Translate

poniedziałek, 29 grudnia 2014

3. Yet the more I want to kiss you

 Chodziłam po pokoju jak głupia i cieszyłam się z dzisiejszego wieczoru. Dawno już nie byłam na randce, nawet zapomniałam jak to już wygląda. Jak miałam się w ogóle ubrać? Przecież nie wiedziałam gdzie mnie zabiera. Postanowiłam założyć coś w miarę przyzwoitego, nie za bardzo eleganckiego i nie za bardzo sportowego. Po długich poszukiwaniach znalazłam coś raczej odpowiedniego do naszego spotkania. Założyłam czarne baleriny, jasne, bardzo wąskie jeansy z przetarciami oraz białą koszulę z delikatnym dekoltem i rękawem do połowy łokcia. Włosy po prostu rozpuściłam. Miałam jeszcze chwile czasu, a więc chodziłam po pokoju od jednej ściany aż do drugiej. W końcu przytrzymałam się przy jednym z okien, którego widok wyprowadzał wprost na okno domu Ryana. A dokładnie na jego pokój.
- Jak mogłam zapomnieć - wyszeptałam pod nosem. Rolety były odsunięte więc postanowiłam bardziej się przyjrzeć. Zobaczyłam stojącego chłopaka tyłem do okna bez koszulki. Jak mogłam się domyśleć był to chłopak, z którym dzisiaj idę na randkę. Na samą myśl o tym przygryzłam wargi. 
Jak on był seksownie zbudowany. Był po prostu męski, a to chyba zaczynało mnie w nim kręcić. 
Właśnie zaczął zakładać na siebie zwykły biały podkoszulek, w którym i tak wyglądał świetnie. Nagle chłopak odwrócił się wprost do okna. Szybko upadłam na ziemie. Nie mógł mnie przecież zauważyć jak podglądam go przez okno. Nie zdążył mnie zauważyć na pewno. Postanowiłam zostać w takiej pozycji na ziemi dopóki nie usłyszę dzwonka do drzwi. Minęło jeszcze trochę czasu zanim go usłyszałam. 
Gdy dźwięk dzwonka poniósł się po całej powierzchni domu zeszłam powoli na dół. Nie chciałam iść za szybko, aby nie pomyślał, że za bardzo się cieszę z naszego spotkania. Otworzyłam szeroko drzwi.
- Hej - odparłam z uśmiechem na twarzy.
- Hej. Następnym razem jak będziesz szpiegowała mnie przez okno to rób to dyskretniej - powiedział Ryan z szerokim uśmiechem na twarzy.
- Umm.. ale nie rozumiem...
- Nie udawaj - zaśmiał się kolejny raz. - Przecież nic nie szkodzi. Gdybym mógł sam bym siebie podglądał, ale niestety zostają mi tylko lustra - zaśmiał się po raz kolejny, a tym razem ja wraz z nim.
Ruszyliśmy w końcu z drzwi wejściowych mojej babci przed siebie.
- Hm, to gdzie mnie zabierasz?
- Hm, to ja muszę Cię gdzieś zabrać? - droczył się ze mną z uśmiechem na twarzy.
- Jeżeli mnie zaprosiłeś to tak - uśmiechnęłam się.
- W takim razie co powiesz na kino? 
- Kino? Brzmi okej.
- Tylko nie takie typowe. U nas w Stratford co weekend organizują kino na świeżym powietrzu obok miejskiego ratuszu. Jednak nic nowoczesnego, a zobaczysz, ma swój klimat.
- Z miłą chęcią to zobaczę.
- Więc, jak Ci się podoba w mieście? Wiesz, dawno tu nie byłaś - zapytał Ryan.
- Jest bardzo podobnie jak te kilka lat temu, ale uwierz zaczyna mi się coraz bardziej tu podobać od kilku godzin - spojrzałam na niego i uśmiechnęłam się. No nie Alison, Ty znowu flirtujesz. Dopiero doszło do mnie co powiedziałam i ze skrępowania schowałam usta do środka tworząc z nich cienką linie. Ryan na te słowa tylko spojrzał na mnie z góry i uśmiechnął się delikatnie pokazując przy tym swoją równe, białe zęby.
- Cieszę się, że Ci się podoba. W sumie co się dziwić jak mieszkają tutaj tacy przystojniacy - udał, że poprawia przy tym swój kołnierzyk i oboje parsknęliśmy śmiechem. - A jak ludzie? Już chyba kilka osób poznałaś. Tutaj fajniejsi czy u Ciebie w Nashville?
- Poznałam kilka osób, na ogól wszyscy w porządku, ale jestem pewien chłopak, który mnie mocno drażni, Uwierz, jaki on jest denerwujący. Myśli, że pozjadał wszystkie rozumy - mówiłam to z przejęciem, które u mojego towarzysza wywołało delikatny uśmiech.
- Wszędzie można znaleźć osobę, która irytuje Cię bardziej niż ktokolwiek inny. Masz przed sobą całe wakacje. Poznasz wielu, ciekawych ludzi - oznajmił mi. - Zabiorę Cię niedługo ze swoimi kumplami na kręgle. Tam można poznać wiele osób. Zapoznam Cię z moim najlepszym przyjacielem, Justinem. Świetny chłopak. Polubicie się.
Słucham? Justinem? Błagam... niech to będzie zbieg okoliczności.
- Justinem? - zapytałam zdezorientowana.
- Tak, Justin Bieber. U niego była ostatnio huczna impreza. Podobno byłaś. Poznaliście się?
No nie, ja prawie mu opowiedziała jak ten chłopak działa mi na nerwy, a on oznajmia mi, że to jego najlepszy przyjaciel.
- Tak, zamieniliśmy dwa słowa tylko - skłamałam. Po prostu chciałam uniknąć różnych wypytywań i tego typu rzeczy. 
- Mówię, zabiorę Cię niedługo na kręgle. Zobaczysz, będzie super.
- Na pewno - posłałam sztuczny uśmiech.
Dotarliśmy na miejsce. Plac był duży, stał na nim przeogromny ekran, a naprzeciw temu po prostu duża przestrzeń z równo wykoszoną trawą. Nie spodziewałam się, że będzie tak dużo ludzi.
- Nie wiedziałam, że Stratford posiada aż tyle mieszkańców - powiedziałam nieco zaskoczona.
- Stratford ma wiele tajemnic - uśmiechnął się.
Wybraliśmy sobie miejsce mniej więcej w środku całego trawnika. Gdy tylko dobrze się usadowiliśmy puścili film. Tytuł jego to " Pamiętnik". Oglądałam już chyba 5 razy, ale mogłam i jeszcze raz. 
Ryan był ciągle wpatrzony w ekran, a ja, czasem znudzona niektórymi fragmentami spoglądałam na niego. Mogłam mu się dokładnie przyjrzeć. 
Ma mały nos jak na chłopaka, ale taki zgrabniutki. Włosy postawione w górę, ale bez żadnego ładu co moim zdaniem wyglądało dosyć seksownie w jego wykonaniu. Nie ma dużych ust, ale małych też nie. Są one bardziej cienkie. No wiecie o co mi chodzi, ale gdy wykręca je na którąś gdy myśli to są one zachętą do tego, aby tylko podejść i zacząć je całować. Szczękę ma dosyć mocno zarysowaną co jest dziwne jak na chłopaka w tym wieku, ale to oznaka męskości. Zaczęłam zjeżdżać wzrokiem niżej. Ręce miał odsunięte do tyłu, bo na nich się podpierał. Były widoczne na nich mięśnie, a na nich odstające żyły co moim zdaniem jest również seksowne.
- Coś nie tak? Jestem brudny czy coś w tym stylu?- zapytał zdezorientowany Ryan? No nie, znów mnie przyłapał jak mu się przyglądam. Pokiwałam tylko głową na znak, że wszystko jest w porządku i sama odwróciłam wzrok w stronę ekranu przygryzając delikatnie wargi by nie zacząć się śmiać z niezręcznej sytuacji, która miała przed chwilą miejsce. 
Po tym wydarzeniu nie odważyłam się więcej przyglądać Ryanowi. Mimo tego, seans minął niesamowicie szybko. 
- Jak się podobało? - zapytał kolega w drodze powrotnej.
- Pytasz o film?
- A o co by innego?
- Tak samo fajny i ciekawy jak pięć poprzednich razy - zaśmiałam się delikatnie przygryzając przy tym delikatnie jedną ze stron wargi.
- Już widziałaś? - zapytał drapiąc się za kark. - Mogłaś powiedzieć, zabrałbym Ciebie gdzie indziej. Zapewne się nudziłaś.
- Uspokój się Ryan. Uwielbiam ten film i mogę wiele razy go oglądać i uwierz, ale wcale się nie nudziłam - złapałam go przy tym za ramie na co on się uśmiechnął. Szybko zorientowałam się co zrobiłam i automatycznie puściłam go z mojego uścisku. Szliśmy i rozmawialiśmy o najprostszych rzeczach, które o dziwo nas nie nudziły. Przyznam, dogadywaliśmy się z każdym słowem i z każdym zdaniem coraz lepiej.
- Jak basen pięknie wygląda nocą - podeszłam do zamkniętego, metalowego ogrodzenia, które oddzielało basen. Wyglądał pięknie, bo był pięknie oświetlony w różnych kolorach.
- Pięknie? Tak samo jak zawsze - mówił Ryan stając tuż krok za mną.
- Nie robi to na Ciebie wrażenie, bo masz to codziennie. Zaufaj mi, ma to swój wewnętrzny klimat - stanęłam jeszcze bliżej ogrodzenia opierając na nim swoje czoło.
- Chcesz wejść? - wyszeptał od tyłu w moje ucho, a przez moje ciało przeszły ciarki.
- Jak? Przecież jest zamknięte i nieczynne.
- Niczego się jeszcze nie nauczyłaś - zaśmiał się po czym wskoczył na ogrodzenie, które nie było wcale takie niskie.
- Co Ty wyprawiasz ? - zapytałam ze śmiechem w głosie.
- Podoba Ci się o tej porze na basenie to wskakuj na ogrodzenie i idziemy pływać.
- Jesteś szalony - odparłam i zaczęłam się wspinać tuż za Ryanem. Dosyć sprawnie nam poszło przeskakiwanie przez płot.
- To co, na bombę? - zapytał patrząc na mnie z góry Ryan i złapał mnie za dłoń. Pokiwałam głową na zgodę i zaczęliśmy biec w stronę basenu i będąc na granicy skoczyliśmy do wody. Płynęłam jeszcze chwilę pod wodą zanim wynurzyłam się na środku basenu. 
- Jak tutaj jest cudownie - krzyknęłam z całych sił, aby wydobyć z siebie wszystkie emocje, które trzymam od dawna.
- Podoba Ci się ? - zapytał gdy tylko wynurzył się przede mną.
- Tak! Jest ekstra.
Przez chwilę patrzył na mnie z miną typu niedowierzania, że właśnie stoję przed nim. Po chwili zniżył swą głowę do mojego poziomu i od naszych ust dzieliły centymetry.
- Od małego chciałem Cię pocałować - wyszeptał mi w usta. - Nawet nie wiesz jak bardzo. Po dzisiejszym dniu jeszcze bardziej chce się pocałować - teraz dzieliły nas już milimetry. Czułam jego oddech i miętową gumę do żucia.
- Ale nie zrobiłem tego wtedy i nie zrobię tego teraz - dodał, po czym odsunął się trochę dalej ode mnie. - Coś na co dłużej czekamy smakuje o wiele lepiej, a więc chce poczekać - posłał mi jedynie swój delikatny uśmiech, odwrócił się plecami i ruszył w stronę krańca basenu. Zaczęłam iść za nim wolnym krokiem i pełna myśli co teraz się stało. Uwierzcie, stojąc tam czułam milion motyli w moim brzuchu. Musiałam wyglądać teraz śmiesznie, miałam zapewne czerwone policzki i uśmiechałam się sama do siebie. 
Przeszliśmy przez bramę i ruszyliśmy w stronę swoich domów. 
- Drzwi do domu już chyba nie muszę Ci otwierać? 
- Nie, nie musisz - zaśmiałam się delikatnie na co on odpowiedział tym samym.
- Mam nadzieję, że mogę powiedzieć, że spotkamy się niedługo?
- Oczywiście - powiedziałam przygryzając delikatnie jedną stronę dolnej wargi.
- W takim razie do zobaczenia niebawem - na pożegnanie objął mnie delikatnie, następnie popatrzył się na mnie z góry takim samym wzrokiem jak nad basenem i odszedł. 
Nie mogłam opanować swoich emocji i tego jak jeden wieczór sprawił mi tyle radości.
- Babciu! - krzyknęłam przepełniona radością i z nadzieją, że opowiem wszystko babci, a ona będzie szczęśliwa wraz ze mną.
- Jestem w salonie Alison - odkrzyknęła. Weszłam energicznie do pokoju chcąc powiedzieć, że Ryan Reynolds mnie prawie pocałował, ale na szczęście się powstrzymałam i zauważyła jak moja babcia siedzi z jakąś panią.
- O witam - powiedziałam już nieco spokojniejszym głosem.
- Oo, to jest Alison. Miałaś rację, że ładna z niej dziewczyna. Jestem Diane, koleżanka Twojej babci - wysunęła kobieta dłoń przede mną na przywitanie.
- Miło mi Panią poznać - uścisnęłam delikatnie jej dłoń.
- Słuchaj Alison, Diane przywiózł jej wnuczek, siedzi u nas z tyłu na tarasie. Idź z nim posiedź, aby mu nudno nie było.
- Oczywiście - uśmiechnęłam się. Normalnie też bym to zrobiła, ale w środku bym narzekała jak to mi się nie chce, ale nie dziś. Miałam zbyt dobry humor aby go zepsuć. 
- Cześć - powiedziałam radośnie do siedzącego chłopak na huśtawce na tarasie.
- Cześć - kiedy odwrócił głowę zauważyłam, że my się jednak znamy.
- Justin? Diane to Twoja babcia? - zapytałam lekko zszokowana.
- Tak, poprosiła abym ją zawiózł - odparł z lekkim uśmiechem w moją stronę. Uwierzcie, ale nawet on nie mógł mi dzisiaj zepsuć tego dnia. Usiadła obok niego i odepchnęłam delikatnie nogi z podłogi po czym huśtawka udała się delikatnie w ruch. 
- Jak było na randce z Ryanem? - spytał z uśmiechem na twarzy.
- Skąd wiesz, że byliśmy na randce?
- Zdążył się pochwalić - zaśmiał się delikatnie przy czym ja też.
- Oh, to nie była wcale randka
- Gdyby to nie była randka byś nie uśmiechała się tak teraz jak to robisz - wskazał delikatnie na moje usta, a ja z zawstydzenia ułożyłam je w cienką linie. Nic mu na to nie odpowiedziałam. Przez jakąś chwilę oboje siedzieliśmy w ciszy patrząc się przed siebie. 
- Ryan to super chłopak - odparł Justin
- Słucham?
- Mówię, że to super chłopak.
- Wiem, usłyszałam, ale dlaczego mi to mówisz?
- Chcę abyś wiedziała, jest moim przyjacielem i życzę mu jak najlepiej.
- Um.. okej - odpowiedziała lekko zdezorientowana jego nagłą wypowiedzią.
- Dobrze się chyba bawiliście - na jego twarzy pojawił się szczery uśmiech i zaczął poruszać brwiami w górę i w dół.
- O czym ty mówi..- nie zdążyłam nawet zapytać i już wiedziałam o co chodzi. 
Spojrzałam na swój dekolt, a spod mojej całej mokrej koszuli prześwitywał się czarny stanik.
- Dupek - zaśmiałam się głośno i przykryłam kocem, który leżał między nami. Justin jedynie też się zaśmiał i pokiwał głową.
- Wiesz co Justin, jednak jesteś w porządku - odparłam.
- Dzięki, że w końcu tak uważasz.
- Justin! Wracamy już - można było usłyszeć delikatny krzyk jego babci z domu.
- Więc - wstał - muszę już lecieć.
- Tak, wiem... Hm, Twoja babcia dlaczego nie może prowadzić? - zapytałam z czystej ciekawości.
- Moja babcia jest dobrym kierowcą - spojrzał na mnie, uśmiechnął się i ruszył w stronę drzwi. Chwile pomyślałam nad jego słowami i zaśmiałam się pod nosem
- Niemożliwy chłopak - zaśmiałam się jeszcze raz.
__________________________________
 Trochę długi wyszedł rozdział. Przepraszam, że tak późno, ale trochę kłopoty ze zdrowiem przeszkadzają. 
Kolejny rozdział 1-2.01.2015r.
Zapraszam na mojego twittera: https://twitter.com/hellofreekiss
będą się pojawiały informację co do bloga.
Pozostawiajcie komentarze.
Do kolejnego <3

3 komentarze:

  1. Poleciłaś ten blog na moim, więc postanowiłam zajrzeć. Jestem pod wrażeniem, przeczytałam wszystkie dotychczasowe rozdziały, jakie tu przeczytałaś i jestem pewna, że polecę ten blog na moim. Jestem ciekawa jak potoczą się dalej ich losy!
    ps. nie mam profesjonalnego oka ;)
    love-is-a-fucking-sin.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Extra ^^ jeju fajna ta fabuła i bardzo wciąga ;)

    OdpowiedzUsuń