Translate

sobota, 24 stycznia 2015

7. You are the best

 Byłam sama w domu, gdy usłyszałam pukanie do drzwi. Jeszcze za wcześnie na Justina, jest jakieś pół godziny za wcześnie. Może pomylił mu się godziny?
- Cześć! - wykrzyczałam praktycznie otwierając drzwi.-  Emma? Co Ty tutaj robisz?
- Mało miłe przywitanie. Lepiej by zabrzmiało " ciesze się, że jesteś tutaj" - uśmiechnęła się z ironią wymazaną na twarzy.
- Um, no oczywiście, że się cieszę. Wejdź - kiwnęłam głową w stronę wejścia. Ze zdenerwowania przygryzłam lekko usta. Przecież Justin może być tutaj lada chwila. I mimo tego, że uważam Emmę za moją przyjaciółkę to nie chciałabym, aby dowiedziała się o moim dzisiejszym spotkaniu z Justinem. Zapewne by powiedziało coś w stylu " a nie mówiłam?", a na ten moment naprawdę nie chciałam tego słuchać. Dziwnie się czuję ukrywając moją znajomość z nim, ale coś w środku mi podpowiada, że na ten moment tak będzie lepiej dla wszystkich.
Poszłam za dziewczyną do kuchni. Emma czuła się tutaj jak u siebie i nim zauważyłam to już otwierała lodówkę szukając coś do picia. Wyciągnęła pomarańczowy sok i wskazała na niego palcem, przez co zasugerowała czy chcę, na co odpowiedziałam, że nie.
- Czemu jesteś taka poddenerwowana? Coś się dzieje? - zapytała Emma biorąc łyk soku.
- Ja? Tylko Ci się wydaje, jest wszystko w porządku - usiadłam na jednym z wysokich krzeseł stojących przy blacie i próbowałam wyglądać bardzo naturalnie.
- Mów co jest grane. Mnie nie oszukasz - podniosła delikatnie prawą brew i spojrzała na mnie z zaciekawieniem. Jakby chciała wszystko odczytać z mojej twarzy. Starałam się za wszelki sposób wyglądać na naprawdę spokojną.
- Coś z Ryanem? Spotykacie się dzisiaj czy coś?
- Um.. ni.. w sumie to tak, wiesz? Właśnie ma tutaj zaraz przyjść - dziwnie się czułam ją okłamując, ale tak jak wspomniałam wcześniej, wolałam unikać na razie wszelkich innych podejrzeń.
- To co nic mi nie mówisz - stuknęła szklanką Emma stawiając ją na blat. - W takim razie nic mnie tu nie trzyma teraz. Opowiesz mi jutro jak było. Tylko - podniosła palec do góry.- Jak będziecie się całować to mam wiedzieć o tym pierwsza.
Na pewno to się dzisiaj nie wydarzy - powiedziałam sobie w myślach.
- Nie ma innej opcji - puściłam sztuczny uśmiech w jej stronę i podprowadziłam Emmę do drzwi. Emma już je otworzyła i prawie wyszła zza progu, a z każdym jej milimetrowym ruchem w stronę wyjścia, czułam jakby cały ciężar strachu i niepewności ze mnie schodził.
- Tak w ogóle, co na to Justin?
- Jak to co na to Justin? Co masz na myśli? - spojrzałam na nią wytrzeszczając szeroko oczy, ale po chwili  zaczęłam opanowywać moją reakcję na samo słowo "Justin", aby nie wzbudzić w niej żadnych, wątpliwych myśli. Spojrzała na mnie przez chwilę marszcząc brwi i wyszła wypowiadając krótkie " Pa " na koniec. Zamknęłam szybko drzwi za nią i odetchnęłam z ulgą.
- Myślałem, że będę czekał wieczność na podwórku - usłyszałam głos zza moich pleców. Krzyknęłam z przerażenie i automatycznie obróciłam się z pięściami w górze na znak, że jestem gotowa do rękoczynów.
- Justin? - opuściłam dłonie.- Co Ty tutaj robisz?
- Spokojnie laska, chyba nie chce mnie uderzyć - powiedział tonem cwaniaczka i zbliżył się do mnie o krok bliżej.
- Przepraszam, jestem dzisiaj za bardzo rozkojarzona - złapałam się za czoło i pokiwałam głową na samą myśl jak dzisiaj wszystko we mnie pulsuje.
- Rozumiem, miałaś wczoraj ciężki dzień - zrobił jeszcze jeden krok w przód i właśnie teraz dzieliły nas centymetry. Justin spojrzał na mnie z góry, na co ja przełknęłam głośno ślinę. Odgarnął delikatnie moje włosy za ucho i uśmiechnął się delikatnie, a następnie odsunął się o wiele szybciej niż zbliżył.
- Więc co robimy? - odpowiedział jakby nigdy nic. Ten chłopak daje tyle sprzecznych sygnałów. Więcej niż niejedna kobieta w wieku dorastania.
- W sumie to nie mam pomysłu na nic, może ty chcesz coś konkretnego - usiadłam na tym samym wysokim krześle, na którym siedziałam przy Alison. Justin podszedł do mnie od tyłu i oparł się ręką o blat, który był przede mną, przez co od tyłu wyglądało jakby mnie obejmował, ale dzieliło nas jeszcze trochę od tego. Wziął włosy z mojego drugiego ucha i odgarnął je wyżej i zaczął szeptać
- Możemy pójść na górę, do Ciebie do pokoju coś porobić albo tutaj na blacie - poczułam jak policzki mi się czerwienią. I sama nie wiedziałam z czego bardziej: ze złości czy skrępowania. Uderzyłam go łokciem w bok na co chłopak automatycznie odsunął się ode mnie na kilka kroków i złapał się za żebra.
- Za co to?
- Za bycie dupkiem - odparłam bez emocji.- Czemu nie możesz zachowywać się zawsze normalnie?
- Normalnie? - zapytał delikatnie marszcząc swoje czoło.
- Tak, normalnie Justin. Na przykład jak wtedy tańczyliśmy przy dekorowaniu sali, jak tańczyliśmy na balu, jak wczoraj mnie uratowałeś. Dlaczego nie możesz być taki za każdym razem? - spytałam z wielką ciekawością i cierpliwie czekałam na jakąś sensowną odpowiedź. Justin odchylił delikatnie głowę w bok i zaczął po cichu się śmiać, a przy tym oblizał swoją dolną wargę.
- Co Cię tak bawi Bieber? Czekam na odpowiedź - powiedziałam zdecydowanie ostrzej i skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej na znak, że nie odpuszczę. 
- Mówiłaś, że chciałaś mnie poznać. O to ja - powiedział, rozkładając przy tym ręce na boki, abym mogła go dokładnie zobaczyć.
- Zachowujesz się jakbyś miał dwa wcielenia. Raz jesteś tym dupkiem, którego poznałam pierwszego dnia będąc tu, a potem miłym kolesiem, który mnie przestrzegł przed Mikiem. Co jest z Tobą nie tak? - Justin, gdy tylko usłyszał imię swojego dawnego przyjaciela, głośno przełknął ślinę przez co jabłko adama przesunęło mu się z góry na dół. Przycichł na chwilę i zaczął mówić
- Przepraszam
- Ja nie chcę Twoich przeprosin, Justin - powiedziałam już o wiele cichszym głosem. Było widać po jego minie skruchę. - Chcę tylko wiedzieć dlaczego tak jest.
- Gdybym tylko wiedział Alison, to bym z tym walczył - przejeżdżał wzrokiem po wszystkim co było dookoła, ale ani razu nie spojrzał na mnie. Tak jakby się bał mojej reakcji. Jeden głos w głowie mówił mi, że mam odpuścić ten temat i zacząć inny, a drugi kazał mi w to brnąć. Ten drugi okazał się bardziej przekonywujący.
- Powiedz mi, co się dzieje - zrobiłam jeden, delikatny krok w jego stronę. Starałam się nie robić żadnych gwałtownych ruchów, aby nie wybić go z żadnych myśli. Justin jedynie znów obrócił głowę w lewą stronę i intensywnie przełykał swoją ślinę. Szczękę miał dosyć mocno ściśniętą, co można było zauważyć gołym okiem, bo dolna część twarzy zaczynała blednąć. Zrobiłam kolejny krok w przód
- Mi możesz zaufać - ściszyłam swój głos jeszcze bardziej, a chłopak dalej nie drgnął nawet o milimetr. Podeszłam jeszcze jeden krok naprzód. Tym razem byłam już naprawdę blisko i był on na wyciągnięciu mojej ręki.
- Nic poza mną, a Tobą nie wyjdzie Justin. Obiecuje Ci - wyszeptałam i złapałam go za jego lewy nadgarstek. Poczułam jak szybko napina się jego dłoń. Chciałam puścić ją, ale Justin przekręcił swój wzrok na mnie, a następnie na moją dłoń i rozluźnił ją nieco. Wiedziałam właśnie wtedy, że jestem na dobrej drodze do tego, aby do niego dotrzeć. Złapałam jego rękę nieco mocniej i pociągnęłam delikatnym ruchem w stronę tylnego tarasu. Weszliśmy na sam środek podwórka i usiedliśmy obok siebie na trawie. Justin podciągnął delikatnie kolana w górę, oparł na nich swoje łokcie i zaczął spoglądać w górę bez celu. Siedziałam obok niego z wyprostowanymi nogami, a z tyłu opierałam się dłońmi o ziemie. Początkowo próbowałam spoglądać w to samo miejsce co on, bo miałam nadzieję, że do czegoś mnie to doprowadzi. Niestety spoglądał tam bez żadnego celu. Nie chciałam, aby czuł się przy mnie w jakiś sposób źle, dlatego nie odzywałam się do niego. Jeździłam wzrokiem po wszystkim. Niebo, płot, dom, taras, okna, huśtawka, Justin... niebo. Czułam się, jakby ta cisza trwała wieczność, a działo się to może dziesięć minut.
- Jestem chory - wyszeptał Justin nie przenosząc wzroku z gwiazd, które wyjątkowo mocno błyszczały w ten wieczór. Spojrzałam na niego, aby wyczytać cokolwiek z jego mimiki, ale on był nieruchomy w tej chwili.
- Co masz na myśli mówiąc, że jesteś chory?
- Jestem chory psychicznie, rozumiesz? Jestem psycholem - tym razem jego słowa były mocne i stanowcze. Przy powiedzeniu słowa " psychol" Justin zakpił sam z siebie. Położyłam dłoń na jego umięśnionym ramieniu, aby pokazać, że nie stanowię żadnego zagrożenia. Znów był cały spięty, ale gdy tylko go dotknęłam, czułam jak wszystkie mięśnie zaczynają opadać. Jego oddech wrócił do normy, a wzrok przeniósł na ziemię. Nie chciałam go pośpieszać do tego, aby coś mówił. Przyznam, że nawet nie krępowało mnie przy nim siedzenie w ciszy. Mimo tego wszystkiego czułam się przy nim zdecydowanie spokojnie.
- Prawdopodobnie mam jakąś rozwijającą się chorobę psychiczną, z którą nie potrafię walczyć. Ba.. której nawet nie wyczuwam, bo uważam, że zachowuje się całkiem normalnie.
- Byłeś z tym u psychiatry? - zapytałam szeptem.
- Oszalałaś? Nie mogę tutaj pójść do psychiatry. Stratford to zbyt małe miasteczko. Ludzie tylko zauważą jak tam wchodzę, a już zaczną gadać niestworzone rzeczy.
- Justin, jeżeli jesteś chory to musisz iść z tym do specjalisty. Inaczej z tym nie możesz - przysunęłam się nieco bliżej do chłopaka i oplotłam ręce o jego ramię.
- Czy Ty czegoś nie rozumiesz w mojej wypowiedzi? Nie mogę. Nie chcę ośmieszać mojej matki jeszcze bardziej. Po drugie czytałem o tym dużo w internecie. Nie da się tego wyleczyć lekami. Nie da się tego niczym wyleczyć, Alison. Można tylko nieco pomniejszyć nasilenie tego - każde wypowiedziane słowo z jego ust dawało mu okropny ból. Można było to zauważyć gołym okiem, gdy przy każdym słowie marszczył jakby z bólu swoje oczy.
- Nie chcesz nawet tego zmniejszyć?
- Nawet jeżeli bym chciał, to nie tutaj. Nie w tym kraju, nie ma mowy - odparł stanowczym głosem.
- Spokojnie, rozumiem - pogłaskałam delikatnie, opuszkami palców jego dłoń. - Jeżeli mogę jeszcze zapytać, co miałeś na myśli mówiąc, że nie chcesz ośmieszać swojej mamy jeszcze bardziej?
Jego oddech znów zrobił się nierówny, a gula w gardle przesuwała się coraz szybciej.
- Matka mnie urodziła, gdy miała zaledwie 19 lat - było to dla niego jeszcze trudniejsze do wypowiedzenia niż to co przed chwilą. Zacisnął swoje palce w pięść. - Mój Ojciec ją wtedy zostawił. Też miał 19 lat i uważał, że dziecko to najgorsza rzecz jaka mogła mu się wtedy przydarzyć. Nie wzięli nawet ślubu. Wiesz jak to jest cholernie trudno wychowywać się bez ojca? Czuć to, że Twój ojciec Ciebie nie chciał? Że uważał Cię za najgorszą rzecz jaka istniała wtedy? - tym razem obrócił twarz w moją stronę. Jego oczy zrobiły się ogromne i były przepełnione łzami. Brakowało im jeszcze chwili, żeby wybuchnęły, a z nich polałaby się rzeka łez. Jedynie pokiwałam głową, że nie wiem jak to jest i wypowiadałam ciche ' ciii', aby go uspokoić. Justin jednak nie rozkleił się tak jak myślałam o tym jeszcze przed chwilą. Po lewym policzku spłynęło mi kilka łez, które szybko wytarł rękawem swojej bluzy.
Objęłam go całego w pasie i mocno się wtuliłam. Dokładnie jak wczoraj, gdy był ze mną w trudnej chwili. Chciałam, aby odczuł, że jestem tu dla niego i aby się nie martwił o nic. Siedzieliśmy w takim bez ruchu jeszcze jakiś moment. Jednak w pewnym momencie Justin przerwał
- Cóż, nie jesteśmy tu po to, aby czymś się zamartwiać - klepnął Justin siebie w kolana, na co automatycznie oderwałam się od niego. - Nie tylko Ty chcesz mnie poznać, ale ja Ciebie również - wpatrywał się we mnie i usiadł w takiej pozycji jak ja na samym początku.
-Cóóóż - przeciągnęłam. - co szanowny Pan chciałby wiedzieć? - zatrzepotałam szybko rzęsami na co Justin promiennie się uśmiechnął, a ja odpowiedziałam mu tym samym. O wiele lepiej go widzieć w takiej postaci, a nie w takiej jak kilka minut temu.
- O Tobie chciałbym się dowiedzieć wszystkiego.
- Zajęłoby nam to całą noc - zaśmiałam się.
- Mam czas - jego słowa zabrzmiały całkiem serio. Po kilki sekundach zastanawiania się, od czego zacząć, zaczęłam mówić
- Moim marzeniem jest grać zawodowo w tenisa ziemnego - odparłam, patrząc się przed siebie. Justin lekko się zdziwił i podniósł swoje brwi w górę.
- Naprawdę? W sumie... jest to naprawdę interesujące - pokiwał głową. Spojrzałam na niego spod łba i wybuchnęłam śmiechem. Chłopak spojrzał na mnie z lekkim zamieszaniem.
- Żartowałam - kuksnęłam go lekko łokciem w żebra. - Jestem kiepska w tenisa. Jestem kiepska w każdym sporcie.
- Uff, całe szczęście, bo szczerze to nienawidzę tenisa i myślałem, że będziesz kazała mi z Tobą zagrać - chłopak zaśmiał się naprawdę szczerze, co wywołało ogromny uśmiech na mojej twarzy.- Ale jedyne co Ci przyznam, w kręgle jesteś dosyć dobra.
- Naprawdę? - otworzyłam nieco szerzej oczy.
- Nie. Ja jestem i tak najlepszy - podniósł swoją koszulkę za dwa końce i opuścił, co wyglądało jakby się przechwalał.
- No tak, Pan Bieber jest we wszystkim najlepszy - pokazałam palce w górze, coś w stylu jakbym cytowała.
- Gdzie planujesz pójść na studia? - zapytał Justin wpatrując się we mnie.
- O, więc teraz zaczynamy temat mojej świetlanej przyszłości - zaśmiałam się patrząc ku górze. -Moim marzeniem jest studiować w Berkeley w Kalifornii. Niestety, studia są zbyt drogie tam i prawdopodobnie czeka mnie miejska uczelnia w Nashville.
- Przecież są stypendia.
- Dla najlepszych.
- Jesteś najlepsza - spojrzałam na Justina, aby pokazać mu wzrokiem, by kontynuował co ma na myśli.
- Jesteś mądra, inteligentna, a przede wszystkim zdolna.
- Justin, to nie wystarczy.
- A właśnie, że wystarczy. Nigdy nie mów nigdy - odparł.
- Nigdy nie mów nigdy? - spojrzałam na niego - Tytuł jakiejś piosenki?
- Może kiedyś - zaśmiał się.- Możliwe, że kiedyś taka powstanie w moim wykonaniu.
- Czekaj... piszesz piosenki?- automatycznie wyprostowałam plecy i wypalałam wzorkiem dziury w jego oczach. Chłopak spojrzał na mnie z lekkim uśmiechem na twarzy.
- Mam żałować, że Ci powiedziałem o tym? - zaśmiał się.
- Nie, Justin - uderzyłam go lekko w brzuch. - Przecież to jest fantastyczne.
- Przestań... jakieś bazgroły, które nie mają żadnej wartości. Po prostu gdy czasem najdzie mnie jakiś kawałek tekstu i chodzi cały dzień po głowie to zapisuje, potem pojawia się do tego kolejna linijka i kolejna i tak powstają jakieś bzdury.
- Żadne bzdury Justin! - cicho krzyknęłam.- Chłopaku, czemu Ty nie chcesz do tego się przyznać, że masz talent? Śpiewasz świetnie, tańczysz doskonale, a dodatkowo piszesz. Jest coś, czego jeszcze nie wiem? - usiadłam na swoje kolana, aby mieć na chłopaka lepszy widok. Justin teraz opierał się na łokciach o ziemie, co wyglądało jakby leżał.
- Gram jeszcze.
- Grasz? - podniosłam delikatnie jedną brew.
- No gram na gitarze, pianinie i perkusji - pokiwałam jedynie głową z niedowierzania.
- Powtórzę to kolejny raz: JES- TEŚ NIE-SA-MO-WI-TY!  Zrozum to wreszcie. Musisz coś z tym zrobić.
- Nigdy jeszcze nikomu o tym nie mówiłem, ale interesuje się jeszcze mną kilku producentów z USA- powiedział to tak spokojnie, przez co podekscytowało mnie jeszcze bardziej.
- Matko Justin! Przecież to świetne! - chłopak jedynie widząc moje zainteresowanie tematem, śmiał się z moich wszystkich dźwięków, które wydawałam.
- Spuść emocje, Alison. Na razie nic nie wiadomo. Mówili, że jak będę chciał współpracować to mam się odezwać, a na ten moment nie wiem czego chcę, a więc proszę Cię... skończ ekscytacje- zrobiłam minę smutnego psa i opadłam na tyłek.
- Dobra - odparłam i przycisnęłam palec wskazujący do jego klatki piersiowej -Ale pamiętaj, ja Cię w tym całkowicie popieram. Justin jedynie położył dłoń na swojej piersi i kiwnął głową na znak, że rozumie.
- Robi się dosyć późno. Muszę już chyba iść - wstał chłopak otrzepując się z trawy i piachu. Wyciągnął dłoń w moją stronę, aby pomóc mi stać. Złapałam jego rękę i pociągnął mnie w górę. Straciłam nieco równowagę i byłam właśnie przyciśnięta do jego klatki piersiowej. Nasze oddechy zgrały się w jeden rytm i staliśmy tak spoglądając sobie w oczy. Tak jakbyśmy czekali na słowa, któregoś z nas.
- Mam nadzieję, że będziesz chciała zobaczyć kilka moich tekstów - wyszeptał nade mną. Pokiwałam głową na znak, że się zgadzam i oblizałam dolną wargę.
- Chodź, odprowadzisz mnie do samochodu - chwycił chłopak mój nadgarstek i ruszył w stronę furtki w bramie.
- Do niedługo - podszedł do mnie znacznie blisko i złożył mokry pocałunek w moje włosy, na co zamknęłam oczy. Nie wiem dlaczego, ale chciałam aby ten moment trwał i nigdy się nie kończył. Następnie przejechał w tym miejscu kciukiem. Wsiadł do dużego SUVa i odjechał zostawiając za sobą ulicę pełną kurzu. Przez chwilę jeszcze obserwowałam jak warstwa kurzu opada z powrotem na ulice. 
- Alison? - usłyszałam bardzo znajomy mi głos za sobą. Obróciłam się napięcie w stronę chłopaka.
- Ryan? Co Ty tutaj robisz? zapytałam wytrzeszczając oczy na chłopaka stojącego kilka metrów ode mnie.
_______________________________________________

No i mamy 7 rozdział.
Jak wam się podoba?
Piszcie wszystkie swoje odczucia, uwagi w komentarzach, bo wiele to dla mnie znaczy
Wiem, że rozdział miał być jutro, ale że zaczęłam ferie, to jutro będę poza domem cały dzień
kolejny rozdział 28.01.2015
więc do kolejnego :)

3 komentarze:

  1. O jacie, jacie! Cudooo! Cieszę się, że dodałaś rozdział wcześniej. I tytuł posta bardzo do cb pasuje. Jesteś the best! Rany, Ryan ją zobaczył. Ryan ją zobaczył? O ranym Ryan ją zobaczył!! Teraz pewnie ją zabije. Aa może jednak nie? Może nie widział Justina? Nie, na pewno zobaczył, przecież był tak blisko! A może teraz przyszedł? I nie widział? Nie, na pewno był tam od dłuższego czasu. O mój Boże, chyba nie wytrzymam! Będę czekać z niecierpliwością, aż nadejdzie ten 28 dzień stycznia!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Bym zapomniała. Zapraszam na mojego bloga swagswitch.blogspot.com jest to opowiadanie fantastyczne. Jako odtwórcy 5 głównych ról : Justin Bieber, Lily Collins (nie martw się, nie skopiowałam od ciebie, wymyśliłam bohaterów i fabułę zanim odkryłam twojego bloga), Elen Levon, Austin Mahone i Emma Watson. Serdecznie zapraszam. Jest już prolog!

    OdpowiedzUsuń
  3. Boski !! rozdział Zwierzeń :D

    OdpowiedzUsuń