- Wcale nie - odparłam z o wiele niższym tonem, aby pokazać jej by zaczęła mówić ciszej.
- I widzisz, tu Cię mam kochana...- zrobiła przy tym minę jakby zjadła wszystkie rozumy świata.-Nie wypowiedziałam żadnego imienia, a Ty miałaś dokładnie na myśli go. Uważam to za doskonały dowód.
- Jest to słaby dowód detektywie - starałam się pokazać jej, że nie ma racji.
- Ryan to świetny chłopak, ale nie dla Ciebie.
- Skąd wiesz, że nie dla mnie? - spytałam podejrzliwie.
- Lubisz innych... bardziej zwariowanych, z milionem pomysłów na życie w jednej sekundzie. Nie lubisz się nudzić przy chłopaku. A Ryan? Ryan to naprawdę idealny chłopak, jak z bajki, ale w bajce nie żyjemy.
- A jeżeli te wakacje to moja własna bajka w której żyje?
- Nie żyjemy w bajce, ale tak to Ci przedstawię: Ryan to książę, który wszystko ma i stara się dobrać do serca księżniczki, a Justin to rycerz, który ją ratuje. Chyba nie muszę dokańczać kto jest księżniczką w naszej historii.
Całe szczęście to tylko sen. Otworzyłam oczy i zauważyłam, że za oknem dopiero wstaje słońce. Przejechałam palcami o włosy i zgarnęłam je z twarzy. Chwyciłam szklankę wody, którą stała na szafce nocnej i napiłam się by uspokoić swoje wszelkie myśli.
- Co to za chory sen - wyszeptałam pod nosem. Czemu ja zawsze mam tak cholernie dziwne sny? Nie może mi się przyśnić coś miłego? Jakiś aktor albo gwiazda piłki nożnej? Nie, mi muszą pojawiać się obrazy w głowie, których w najmniejszym stopniu nie chcę.
Przypomniała mi się automatycznie wczorajsza historia z Justinem. Na samą myśl stuknęłam się w głowę. Dlaczego ja w ogóle z nim tam poszłam?
Aby szybko oderwać się od moich zagubionych myśli wysłałam smsa do Ryana.
DO: Ryan
Jak się czujesz? Wyszedłeś wczoraj tak szybko, że nie mieliśmy okazji nawet zatańczyć.
Dopiero, gdy nacisnęłam " wyślij" zorientowałam się, że jest bardzo wcześnie i mogłam go obudzić. Jednak szybko poczułam wibrację w dłoni.
OD: Ryan
Wiem, i bardzo Cię za to przepraszam. Do tańczenia będzie jeszcze wiele okazji. Wynagrodzę Ci to dzisiaj.
Wynagrodzi mi?
DO: Ryan
Jeszcze nie wiem co masz na myśli, ale brzmi świetnie. Co masz dokładnie na myśli?
Mój przyjaciel nie był chyba zaspany, bo odpisywanie szło mu naprawdę w bardzo szybkim tempie.
OD: Ryan
Na 18 jestem umówiony z kumplami na kręgle to chodź z nami. Po grze skoczymy gdzieś we dwoje.
DO: Ryan
Okej. Czekam
Nie mogłam opanować się od uśmiechu. Czy on musi być taki uroczy? Z tego wszystkiego po raz kolejny dzisiaj zapomniałam, która godzina i z podekscytowania zadzwoniłam do Emmy, która na starcie zaczęła na mnie krzyczeć, że obudziłam ją tak wcześnie rano, ale następnie postanowiła, że za chwilę mnie odwiedzi.
- Co nie mogło poczekać przynajmniej do godziny 8?- spytała Emma wchodząc do mojego pokoju.
- Czy Ty jesteś w piżamie?- spytałam z rozbawieniem w oczach na co ona posłała mi tylko groźne spojrzenie, abym nie próbowała z niej żartować.
- Serio Alison? To nie mogło poczekać do rana? Idziecie na kręgle, z jego kumplami, ja też tam będę. Co Cię tak nakręciło? - zapytała moja przyjaciółka po opowiedzeniu jej sytuacji.
- W sumie mam Ci do opowiedzenia jeszcze dwie sytuacje- Emma spojrzała jedynie na mnie z zaciekawionym wzrokiem i kiwnęła głową na wznak, że mogę zacząć mówić. Opowiedziałam jej najpierw mój syn, a ona odpowiedziała na niego głośnym śmiechem przez co musiałam ją uciszać, bo nie wiedziałam jeszcze czy moja babcia śpi czy też nie. A potem opowiedziałam jej mój wczorajszy wieczór z Justinem. Tym razem nie było jej tyle do śmiechu.
- Nawet we śnie wiem co jest grane!- próbowała rozluzować mój nastrój dziewczyna.
- Przestań Emma. Ja nawet nie wiem co mam o tym myśleć - oparłam swoje łokcie o kolana i chwyciłam swoją twarz w dłonie. Byłam w tej chwili bezradna.
- Mi tego nie powiesz, ale Twoje serce i rozum dokładnie wie co masz zrobić - wypuściłam twarz z dłoni i spojrzałam na Emmę, aby wyczytać z jej twarzy choćby najmniejszą odpowiedź. Jednak ta dziewczyna była bardziej tajemnicza niż wszystko tutaj.
- Co masz na myśli?
- Doskonale wiesz i jestem pewna, że szybko to rozgryziesz - pocałowała mnie w głowę na pocieszenie i pewnym krokiem wyszła z mojego pokoju.
Uwielbiałam Emmę, ale jej zagadki są tak bardzo skomplikowane, że nawet Einstein by ich nie rozgryzł.
-Alison! Ryan przyszedł po Ciebie - usłyszałam krzyk babci z dołu. Szybko chwyciłam torbę i zbiegłam ku słyszanych mi głosów.
- Jestem - stanęłam z uśmiechem naprzeciwko nich.
- Bawcie się dobrze dzieciaki - pocałowała mnie babcia w czoło na pożegnanie.- I odprowadź moją wnuczkę całą i zdrową Ryan - pogroziła mu palcem. Ryan jedynie jej zasalutował co oznaczało, że jej to obiecuje, a na to wszyscy się zaśmialiśmy. Wyszliśmy tylko z werandy domu, a ja chwyciłam Ryana za ramię i ruszyliśmy w stronę kręgielni. Ten chłopak musi chyba codziennie ćwiczyć, bo za każdym razem jego ramie zdaje mi się coraz twardsze.
- A więc jak się czujesz? - zapytałam patrząc w górę, ponieważ Ryan był ode mnie sporo wyższy.
- Um, naprawdę dobrze. Zatrułem się pewnie czymś wczoraj - odpowiedział z delikatnym uśmiechem na twarzy. Dzisiaj dopiero zauważyłam, że prawdopodobnie nie golił się kilka dni, a jego zarost był twardy. Wyglądał z tym jeszcze bardziej męsko niż możecie sobie wyobrazić.
- Mam nadzieję, że dzisiaj mi tak szybko nie uciekniesz - zażartowałam.
- Nie ma mowy, obiecałem Twojej babci, że to ja Cię odprowadzę do domu i mam zamiar dotrzymać słowa - odpowiedział, a przy tym wziął moją dłoń i pocałował ją w kostki, a przez to przez moje całe ciało przeszły ciarki. Odpowiedziałam mu jedynie skromnym uśmiechem i weszliśmy do środka kręgielni. Było tam mnóstwo osób, a torów około 15, a wokół nich jeszcze więcej ludzi. Ryan, aby mnie nie zgubić chwycił mnie za dłoń i ruszył przede mną, aby znaleźć wszystkich znajomych. Drugą dłoń przyłożyłam do swojej twarzy i się do niej uśmiechałam. Taka mała, głupia rzecz, a cieszy. Czułam, że mam już lekko czerwone policzki. W pewnym momencie znaleźliśmy, Emmę, Erica i wielu innych osób. Stanęliśmy przed nimi dalej trzymając się za rękę na co wszyscy spojrzeli na nas trochę podejrzliwie, ale po kilku sekundach zrobiło się normalnie. Przeleciałam po wszystkich wzrokiem by zobaczyć kto dokładnie z nami jest i nagle złapałam kontakt wzroku z dobrze znanymi mi oczami. Był i Justin. On spojrzał ze zmarszczonym czołem na złączone dłonie moje i Ryana, a następnie zaśmiał się pod własnym nosem i obrócił się plecami do nas. Tym razem i ja skierowałam swój wzrok w stopy.
- To co, rundka? Ja z Ericiem, Noelem, Davidem, Emmą i Vanessą na Ciebie, Phila, Sisi, Kim no i Alison - kiwnął brodą Justin w stronę Ryana, aby pokazać, że mówi do niego, a przy moim imieniu twardo zaakcentował pierwsze literki na co wywróciłam oczami.
- Co nie tak? Gwiazda USA nie potrafi grać w kręgle i boi się porażki? - zapytał z rozbawieniem na twarzy Justin. O co temu chłopakowi chodzi? Jednego dnia prawię się nie całujemy, a dzisiaj próbuję udowodnić wokół wszystkim jakim jest twardzielem.
- To raczej Ty Bieber boisz się porażki, że " gwiazda USA" pokona Cię bez najmniejszego wysiłku - zakpiłam i skrzyżowałam ręce na brzuchu. Wszyscy dookoła się zaśmieli oprócz Justina. Wskazał jedynie mi dłonią tor.
- W takim razie pokaż co potrafisz.
- Nie ma sprawy - odparłam sucha i minęłam go szturchając delikatnie go swoim barkiem w jego ramię, aby pokazać mu, że wcale nie rusza mnie co on robi. Nasza drużyna stanęła przy jednym z torów, a Justina tuż obok drugiego. Za nami były kanapy na których można było czekać na swoją kolej. Wszyscy siedliśmy na nich. Przy jednym torze stanął Justin, a przy drugim Ryan.
- Więc co bracie, niech wygra lepszy - odparł Justin z lekkim uśmieszkiem na twarzy i oblizując niewinnie dolną wargę. Ten jego uśmieszek prowokował chyba każdego do pokazania mu tego, że wcale on nie jest najlepszy. Podobno robił tak zawsze, aby wywołać presję wśród przeciwnikach.
- Niech wygra lepszy - odpowiedział Ryan z bardzo podobnym uśmiechem na twarzy. Przez tą mimikę twarzy można było czasem zorientować, że naprawdę są oni przyjaciółmi. Rzucili. Siedziałam z kolanami podwiniętymi do góry i trzymałam kciuki za nasz team. Kula Ryana zbiła wszystkie kręgle, a Justina nie zbiła tylko jednego.
- Brawo!- krzyknęłam na głos z radością, a za mną Sisi, Kim i Phil, a do nas z radością podbiegł Ryan i przybił nam po piąteczce.
- Ej..- powiedział z irytacją i śmiechem Justin z rozłożonymi rękoma.
- Teraz ja! - krzyknęłam i podskoczyłam z siedzenie. Chwyciłam swoją kulę i spojrzałam na drugi tor, aby zobaczyć z kim konkuruję. Po drugiej stronie stał Eric.
- Nie pokonasz mnie!- krzyknęłam ze śmiechem i wystawiłam mu delikatnie języka.
- Ryan, Twoja dziewczyna jest zbyt pewna siebie - zaśmiał się Eric stając przodem do wszystkich. Na słowo " dziewczyna" lekko wzdrygnęłam i obejrzałam się do reszty. Wszyscy się zaśmiali z tego wraz z Ryanem, który może zrobił nieco szerszy uśmiech. Spojrzałam szybko na Justina, a on popatrzył na mnie z podniesionymi brwiami i szybko spuścił wzrok w dół i zaśmiał się pod nosem z kpiną, a przy tym lekko poruszała mu się klatka piersiowa.
- Zignoruj go Alison - powiedziałam w myślach, a następnie rzuciłam kulę i zbiłam wszystkie kręgle.
- Tak! - krzyknęłam z radością podskakując przy tym i podbiegłam do Ryana i przytuliłam go mocno, a następnie przybiłam piątkę z każdym z drużyny. No niestety Eric też zbił wszystkie kula, a po tym udał, że zgarnia kurz ze swojego ramienia.
- Jestem mistrzem! - krzyknął, a na co wszyscy w gronie się zaśmieliśmy. No oczywiście oprócz Justina. Ten chłopak nie miał dzisiaj najmniejszej ochoty dobrze się bawić.
Bawiliśmy się dość długo w kręgielni, ale na koniec wyszło na to, że to nasza drużyna wygrała. Bardzo małą przewagą, ale zwycięstwo to zwycięstwo.
- Nie wiedziałem, że tak dobrze grasz w kręgle - powiedział Ryan oplatając mnie jedną ręką w pasie i patrzył na mnie z góry. Byłam odwrócona wtedy do wszystkich tyłem, ale mogłam poczuć ich wszystkich wzrok wbijany w nas.
- Jeszcze wiele o mnie nie wiesz - odpowiedziałam z figlarnym uśmieszkiem. Chłopak jedynie się zaśmiał.- O i za tak małą wiarę we mnie stawiasz mi frytki! - stuknęłam go delikatnie w ramie.
- Nie ma sprawy - odpowiedział. - Więc zbijamy stąd -pokazał głową delikatnie w stronę wyjścia, a następnie pożegnał się z kumplami i koleżankami. Ja jedynie pomachałam do nich delikatnie i ruszyliśmy w stronę wyjścia.
- Ou, poczekaj tutaj Alison. Zapomniałem portfela ze stolika przy kanapach. Zaraz wrócę - oznajmił mi, a ja na to pokiwałam głową, że go rozumiem i zniknął w drzwiach. Ja stałam już na zewnątrz, na parkingu, ponieważ tędy było szybciej dostać się do jednego z barów z jedzeniem. Zaczęłam powoli chodzić miedzy samochodami, aby nie marznąć, ponieważ wieczory tutaj są dosyć chłodne.
- Kogo my tu mamy - usłyszałam nieco znajomy głos za sobą.
- Mike - wypowiedziałam z obrzydzeniem w głosie jego imię, gdy tylko zobaczyłam jego twarz.
- Nie krzyw tak swej pięknej twarzyczki kochana, bo zmarszczek narobisz, a tego chyba nie chcemy- podszedł do mnie bardzo blisko i złapał mój podbródek w swoich dwóch palcach. Wydawała to się wtedy dla mnie najobrzydliwsza rzecz jaka w ogóle mnie spotkała. Z całej siły stuknęłam w jego rękę swoją dłonią.
- Zabieraj te łapy - powiedziałam ostro.
- Po co się tak buntujesz? Chcesz pogorszyć swoją sytuacje? Jeżeli tak to robisz to idealnie - tym razem chwycił mnie mocno za biodro przyciągając do siebie i patrzył na mnie z piekielnym pożądaniem.
- Odsuń się ode mnie - odpowiedziałam spokojnie, aby go nie drażnić, ponieważ był ode mnie o wiele silniejszy. Mike jedynie odpowiedział mi chamskim uśmieszkiem i przygryzał przy tym dolną wargę.
- Odsuń się ode mnie! - krzyknęłam próbując się wyrwać z jego uścisku niestety na marne.
- Nie będziesz chciała za chwilę abym się od Ciebie odsunął gdy tylko zacznę Cię pieprzyć - wyszeptał mi w ucho i zaczął delikatnie muskać moją skórę za uchem. Łzy zaczęły spływać mi po policzkach i szarpałam się najmocniej jak mogłam, ale niestety chwycił mnie tak mocno, że uniemożliwiało mi to wiele manewrów do jakiejkolwiek samoobrony. Zaczęłam krzyczeć, ale zatkał mi ją swoją dłonią i docisnął do ściany, że tym razem nie miałam najmniejszej szansy się ruszyć. Płakałam coraz mocniej, próbowałam coś wykrzyczeć, ale nic nie pomagało.
- Odsuń się od niej Mike! - usłyszałam mocny, męski głos, ale miałam zamknięte oczy z przerażenia i nie mogłam zobaczyć kto to jest. W pewnym momencie usłyszałam jedynie uderzenie i ulgę, gdyż ręce Mika z mojego ciała zniknęły. Ja delikatnie osunęłam się o ścianę budynku i zaczęłam głośno płakać. Schowałam swoją twarz w kolana i płakałam. Słyszałam jeszcze kilka uderzeń i szybki dźwięk jakiegoś stukania. Tak jakby ktoś biegł, a bardziej uciekał.
- Nic Ci nie jest? - usłyszałam znów ten sam głos, a osoba, która wypowiedziała to przyciągnęła mnie do siebie i schowała w swoich ramionach. Teraz byłam pewna kto to. Był to Justin. Poznałam po samym zapachu. Czując się nieco bezpieczniejsza w jego ramionach zaczęłam niesamowicie beczeć w jego ramię, a on dalej mnie obejmował siedząc ze mną na zimnym betonie i głaszcząc delikatnie moje plecy.
- Gdzie jest ten idiota, kiedy jest najbardziej potrzebny - wyszeptał pod nosem Justin.
- Co tu jest grane? - usłyszałam inny, jeszcze bardziej męski głos.
_______________________________________________________
Przepraszam, że rozdział dzisiaj dopiero, ale przez szkołę mam mało czasu.
Jak wam się podoba?
Zostawiacie swoje opinie! Są jak najmilej widziane.
Kolejny rozdział 18.01.2014r.
Jeżeli nie pamiętacie kto to Mike to on pojawił się bodajże w drugim rozdziale! :)
A więc do zobaczenia!
+
przepraszam za jakieś błędy, ale ze sprawdzaniem też nie miałam wiele czasu
Jejciu :o
OdpowiedzUsuńNic się nie stało ^^
Fajnie że dodałaś !!
Oooo Justin rycerzem :D
Rayan kurwa gdzies ty polazł ? :o
Dobrze że Justin na posterunku ^_^ :D
czekam na następny i miłego tygodnia ;)
Jak mogłaś przerwać? No jak?! Nienawidzę cię! Nie no a tak na serio to kocham, tak jak twoje opowiadanie. Gdzie ta menda polazła kiedy była potrzebna? Tylko rycerz musiał uratować księżniczkę, bo dla księcia to zbyt niskie progi. Coś mi się wydaje, że Ryan niczym się nie zatruł. Ale to tylko moje domysły. Czekam na następny. Życzę weny :)
OdpowiedzUsuńOo rajciu! Nowy rozdział już jutro! Nie mogę się doczekać!
UsuńBardzo mi miło. Ja również już nie mogę się doczekać :))
Usuń