Translate

sobota, 17 stycznia 2015

6. You left her alone

OCZAMI JUSTINA

Byłem nieco poirytowany sytuacją, że Alison i Ryan zachowywali się jakby byli razem, a nie są. Przecież bym wiedział... po drugie ta dziewczyna jest nie do zrozumienia, uwierzcie. Mimo, że przyszła z nim tutaj patrzyła co chwilę na moją reakcję. Dziewczyny są czasem śmieszne. My chłopacy nie jesteśmy debilami i widzimy o wiele więcej niż tym wszystkim laskom się zdaje, ale po prostu potrafimy wiele zignorować. Gdy wyszli pomyślałem, że chociaż przez chwilę o tym zapomnę i będę mógł się rozluzować, ale szybko ta nadzieja ze mnie zeszła.
- Słuchajcie, ja też spadam - podniosłem rękę w górę na pożegnanie i również ruszyłem w stronę wyjścia.
Im byłem bliżej słyszałem coraz wyraźniejszy, stłumiony czymś krzyk. Przez chwilę pomyślałem, że to pewnie jakieś dzieciaki chcą być szalone i pieprzą się po kontach w łazience, ale moja podświadomość mi mówiła, że to jednak nie to. Pośpieszyłem swój krok i gwałtownie otworzyłem drzwi. Dźwięk, błagającej o pomoc dziewczyny nie ustawał. Przemieściłem się nieco dalej i zauważyłem jak Mike trzyma swoje 'brudne' łapska na Alison, a wtedy poczułem, że cały zesztywniałem ze złości.
- Odsuń się od niej Mike! - krzyknąłem w ich stronę z małą nadzieją, że Mike się wystraszy i ucieknie. On jedynie zdążył na mnie spojrzeć, a moja wewnętrzna złość zaczęła wychodzić ze mnie. Podbiegłem do chłopaka i odepchnąłem go z całą siłą jaką miałem w rękach. Mike się potknął o własne nogi i upadł na plecy, a wtedy rzuciłem się na niego i uderzyłem go dwa razy prosto w nos z pięści, następnie docisnąłem kolana w jego nadbrzusze. Jednak on nie był takim mięczakiem i jeden cios mi oddał. Wtedy ja złapałem go za rogi koszulki i docisnąłem do twardego asfaltu i dołożyłem jeszcze kilka ciosów.
- Spieprzaj nim Cię zabije sukinsynie - wyszeptałem gdy schodziłem z jego ciała, a on o dziwo szybko podniósł się z przerażenia i zaczął uciekać. Otrzepałem swoje kolana z piachu, ale to nie był koniec. Za sobą usłyszałem płacz. Gdy tylko obróciłem głowę i zobaczyłem, że siedzi tam pod ścianą skulona Alison to poczułem jak moje serce zaczyna płakać wraz z nią. Mimo, że ta dziewczyna jest tu dopiero kilka tygodni to wiem, że najgorsze co może mi się w te lato przydarzyć to jej płacz, który ruszał mnie bardziej niż większość tych głupi, hollywoodzkich filmów.
- Nic Ci nie jest? - chyba najgłupsze pytanie jakie mogłem zadać w tej sytuacji. Usiadłem obok niej i objąłem ją najpewniej jak potrafiłem, ale tak aby jej nie skrzywdzić. Gdy tylko się odezwałem jej płacz wzrósł kilkukrotnie i wtuliła się we mnie mocniej.
- Gdybym był tutaj dwie minuty wcześniej to w ogóle by ta sytuacja nie miała miejsca - powtarzałem to w swojej głowie. Nagle dostałem błysku w głowie. Przecież Alison wyszła z Ryanem. W takim razie gdzie on jest?
-Gdzie jest ten idiota, kiedy jest najbardziej potrzebny - wyszeptałem cicho, ponieważ ta myśl nie mogła zostać stłumiona w mojej głowie.
- Co tu jest grane? - o wilku mowa. Alison jedynie spojrzała w górę by zobaczyć kto się odezwał, a następnie schowała twarz między moją głową i ramieniem nie przestając płakać nawet na moment.
- Gdzie Ty do cholery byłeś?- podniosłem głosem, ale nie za mocno by jej nie wystraszyć.
- Poszedłem po portfel. Co się dzieje? Dlaczego Alison płacze?
- Mike się dzieje... chciał... - nie mogłem nawet wydusić tego co on chciał robić. W głębi duszy myślałem, że może to jest mój sen i tak naprawdę nic się nie stało. Jednak rzeczywistość okazała się całkiem inna. Ryan jedynie szeroko otworzył oczy i złapał się za końce swoich włosów i przeciągnął je w górę.
- Cholera - wyszeptał.- Alison, jesteś w stanie iść? Muszę zabrać Cię do domu.
Dziewczyna jedynie pokiwała głową, ponieważ nie dała z siebie wydusić nawet najmniejszego słowa.
- Nie, ja ją zabiorę Idioto - odpowiedziałem ostro.- Jeszcze ją zostawisz w połowie drogi, bo przypomnisz sobie, że nie wziąłeś znów czegoś ze sobą.
- Odpuść Justin na ten moment. Obiecałem jej babci, że to ja ją odprowadzę do domu całą i zdrową.
- A co jej odpowiesz na to dlaczego Alison jest taka roztrzęsiona?
- Stop- obydwoje gwałtownie popatrzyliśmy na dziewczynę.
- Co stop Alison? Wstawaj. Odwiozę Cię szybko do domu - powiedział suchym głosem Ryan. Alison podniosła się z ziemi i otrzepała swoje ubrania z piasku i kurzu. Stanęła przed Ryanem z założonymi rękoma na klatce piersiowej.
- Przepraszam Cię Ryan, ale chcę, aby to Justin mnie dziś odwiózł - mówiła to przygryzając z lekkim zdenerwowaniem swoje wargi.
- Przecież ja również mogę to zrobić. Mieszkamy obok siebie - spojrzał zmieszany na nią. 

OCZAMI ALISON
- Przecież ja również mogę to zrobić. Mieszkamy obok siebie- spojrzał na mnie ze zmieszanym wzrokiem i chwycił w swoją silną dłoń moją twarz i kciukiem przesuwał po moich wystających delikatnie kościach policzkowych. Każdy najmniejszy dotyk przypominał mi co przed chwilą się zdarzyło, a więc automatycznie w moich oczach zgromadziło się milion łez, których za wszelką cenę nie chciałam teraz wypuścić. Ryan szybko to zauważył i delikatnie zabrał swoje palce z mojego policzka.
- Nie było Ciebie tutaj, kiedy Ciebie potrzebowałam. Justin mi pomógł i chcę, aby to on mnie dziś odwiózł - wyszeptałam.
- Wiesz przecież, że gdybym wiedział, że Mike jest w pobliżu, w życiu bym Ci nie pozwolił na zostanie tutaj samej.
- A jednak zostawiłeś ją samą - powiedział pewnym głosem Justin za nami. Odwróciłam twarz do tyłu by zobaczyć jego twarz. Pokiwałam jedynie głową, aby się zamknął przynajmniej na ten moment i zwróciłam twarz ku Ryanowi.
- Nie słuchaj go - odparłam.- Nie mam Ci tego za złe, ale chcę i nie wiem dlaczego, aby dzisiaj zrobił to Justin. Nie masz się o co martwić. Zobaczymy się wkrótce - stanęłam na palcach i musnęłam delikatnie jego policzek i powoli opadłam na swoje małe stopy. Ryan delikatnie uchylił swe kąciki ust do góry. Złapał delikatnie moją szyję i dotknął swoimi miękkimi wargami mojego czoła.
- Dzielna dziewczynka - uśmiechnął się w moją stronę Odpowiedziałam jedynie uśmiechem i ruszyłam w stronę Justina, a następnie oboje poszliśmy dalej w stronę parkingu, aby znaleźć jego auto. 
- Czy Ty zawsze musisz się odzywać w najmniej oczekiwanych momentach? - zapytałam po cichu.
- Słucham?- zapytał spoglądając na mnie przy tym krzywo. Na chwilę przystanął i szukał po swoich kieszeniach kluczy od samochodu. Udawał... no albo serio nie wiedział o co mi chodzi.
- Po co w ogóle  wtrąciłeś swoje zdanie przy mojej rozmowie z Ryanem?
- Nie ufam mu w tym momencie - odparł jakby to było bardzo oczywiste.
- Jak to mu nie ufasz? - zapytałam marszcząc przy tym brwi. Za ten czas znaleźliśmy samochód, Justin otworzył mi moje drzwi jak prawdziwy dżentelmen i szybko do niego wsiedliśmy.
- To nie rozmowa na teraz Alison. O ile pamiętam jeszcze kilka minut temu płakałaś, a więc radzę Ci się uspokoić. Jesteś roztrzęsiona - przez połowę drogi nie odezwaliśmy się do siebie słowem. Nie chciałam zaczynać z nim wojny, a Justin chyba ze mną tym bardziej. 
- Dziękuję - powiedziałam cichym głosem. Justin jedynie spojrzał na mnie, a następnie swój wzrok znów przeniósł na drogę.
- Za co?
- Uratowałeś mnie dzisiaj. 
- Nie masz za co dziękować. Każdy by zrobił to samo na moim miejscu.
- Nie ważne, ale i tak Ci dziękuję - mówiąc to złapałam delikatnie jego ramię, ale szybko odsunęłam dłoń. Było to dosyć niezręczne w tym momencie. Jechaliśmy jeszcze przez moment w ciszy, ale w pewnym momencie nie mogłam znieść tego, a więc postanowiłam, że włączę radio. Akurat na stacji grała piosenka Justina Timberlakea- What goes around... comes around.
- O matko. Uwielbiam to! - krzyknęłam i zaczęłam śpiewać wraz z radiem. Justin jedynie spojrzał na mnie z ciekawością i lekko się uśmiechnął. Gdy zbliżał się refren, nieco podkręciłam głośność w górą i zaczęłam śpiewać " What goes around, goes around, goes around,comes all the way back around", a po chwili Justin ze mną. Gdy tylko usłyszałam jak on zaczyna śpiewać kolejne wyrazy tekstu piosenki to ja stopniowo zaczęłam milknąć. Przyglądałam się mu wtedy intensywnie. Widać, że wczuł się i muzyka to jego prawdziwy żywioł. Wychodziło mi genialnie. Przyznam, że szło mu lepiej niż w oryginale. Przynajmniej ja tak uważałam.
- Um, nie śpiewasz ze mną?- zapytał zdezorientowany chłopak. Zaczął drapać się z lekkiego skrępowania za kark co dla mnie wydawało się nieco słodkie.
- Nie. Justin, jesteś niesamowity. Śpiewasz genialnie.
- Przesadzasz - odparł ze skromnością.
- Nie. Jestem tym podekscytowana - zaśmiałam się, a na to on ze mną.
- Powoli księżniczko. Śpiewam tylko dla siebie, dla przyjemności.
- Widać jak wiele Ci to sprawia radości, ale uwierz mi...jesteś za dobry, aby zostawić to tak. Mógłbyś być super gwiazdą znaną na cały świat - Justin jedynie wybuchł śmiechem.
- Niepotrzebne mi to jest.
- Chcesz na zawsze zostać w Stratford?
- A co w tym złego? - spytał mnie, jakby serio był przekonany, że będzie żył tu wieczność.
- Oh Justin, przestań. To cudowne miasto, ale nie do życia na zawsze. Nie zawsze będziesz nastolatkiem. Kiedyś będziesz musiał pójść do pracy, a nie oszukujmy się... tutaj warunki do dobrej pracy nie są za dobre.
- A może zostanę gwiazdą muzyki? - spojrzał na mnie delikatnie lekko się uśmiechając. Odpowiedziałam mu tym samym.
- Ja nie żartuje Justin - odparłam. Auto właśnie stanęło pod domem mojej babci.
- Ja też nie - puścił oczko w moją stronę i spuścił wzrok delikatnie w dół. Złapałam się za sam koniec mojej koszulki i lekko za niego ciągnęłam, ponieważ nie wiedziałam co powiedzieć na pożegnanie. Justin również mnie nie pośpieszał, jedynie postukiwał swoimi palcami o kierownice. Spojrzałam na niego i od razu zaczęłam się śmiać.
- Co Cię bawi? - zapytał zdenerwowanym głosem.
- Jak Ty to robisz? -zapytałam z rozbawieniem na twarzy.
- Ale robię co?
- Że mimo tego, że jesteś najbardziej denerwującą osobą jaką poznałam to dzięki Tobie, pomimo, że praktycznie przed chwilą zdarzyło mi się coś strasznego, na moment o tym zapomniałam i potrafię się śmiać jakby nigdy nic. 
- Nie wiem czy to ma być dobre zdanie o mnie po tej pierwszej części - zaśmiał się Justin delikatnie pod nosem.- Ale powiem Ci, że nie wiem jak to robię. To ten mój urok osobisty.
- Na pewno - zaśmiałam się z ironią w głosie. Zrozumiałam, że chyba jednak czas wyjść z tego auta.
- Um, Justin? - zapytałam niepewnie.
- Tak?
- Chce Ciebie poznać lepiej.
- Słucham?
- Nie pytaj, bo się jeszcze rozmyśle - powiedziałam ze śmiechem w głosie.- Wpadnij wieczorem jutro do mnie.
Justin spojrzał na mnie z ciekawością na twarzy. Jakby chciał z niej wyczytać milion innych znaczeń tego zdania, ale nie udawało mu się.
-Jasne. Wpadnę - pokiwał głową na znak, że się zgadza, a potem kiwnął głową w stronę domu mojej babci. Szybko wyjrzałam przez szybę i zauważyłam, że przez okno w kuchni moja babcia nas podgląda.
- Mój własny monitoring mnie wygląda, co oznacza, że muszę już iść - uśmiechnęłam się. Justin odpowiedział tym samym.
- To do jutra - odparłam i nachyliłam się w stronę Justina by dać mu buziaka w policzek, ale po chwili zorientowałam się, że jest to kompletnie nie na miejscu. Przecież ja spotykałam się z jego najlepszym przyjacielem. Justin spojrzał na mnie zdezorientowany, a ja się zawstydziłam.
- Um.. pa- odparłam szybko i wyskoczyłam z auta jakby zaraz miał wybuchnąć.

_____________________________________________

Krótki dzisiaj rozdział i mało ciekawy, ale poczekajcie do czasu.
Zostawcie swoje opinie co do tego w komentarzu.
Możecie dzielić się w komentarzach również co do pomysłów do opowiadania, a możliwe, że wezmę, któryś pod uwagę.
TAK W OGÓLE 
Najważniejsze teraz...
Ma ktoś z was pomysł na tytuł bloga? 
Chciałabym jakąś fajną wymyślić, ale co do tego mam pustki w głowie.
Co do tego możecie też zostawiać pomysły w komentarzach.
Bloga polecajcie znajomym. Kolejny rozdział 25.01.2015r :)

6 komentarzy:

  1. OMG! OMG! Cuuudo! A ten Ryan, ech. A Justin? "Mój własny monitoring" heheheh. Super! Nie mogę się doczekać następnego, który będzie.... o mój... dopiero za 7 dni? Za okrągły tydzień? No chyba się nie doczekam. Na wszelki wypadek będę wpadać codziennie. A co do pomysłu to może hmmm... może Rgan będzie chciał ja zaprosić gdzieś a ona się zgodzi i zapomni o tym i Ryan przyjdzie do niej a tu Justin. Albo się pocałują! Oczywiście Julison, a nie Rustin. Heheh, albo Rylison

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko jest już zaplanowane co do następnego rozdziału, ale fajnie myślisz.
      Zapraszam na twittera :)
      https://twitter.com/hellofreekiss

      Usuń
    2. Oooo zmieniłaś szablon. Jest dużo lepszy od poprzedniego, nie mówię oczywiście żeby tamten był zły czy coś nie nie. Jest strasznie... znaczy nie strasznie, nie o to chodzi po prostu strasznie pięknie! Czekam! Jeszcze 5 dni.

      Usuń
  2. Hej, wróciłam na bloga And each day missed, he and she, dodałaś komentarz pod postem z informacją o zawieszeniu, więc pomyślałam, że chciałabyś być poinformowana o nowym rozdziale http://it-does-not-work-ff.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo ładny nagłówek ^^
    A rozdział Boski ^^ Justin punktujesz ;3
    hihi oni sa genialni ^^
    już nie mogę się doczekać dalszych losów ;)
    Czekam i buziaczki :*

    OdpowiedzUsuń