po czym przyciągnął blisko siebie, że staliśmy twarzą w twarz. Nagle głośniki zgasły, a my staliśmy jeszcze przez 5 sekund nie ruszając się, a następnie w jednym czasie zaczęliśmy się śmiać.
- Gdzie Ty się nauczyłeś tak tańczyć? - zapytałam łapiąc się za brzuch próbując złapać oddech.
- Może lepiej powiedz mi, gdzie Ty się nauczyłaś? - powiedział również próbując złapać oddech. Oboje tylko do siebie się uśmiechnęliśmy. Zbliżała się godzina 19, więc z Emmą wybrałyśmy się do mojej babci do domu, aby przygotować się na bal.
Siedziałyśmy u mnie w pokoju i suszyłyśmy paznokcie, kiedy Emma się odezwała
- Idziesz na bal z Ryanem? - zapytała z ciekawością w oczach.
- Tak. Znaczy się tak jakby. Zaprosiłam go, idziemy oddzielnie, ale spotykamy się na miejscu.
- A Justin?
- Co Justin? - podniosłam na nią wzrok nie wiedząc o co jej chodzi.
- Dlaczego z nim nie idziesz?
- Bo spotykam się z Ryanem? Skąd takie głupie pytanie.
- Oh, no bo widziałam jak dzisiaj świetnie razem się bawiliście tańcząc.
- To tylko taniec, a po drugie my się tylko przyjaźnimy.
- Ty z nim na pewno, ale czy on z Tobą też?
- Co masz na myśli?
- Nie udawaj ślepej Alison.
- Nie udaje i nie mam pojęcia o czym Ty mówisz - wstałam z łóżka, podeszłam do lustra i zaczęłam czesać włosy.
- Justin definitywnie leci na Ciebie - powiedziała jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie. Spojrzałam tylko na swoje odbicie w lustrze, przygryzłam wnętrza policzków i próbowałam zignorować jej słowa. Nie udało mi się, ponieważ nie czekała nawet na odpowiedź. Wstała również z łóżka i stanęła za mną.
- Wiem, że bardzo Ci się podoba Ryan i świetnie się dogadujecie, ale dopuść sobie to w końcu do głowy, że Justina też lubisz trochę bardziej niż powinnaś - przełknęłam głośniej ślinę i dalej nie próbowałam rozmawiać o tym z Emmą. Próbowałam to sobie wybić z głowy. Dalej już nie próbowała o tym mówić. Obie zaczęłyśmy się ubierać. Wyszłam do łazienki dokładnie się przygotować, a Emma robiła to w moim pokoju. Po czasie, gdy wróciłam i stanęłam w progu pokoju oboje wypowiedziałyśmy to samo
- WOW! - na co zaśmiałyśmy się.
- Wyglądasz pięknie Alison! Ryan będzie pod wrażeniem - zaśmiała się, a ja odpowiedziałam jej tym samym.
- No, a Ty to co? Wyglądasz niesamowicie! - odparłam z podziwem. Obie się przytuliłyśmy na swoje słowa, a po tym ruszyłyśmy na bal. Pojechałyśmy samochodem Emmy z powodu, że deszcz dalej padał. Droga nie trwała długo. Droga w tym mieście nigdy nie trwa długo. Jak mówiłam, małe miasto. Gdy dojechałyśmy nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Było tam chyba ponad tysiąc osób. Emma pojechała szukać miejsca parkingowego, a ja weszłam do środka.
- Dobra robota - pochwaliłam samą siebie podziwiając wszystkie dekoracje. Naprawdę poszło nam świetnie. Poczułam silne, męskie dłonie przyciągające mnie do siebie od tyłu i delikatny pocałunek w mój prawy policzek.
- Jesteś już - obróciłam się spoglądając na Ryana i przytuliłam go mocno z tęsknoty za nim. Nie widziałam go cały dzień, a tęskniłam tak jakbym nie widziała jakiś tydzień. Zrobiłam to również poniekąd by spróbować wybić słowa Emmy ze swojej głowy "Justin definitywnie leci na Ciebie" , "Justina też lubisz trochę bardziej niż powinnaś". Po chwili dołączyła do nas.
- To co, idziemy się bawić! -krzyknęła z radością Emma podchodząc do nas. Z Ryanem pokiwaliśmy głowami na znak, że się z nią zgadzamy i wbiliśmy na parkiet tańcząc w rytmie muzyki. Po chwili dołączyło do nas kilku kolegów Ryana i kilka koleżanek Emmy i wszyscy tańczyliśmy w grupie. Na scenie grał jakiś zespół, a po czasie ochotnicy. Przepchnęliśmy się całą grupą pod scenę by zobaczyć co dokładnie się dzieje. Na scenę wszedł właśnie burmistrz miasta.
- Jest jakiś kolejny ochotnik do zaśpiewania dzisiaj na naszej scenie? - zapytał głosem przepełnionym radością na co cała widownia zaczęła krzyczeć z radości jak to zawsze się dzieje na koncertach.
- Justin! Justin Bieber jest chętny - krzyknął Eric, jeden z kolegów Ryana.
- O nie, nie. Nie ma mowy - odparł Justin, który stał obok nas.
- No dawaj Justin. Wskakuj na scenę - dopingowali go chłopacy, a on dalej twardo zaprzeczał, że nie chce.
- Ju- stin! Ju- stin!- zaczął krzyczeć Ryan, po nim Eric, następnie reszta chłopaków, potem ja z Emmą, a następnie cała sala. Justin już nie mógł słuchać więcej swojego imienia po czym wszedł nieśmiało na scenę, a burmistrz wręczył mu mikrofon. Cała sala zaczęła wiwatować dlatego, że odważył się tam wejść.
- Dlaczego go zmusiliście aby tam wszedł? - krzyknęłam w ucho Ryana, bo inaczej by nie usłyszałam przez ten hałas.
- Zaraz zobaczysz - krzyknął i uśmiechnął się. Justin w tym momencie rozmawiał o czymś z chłopakami od gitary i perkusji po czym zaczęli grać znaną każdemu piosenkę Katy Perry - Teenage dream. Cała sala zaczęła krzyczeć, cieszyć się, śpiewać, gwizdać. Mogłam się domyślić, że nie jest to pierwszy jego występ w tym mieście. Gdy zaczął śpiewać byłam w szoku. Nigdy bym się nie domyśliła, że Justin potrafi również śpiewać. Na dodatek świetne kontakt łapał z publicznością.
- A teraz refren i wszyscy śpiewajcie ze mną - krzyknął,a na to cała sala odpowiedziała brawami.
- You make me, feel like I'm living a - i po tym zdaniu wystawił mikrofon w stronę publiczności, na co my wszyscy
- Teenage Dream,
The way you turn me on.
I can't sleep
Let's run away and
Don't ever look back, don't ever look back - wszyscy doskonale znali tą piosenkę. Przez resztę jego występu nie mogłam oderwać od niego oczu. Był niesamowity i było widać, że scena to jego żywioł. Po skończonej piosence wszyscy znowu zaczęli krzyczeć, klaskać, gwizdać ( w dobrym sensie ). Na scenę wrócił już zespół, a Justin właśnie zszedł ze schodów, gdzie przywitali go chłopacy. Wszyscy mu gratulowali występu, a było dużo tych osób na co postanowiłam, że nie będę się pchała i odeszłam z Emmą od nich trochę dalej.
- Napijecie się czegoś dziewczyny? - zapytał Ryan podchodząc do nas na co obie pokiwałyśmy głową, że tak. Ryan odszedł gdzieś w tłumie ludzi.
- Wiedziałaś, że Justin umie tak śpiewać? - zapytałam
- Jasne, nie pierwszy jego występ. Wszyscy tutaj wiedzą, że ma on talent.
- Dlaczego mi nie powiedziałaś?
- Bo nie pytałaś. A po drugie... dlaczego to Ciebie teraz tak ciekawi? Czyżbym miała rację, to co powiedziałam u Ciebie? - spojrzała na mnie chytrym wzrokiem.
- Oczywiście, że nie - odparłam. W głośnikach rozległa się wolna piosenka.
- A teraz trochę zmiany klimatu na nieco romantyczną - powiedział na scenie jeden chłopak z zespołu.
- Chodź, zatańczymy - podbiegł do mnie Justin, chwycił mnie za rękę i porwał na parkiet tak, że nawet nie miałam czasu na odpowiedź. Złapał mnie delikatnie jedną ręką za biodra, a drugą złapał w dłoń i zaczęliśmy lekko kołysać się w rytmie muzyki.
- Szybki jesteś - zaśmiałam się nieco skrępowana sytuacją.
- Po prostu nie dałem Ci chwili do odmowy - zaśmiał się, a po tym przyciągnął mnie bliżej siebie.- Ryan nie będzie zazdrosny, więc spokojnie. Nie musisz się tak spinać.
Nawet nie miałam pojęcia, że byłam cała spięta. Lekko rozluzowałam się pod jego dotykiem.
- Zaskakujesz mnie z dnia na dzień. Ile masz jeszcze talentów? spytałam z zainteresowaniem.
- Talentów? O czym mówisz? - zapytał udając, że nie wie o co chodzi na co zaśmiałam się.
- Oh, przestań. Dzisiaj mi pokazałeś jak świetnie tańczysz, a teraz to jak śpiewałeś. Jestem pod ogromnym wrażeniem Bieber.
- Aa o tym mówisz. Amatorszczyzna - w jego głosie można było wyczuć obojętność.
- Amatorszczyzna? Co Ty mówisz, masz ogromny talent, świetnie się czujesz na scenie, dobry kontakt łapiesz z widownią.
- Czasem lubię tutaj tak pośpiewać, ale to na tym się kończy. Tak jak jest teraz, tak jest najlepiej - spojrzał niepewnie na mnie i aby uniknąć mojego wzroku patrzył na wszystko dookoła. Ja przygryzłam tylko delikatnie wnętrza policzków. W czasie tańcu niechcący nastąpiłam Justinowi na nogę.
- Um, przepraszam. Słaba ze mnie tancerka
- Nic się nie stało - uśmiechnął się. - Słaba? A dzisiaj rano kto tak seksownie wywijał tym swoim małym tyłeczkiem - mówił to ze śmiechem, bo wiedział, że wywoła we mnie skrępowanie. Walnęłam go w klatkę piersiową.
- Przestań! - zaśmiałam się. - Nie umiem tańczyć wolnych. Po prostu są dla mnie za wolne.
- To jest całkiem proste. Pokaże Ci - popatrzyłam na niego spod łba mając nadzieję, że nie mówi serio. Złapał moje dłonie w swoje i zrobiliśmy krok w prawo, krok w lewo, następnie przeplótł swoją prawą ręką nade mną, a ja stałam wtedy do niego tyłem, ale nadal trzymaliśmy się przy tym za ręce i kołysaliśmy się raz w prawo, raz w lewo. Nie mogliśmy opanować swojego śmiechu. Kolejno puścił jedną moją dłoń, odsunął mnie pod siebie, obkręcił mnie jedną dłonią, a następnie opuścił mnie na swoje kolano przy czym dzieliły nas tylko centymetry. Przez chwilę patrzyliśmy sobie prosto w oczy, a potem podniósł mnie i znów trzymaliśmy się za dłonie i kołysaliśmy się w obie strony.
- Widzisz, potrafisz wszystko - wyszeptał z chrypką w głosie mi do ucha. Po jego słowach na moich ustach pojawił się niewinny uśmiech i przygryzłam dolną część wargi. Gdy skończyła się piosenka Justin pocałował mnie w dłoń, odpowiedziałam mu na to uśmiechem po czym rozeszliśmy się w obie strony.
- Alison.. teraz powiedz mi, że to nic nie znaczy..- zaczęła Emma.
- Zamknij się, błagam - odpowiedziałam z bezradnością w głosie. - Tak w ogóle, gdzie jest Ryan?
- Wyszedł.
- Dlaczego? - stanęłam na równych nogach.
- Spokojnie, nie z powodu waszego tańca. Kazał Ciebie przeprosić w jego imieniu. Źle się poczuł i powiedział, że wraca do domu.
- Um, w porządku - pokiwałam głową na znak, że zrozumiałam. Emma poszła do łazienki, a ja podeszłam do stolika z ponczem.
- Jak się bawisz? - zapytał Justin podchodząc do mnie.
- Jest całkiem nieźle - rozglądałam się kiwając głową. -Ale jedzenie słabe. Kto je w ogóle homara?
Justin jedynie zaśmiał się na moje słowa.
- Też za nim nie przepadam. Wolałbym zjeść jakiegoś.. hm... kebaba na przykład.
- Czytasz mi w myślach! - oboje zaczęliśmy się śmiać.
- Chodź, wyrywamy się stąd - kiwnął głową w stronę wyjścia i zaczął iść.
- Ale gdzie? - Justin obrócił się w moją stronę.
- Chciałaś zjeść kebaba - puścił do mnie oczko i zaczął ruszać w stronę wyjścia, a ja za nim. Był dosyć ładny wieczór, ciepły i przestało padać, a więc postanowiliśmy się przejść do budki z kebabami.
- Jak Wam się układa?
- Nam? - zapytałam zamieszana.
- No Tobie i Ryanowi.
- Aa.. no cóż. Jest naprawdę dobrze. Mam nadzieję, że tak zostanie.
- Naprawdę? No to ciesze się - puściłam do niego ironiczny uśmiech. Zastanawiało mnie: dlaczego on mnie o to pyta? A jeżeli Emma ma rację i Justin na mnie leci? Szybko jednak wybiłam sobie tą myśl z głowy i powtarzałam sobie, że się tylko przyjaźnimy. Podeszliśmy do okienka i Justin zamówił dwa kebaby: jednego małego i jednego dużego. Gdy odebraliśmy je Bieber usiadł na krawężniku niedaleko.
- Przepraszam, jesteś w sukience - zaczął już wstawać, bo uznał to za niestosowne.
- Przestań, siadaj - poklepałam go po ramieniu i usiadła obok niego.
- Mmm, są to najlepsze kebaby jakie jadłam w życiu - powiedziałam z pełną buzią i kawałek sałaty wypadło mi z buzi. Justin patrzył na mnie z niedowierzaniem i się śmiał.
- Masz racje, są niezłe - śmiał się dalej w ten sam sposób. Popatrzyłam na niego lekko zdezorientowana.
- Z czego się śmiejesz?
- Nie ważne - próbował opanować swój lekki chichot przygryzając swoje wargi.
- No mów - popchnęłam go delikatnie ramieniem.
- Po prostu nie poznałem jeszcze takiej dziewczyny jak Ty.
- Jak ja? Co masz na myśli?
- Zamiast siedzieć na balu wolisz siedzieć na krawężniku, na dodatek w białej sukience. Zamiast jest homara wolałaś przyjść tutaj i jeść kebaba i zachwycasz się nim tak, że jedzenie Ci wypada z buzi.
- Ou, no z tym jedzeniem to trochę nieapetycznie wyglądało.
- Naturalnie - odparł po czym lekko uśmiechnął się w moją stronę i zaczął dalej jeść swoje jedzenie. Siedzieliśmy w ciszy delektując się swoim jedzeniem.
- Justin, zaczyna padać - poczułam krople na swoim kolanie.
- Wydaje Ci się - i kolejna kropla spadła, ale tym razem na twarz.
- Mówię prawdę - tym razem na nos.
- Masz rację - kropla spadła na policzek Justina. Nim zdążyliśmy jakkolwiek zareagować zaczął lać ogromny deszcz. Justin schował głowę pod swoją slimowaną marynarką.
- Wracajmy - odparł. A ja zaczęłam się śmiać na cały głos.
- Alison? Co jest? - a ja nie mogłam opanować śmiechu. Zdjęłam swoje szpilki i wzięłam je w dłoń.
- Co Ty wyprawiasz? - spytał z rozbawieniem na twarzy.
- No nie mów, że przeraża Cię trochę mocniejszy deszcz - zakpiłam, a następnie zaczęłam biegać po ulicy.
- Jesteś niemożliwa - zaśmiał się. - Wracajmy, przemokniesz.
- Nigdzie się nie wybieram - krzyknęłam nie przerywając swojego skakania po deszczu. Justin przyglądał mi się chwilę po czym dołączył do mnie i oboje biegaliśmy po ulicy. Krzyczeliśmy, śpiewaliśmy tak długo, że nasze ubrania były obcisłe i można było z nich wycisnąć litry wody. W pewnym momencie wpadliśmy na siebie i prawie upadłam, ale Justin chwycił mnie za dłoń i dzięki niemu nie straciłam równowagi. Staliśmy znowu twarzą w twarz i żadne z nas nie chciało stracić kontaktu wzrokowego.
- Powiedz mi - zaczął Justin oblizując swojego mokre wargi. - Zależy Ci na Ryanie? - przez chwilę zaczęłam zastanawiać się nad jego pytaniem lecz szybko znalazłam odpowiedź.
- Oczywiście. Dlaczego pytasz?
- To dlaczego jesteś tutaj ze mną, a nie z nim? - zapytał wypalając mi dziury w oczach swoim głębokim wzrokiem.
____________________________________________________________
Jak się podoba dzisiejszy rozdział?
Co myślicie o relacji Alison z Justinem?
Kolejny rozdział 6-7.01.2015r
Zapraszam na mojego twittera:
https://twitter.com/hellofreekiss
https://twitter.com/hellofreekiss
Przepraszam jak są jakieś błędy, ale nie miałam czasu do końca sprawdzić
Komentujcie.
Do kolejnego kochani <3
O kurwa !! kocham ten rozdział :D Shake <3
OdpowiedzUsuńhhaha jakie to romantyczne !! pocałujcie się !!